wtorek, 5 czerwca 2012
Pięć.
Liam
Pchnąłem ją na łóżko nie będąc świadomym co dokładniej robię. Jedyne co wiedziałem, to fakt, iż chcę ją mieć tu i teraz. Czas i miejsce jak najbardziej mi sprzyjał. W wszędobylskim mroku widziałem jej błękitne oczy. Delikatna poświata księżyca, która prześwitywała przez zasłony dawała wokół niesamowitego efektu.
Leżała pode mną i delikatnie się wiła. Moje ręce wpełzły pod jej bluzkę, by po chwili pozbyć się tej zbędnej rzeczy. Rzuciłem ją gdzieś za siebie. Cierpliwe ręce blondynki rozpinały moja koszule, jednak ja jestem chyba pozbawiony tego pierwiastka, to też, nie bawiąc się w to wszystko, ściągnąłem ją sobie przez głowę. Po chwili dorwałem się z powrotem do cudnych ust blondyny, delikatnie ssąc jej dolną wargę. Jednym ruchem ręki rozpiąłem jej stanik, a zaraz potem pozbyłem się jej spodenek. Ujrzałem śliczne koronkowe majtki, które na pewno więcej odkrywały, niż zakrywały. Nie wahając się dłużej szybko z niej zerwałem to, a zaraz sam zostałem pozbawiony resztki ubrań. Wszystko było rzucane za moje plecy.
W pewnym momencie znudziły mi się jej usta i z pocałunkami zszedłem niżej. Wilgotnymi wargami znaczyłem mokrą ścieżkę w dół jej ciała. Rękoma delikatnie ugniatałem jej piersi. W końcu z pocałunkami doszedłem do podbrzusza, a następnie szybko zjechałem z tą czynnością na wewnętrzną stronę jej ud. Dziewczyna wydawała raz po raz delikatne jęki, wplątując swoje drobne ręce w moje włosy. Nie zważając na nic, zacząłem powoli poruszać językiem w jej pochwie. Poruszałem szybko językiem chcąc ją doprowadzić na skraj wytrzymałości. Czułem jak jej ręce ściskają moje włosy, ale nie za bardzo mnie to obeszło.
- O Boże, Liam... - Odchyliła swoje plecy w łuk. - Pieprz mnie, teraz... - Wyjęczała, chyba tracąc kontrolę nad swoimi odruchami. Szybko przerwałem tę pieszczotę.
Podciągnąłem się wyżej na łokciach i wszedłem w nią szybko. Wydała głuchy odgłos, jakby się krztusiła, jednak chwyciła mnie rękoma za kark. Ja z przyjemności przymknąłem oczy. Poruszałem szybko biodrami, a przy tym jedną ręką chwyciłem jej pierś ugniatając w dłoni, a ustami zamknąłem jej usta. Poruszałem się szybko, robiąc mocne pchnięcia. Z każdym kolejnym pchnięciem, które było mocniejsze od poprzedniego, byłem bliżej końca.
Jej jęki zupełnie mieszały się z moimi. Gdy po raz wtóry wpiłem się w bok jej szyi, ona przejechała swoimi paznokciami po moich plecach, co tylko wzmocniło moje odczucia. Gdy spojrzałem w jej oczy, zamglone z pożądania automatycznie zwolniłem, czując już, że i ja i ona jesteśmy na skraju wytrzymałości.
Długo to nie potrwało i po chwili oboje krzyczeliśmy z rozkoszy. Doszedłem parę sekund później niż ona, ale to przecież nie ważne. Odsunąłem swoją twarz od jej i gapiłem się na jej zaróżowione lice z delikatnym uśmiechem. Odwzajemniła uśmiech, nadal nie mogąc uspokoić oddechu. Wyszedłem z niej delikatnie i położyłem się w pozycji pół-siedzącej obok niej. Pocałowałem ją w czoło, czując jak jej oddech się uspokaja, a po chwili oddycha miarowo. Usnęła.
Po cichu wyplątałem się z tej ludzkiej plątaniny, naszych, ciał i odnalazłem szybko swoje rzeczy. Ubrałem się szybko nawet na nią nie patrząc. Cicho zamykając za sobą drzwi udałem się w stronę centrum.
Brawo panie Payne, staczasz się. Zaliczasz laski na jedną noc. Jedyne co to gratulować. Serio.
Uśmiechnąłem się ironicznie pod nosem do własnych myśli i przyśpieszyłem kroki.
Niall
Nie wiem co się dzieje wokół mnie. Nie potrafię tego zrozumieć. Od paru dni chodzę nakręcony jak ruski zegarek. A do tego muszę się pogadać chłopakami. Wiem, że nasza sytuacja jest kiepska. Nie będziemy wiecznie młodzi. A sytuacja między nami też nie jest za wesoła. Ciągłe spięcia i kłótnie.
Normalny człowiek nie wytrzymałby psychicznie, a co dopiero ktoś taki jak...
- NIALL! - Wydarł się głos Harry'ego.
On to już w ogóle zrobił się oziębły. Nie wiem dlaczego, sam się w tym gubię. Nie myśląc o niczym zaszedłem schodami w dół i skierowałem się w kierunku uroczego głosiku Styles'a.
- Czego chcesz ode mnie... tym razem? - Spytałem z delikatną chrypką. Nie ma to jak mieć coś z głosem z rana. Zaraz zacznę chyba klnąc.
- Jak już wypijasz mleko, to wyrzucaj pusty karton do śmieci, a nie chowasz z powrotem do lodówki.
Warknął do mnie Hazza, a ja się roześmiałem. Zirytowany loczek prychnął w moim kierunku.
- Z czego rżysz, głupi, irlandzki, chłopczyku?
- Też cię kocham. Ale powiedz mi szczerze, widziałeś kiedyś MNIE pijącego samo MLEKO? - Spytałem akcentując cudownie dwa słowa. Spojrzał na mnie dziwnie.
- Nie?
- No właśnie. A teraz z łaski swojej zajrzyj do szafki po lewej stronie i powiedz mi Curly, czy widzisz tam słoik z kakaem? - Spytałem uśmiechając się ironicznie. Nie mam zamiaru dać mu sobą pomiatać. Dziś nikt tego nie będzie robił, tym bardziej, że jestem naładowany energią. Mniejsza o to, że Styles nie robi tego specjalnie. Zerknąłem na niego i uśmiechnąłem się w sposób, który idealnie pasował do tej sytuacji. Widząc jego konsternację spytałem:
- I co?
- Nie ma... - Wypowiedział cicho w stronę blatu kuchennego, a ja uśmiechnąłem się nadal z nutką ironii.
- Wniosek jest prosty: nienawidzę samego mleka. Daj mi to, wyrzucę. Po za tym dziś wraca Zayn. - Powiedziałem pełen radości, wyrzucając pusty kartonik. Styles spojrzał na mnie zaskoczony.
- To dziś? Już minął tydzień? Szybko! - Odpowiedział.
Szybko? No chyba tylko dla ciebie. Ja tu umierałem z nudów. Miałem co prawda trójkę jeszcze przyjaciół, ale oni to nie Zayn. A odkąd Malik pokazał mi zdjęcie tej dziewczyny, która miała go na wyłączność nie potrafię przestać myśleć, o jej oczach i tym uśmiechu. Wiem, że to dziwne zauroczyć się w zdjęciu.
Chociaż jakby tak pomyśleć, to w sumie każda z naszych fanek kochała nas poprzez zdjęcia. Z chęcią zamieniłbym się z Mulatem. Delikatnie się pogrążyłem w marzeniach. To ja chciałbym ją przytulać. To ja chce...
- ... przylatuje?
Potrząsnąłem głową.
- Możesz powtórzyć? Zamyśliłem się. - Wyszczerzyłem się do Hazzy, a on jedynie przymknął oczy i policzył chyba baranki. Fakt, liczenie zawsze działa w jakiś konkretnych sytuacjach. Mi pomaga, ale jestem inny i nic na to nie poradzę.
- Pytałem o której, Zayn przylatuje i kto ma po niego wyjechać?
- Około pierwszej. I to JA wyjeżdżam po NICH. - Odparłem szukając w lodówce czegoś do jedzenia. Jak zwykle, "biała szafa" pełna, ale nie mam na nic ochoty. W zamian, wyciągnąłem butelkę z sokiem.
- Jakich nich? - Spytał wchodzący Liam. O no proszę któż to zaszczycił nas obecnością. Nocny "tajemniczy" wypad do klubu się udał? Dobra Horan uspokój się. Ty przecież o niczym nie wiesz, prawda? Zresztą jak zwykle.
Wydałem z siebie jedynie niezidentyfikowany dźwięk.
- Pewnie coś mu się pomieszało w tej blond makówce. - Mruknął jedynie Harry wyrywając wręcz z mojej ręki butelkę z sokiem.
- Ej! Chciałem to wypić!
Styles tylko wzruszył ramionami i wypił to co sobie sięgnąłem. Jednym duszkiem skubany to zrobił.
- Jakich Nich, Nialler? Co ty pieprzysz? - Spytał jak zawsze pełen kultury Liam. A idź w diabły ty... ty... Boże, czy ja gadam sam do siebie? Chyba czas dzwonić po pomoc dla mnie. Przygryzłem dolną wargę i spoglądając na dwóch przyjaciół odezwałem się wreszcie.
- Jak dzieci. Zayn przylatuje dzisiaj wraz z tą dziewczyną co z nim rozmawiała i jej koleżanką czy coś. Ze względu na to, że my jesteśmy mili, kulturalni i...
- Niewyżyci?
- Kochani?
- To też. - Machnąłem zbywając ręką. - Miałem na myśli gościnni, będą u nas. - Odparłem. Oni spojrzeli na mnie jakbym co najmniej każdemu walnął z patelni w twarz. Zerknęli po sobie i z powrotem przerzucili swój wzrok na mnie. - No co się na mnie patrzycie? Zabiłem wam kogoś?
- Nie chciałbym coś sugerować, ale... może czas na Twoją wizytę u pana psychologa? - Powiedział z troską Payne i pogłaskał mnie po włosach. Zarąbiście. Po raz kolejny zostałem uznany za niepoczytalnego.
Prychnąłem tylko, strzepnąłem rękę Liam'a z głowy i wyszedłem do salonu. Nie dość, że zostałem oskarżony o coś czego nie zrobiłem, pacan Styles wypił sok, który należał się mnie, to jeszcze zostałem oskarżony o krzywoprzysięstwo. Poszedłem do drzwi wejściowych i...
- Gdzie są kluczyki od Seca*? - Krzyknąłem w głąb domu. Odpowiedziała mi cisza. Chociaż nie. Słyszałem głosy pomiędzy Harry'm a Liam'em, ale mnie olali. Mógłbym przekląć, ale to nie w moim stylu... chyba. Jednak gdy wszystko będzie szło tak jak teraz to prawdopodobnie kogoś z wyzwę, pobiję, poćwiartuję, zabiję, zakopię, odkopie sklonuje i zacznę zabawę od nowa. Horan! Weź głęboki wdech i się nie irytuj, bo ci żyłka pęknie... O mamo gadam sam do siebie! Pomocy!
Wróciłem się do kuchni.
- Harry, daj mi kluczyki. - Wyciągnąłem rękę w kierunku Hazzy.
- Chyba śnisz. Nie dam ci prowadzić MOJEGO samochodu. Zapomnij. - Powiedział spokojnie Styles, jedząc płatki z opakowania.
- Ale muszę odebrać Zayn'a! - Krzyknąłem pełen złości. Nie będę tak się bawił. Liam się do mnie wyszczerzył. Spojrzałem na niego delikatnie nie zrozumiawszy jego humoru. - Co jest?
- No wybacz przyjacielu, ale Louis był jakieś pół godziny temu po kluczyki, bo to on miał podjechać po Zayn'a. - Mówił radośnie Payne.
- Aha, czaję to... Że co proszę?! - Krzyknąłem. No chyba ktoś sobie ze mnie kpi! - Nie żartujesz, Payne? - Upewniłem się dla pewności. Gdy on zaprzeczył ruchem głowy mój dobry humor prysł jak bańka mydlana.
- A może byś tak spojrzał na zegarek Einsteinie od siedmiu boleści, co? - Spytał Harry z zapchanymi policzkami. Tak jak ładnie zasugerował mi Styles spojrzałem na zegar na ścianie. Była dokładnie pierwsza popołudniu, a to oznacza...
- Kurwa. - Powiedziałem na głos. Ignorując śmiechy dwóch chłopaków udałem się z powrotem do swojego pokoju. Braku humoru w moim przypadku powoduje u mnie rządzę mordu. Ktoś dzisiaj ewidentnie zginie.
A z reguły cierpią najbardziej ci, którzy nie zawinili niczym.
* Mercedes Benz, przez wielu nazywany Secem.
Ane
Z początku, gdy Elizka powiedziała mi na co się zgodziła, wyśmiałam ją. Bo przecież kto normalny by się mógł na takie coś zgodzić?! Jednak gdy spotkałam się z nią oraz z Zayn'em doszło do mnie to, że wszystko jest na serio. I tak w ciągu niespełna dwudziestu czterech godzinach, znajdowałam się w samolocie. Nie mogłam się napatrzeć za widoki, które rozciągały się za oknem. To wszystko wyglądało tak, jakbym jechała dziwnym autobusem po drodze zrobionej z waty cukrowej. Wiem,z e to dziecinne porównanie, ale inaczej nie dało się tego określić. Dodatkowo to słońce. A już totalnie zauroczyłam się w widoku małych plam, które były miastami, niebieskimi pasmami, które odgrywały rzeki oraz pastelowe kwadraty robiące za pola uprawne. Wszystko wyglądało niesamowicie.
Martwiłam jedynie się o Elizę, bo była niesamowicie blada.
- Co jest? - Odezwałam się do niej cicho. Spojrzała na mnie z delikatnie rozkojarzonym wzrokiem.
- Nie wiem czy może to do ciebie dotarło, ale... lecimy do Londynu. Spotkamy Sama-Wiesz-Kogo. A dodatkowo będziemy z nimi mieszkać. - Oznajmiła mi słabo, a do mnie dotarło to wszystko. Zaraz... chwila! Prrrrrry mój mały kucyku.
- My będziemy mieszkać z... - Już chciałam powiedzieć dwa konkretne imiona, ale Raczkowska zgromiła mnie wzrokiem. Fakt. Nie mogę wymówić słów: Niall oraz Harry, ale za to mogę posłużyć się zamiennikami.
Chrząknęłam cichutko zaczynając zdanie od początku.
- Jedziemy mieszkać z "moim" i "twoim"? - Kiwnęła głową. - Dlaczego mi nie powiedziałaś?!
- A co miałam ci powiedzieć? Szykuj się, miśka, na stan zawałowy, bo spotkasz swojego loczka? Czy Ty jesteś poważna? - Warknęła do mnie.
Prychnęłam w odpowiedzi i z powrotem zagapiłam się w obraz za oknem, jednak zaczął się on zmieniać. Poczułam coraz większe ciśnienie w kabinie i doszło do mnie, że właśnie lądujemy. Spojrzałam na Malika, który zawzięcie pisał coś na komórce. Nawet nie zwrócił na nas uwagi, ze gadamy sobie koło niego po polsku. To miłe z jego strony.
Gdy już wylądowałyśmy na lotnisku, wszystko poszło zadziwiająco sprawnie. Odprawa i odbiór bagażu przeszedł płynnie i wyszliśmy do głównego halu. Chwyciłam rękę Liz, nie chcąc się zgubić, bo tłum był niesamowity. Po chwili ujrzałam kartkę z napisem "Malik" i całą trójką ruszyliśmy w kierunku owego "znaku". Podniosłam swoje patrzałki i zobaczyłam...
- Louis. - Wyszeptałyśmy równocześnie z Elizką. Ufff. Alleluja, stan przed zawałowy przesunięty o jakąś godzinę. Niebieskooki spojrzał na nas z radością w oczach i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Okej, chyba zaczynam się bać.
- Kto ja jestem, to Wy wiecie, ale nie wiem kim wy jesteście.
- Ja to ta co miało tego na "własność" i zowię się Eliza...
- A ja to przyjaciółka tej blondyny, Ane - Dopowiedziałam z szerokim uśmiechem. Spojrzałam szybko na blondynę. - Widzisz? Stan przedzawałowy, który obiecałaś mi został przesunięty przynajmniej o godzinkę. - Wyszczerzyłam się jak psychol na dragach. Okej, Ane może zmień dilera, co?
- Ane, dziecino proszę cię ogarnij się. Ja staram się o tym nie myśleć.
- To nie myśl - Powiedziałam cicho.
- Łatwo ci mówić...
Westchnęła. Wsiedliśmy do samochodu tak, że Lou i Zayn siedzieli z przodu, a ja wraz z Elizą z tyłu. Rozmawiałyśmy po cichu z Raczkowską zupełnie o bzdetach, gdy do naszych uszu dotarł niespodziewanie głos Tomlinsona.
- Zayn, ale one zabawnie szeleszczą, prawda? - Spytał Loi patrząc ciągle na drogę. Malik zrobił pokazowego face-palma, a ja i Liz wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Ty debilu cukrowany! To, że to nie rozumiesz o czym one gadają nie oznacza, że one nie rozumieją ciebie!
Powiedział brunet kręcąc z niedowierzaniem głową. Nie mógł nic powiedzieć, gdyż właśnie podjechaliśmy do miejsca ich zamieszkania.
- No dziewczyny witajcie w naszej twierdzy. - Powiedział Zayn wpuszczając nas do domu. Żegnaj stare nudne życie. Witaj piękny widoku w postaci Styles'a i spółki.
____________________________________________________
Pierwsza scena +18, i to nie jako Zayn, tylko przenajświętszy Liam. *mroczny śmiech*. Uwierzcie mi, że im dalej w las tym więcej... erotyki - jak nic spłonę za to w piekle. Radzę zapamiętać mniej-więcej opis tej dziewczyny. ^.^ Nevermind. Miejmy nadzieję, że choć trochę się spodobało! Liczę na jakikolwiek odzew ;)
Rozdział dedykuję CookieChum, za Twoje opowiadanie, które powoduje u mnie bolesny szczękościsk, i często powoduje u mnie ataki śmiechu <3
Po za tym jestem... chora. Nie mam głosu, mam antybiotyk i bezsenność."Like a boss" -.-
Subskrybuj:
Posty (Atom)