sobota, 21 lipca 2012
Dziesięć.
Liam
Czy ktokolwiek wie jak to jest znaleźć się pomiędzy dwiema, naprawdę gorącymi, dziewczynami i nie móc ich dotknąć? Chociaż... można je dotknąć. Przecież to nic złego, prawda? Szkoda tylko, że prawdopodobnie potem dostałbym w twarz. Z zaciśniętej pięści. I to bardzo mocno. Wpierw dostałbym od Styles'a, za dotykanie 'jego' zdobyczy, a następnie od Malika i Horan'a. Zaiste zajebista perspektywa. Naprawdę o tym marzę, by dwóch - bo Niall'a to ja pewny nie byłem - przyjaciół przybijało mi piątki w twarz.
W każdym bądź razie, aktualnie przemieszczałem się koło Tamizy, wraz z Elizą i Julią. Sam potrzebowałem odrobiny świeżego powietrza. W domu unosiła się toksyczna atmosfera. W sumie El, tak jak ja, dusiła się w tych czterech ścianach. I chyba domyślam się dlaczego. W teorii moje pytanie brzmi: Co się dzieje. A w praktyce dobrze wiem co jest grane. Nie jestem przecież idiotą. Kto by wytrzymał tak długo z takim dupkiem jak Niall? Zresztą o ile ja chciałem być jak najdalej Scarlett, o tyle Eliza (według mojego zdania) nie chciała być powodem naszej nierozłącznej dwójki. Pierwszy raz widzę, by dwóm przyjaciołom spodobała się ta sama dziewczyna. To na pewno źle się skończy. Będą ofiary. Prawdopodobnie śmiertelne.
Czy tylko ja zauważyłem, ze w naszym zespole panuje rozłam? Oczywiście, od dłuższego czasu wszystko wychodziło nam na opak, i mamy rozłam, ale jeszcze nigdy na taką skalę! Zayn siedzi w pokoju i nie wychodzi z niego. Jako ten 'najmądrzejszy' wyprosiłem u Ane, żeby odwiedziła go. Dziewczyna ma tyle werwy by spróbować go wyrwać stamtąd. Nie istotne jest to w jakim on stanie pojawi się wśród żywych, grunt by wrócił. Nialler przecież też się zamknął w pokoju, prawda? Tylko jego 'fenomen' polega na tym, iż z nikim nie rozmawia. Nie odzywa się do nikogo. Ponownie wykazałem się heroizmem i poprosiłem Harry'ego by polazł do blondyna i go ogarnął. Zresztą jeden i drugi zachowuje się jak skończony dupek, to pewnie się dogadają, co nie? Oboje muszą się jakoś uspołecznić w innym wypadku nie wyrobię i zabiję ich. Tępym widelcem. A co do Louisa i jego panienki, to... poproszę następne pytanie! Chociaż jedyne czego chcę i co mnie interesuje to, to żeby Lou był szczęśliwy. Co prawda nie na rękę mi to, że będzie układał swój mały domek kart akurat z nią, to życzę mu jak najlepiej. Przyjaciele przede wszystkim.
A do tego moje sumienie przebudziło się ze snu. Ono wpierdala mnie od środka, to poczucie winy niszczy mnie. Wypala od środka. Czy wyjawię Louis'owi to co zrobiłem?
- To... może jakieś lody? - Dobiegł mnie z oddali głos Elizy. Czyżbym znów się wyłączył i odpłynął myślami? Zerknąłem na blondynkę, która uśmiechała się delikatnie. Wspomniałem może, że ma naprawdę ładny uśmiech? Taki naturalny, nie wymuszany, taki... świeży. Uniosłem kąciki ust.
- Lody? Jak dla mnie bomba. - Odpowiedziałem z uśmiechem. Odpowiedziała mi również z promiennym uśmiechem, i już wiedziałem czemu dwóch kretynów się o nią sprzecza. Była powiewem świeżego powietrza w tym zapyziałym Londynie. Ale jak już wspomniałem, nie miałem zamiaru kręcić z nią. Śmiem twierdzić, że sytuacja jest wystarczająco skomplikowana, prawda?
- To gdzie pan Payne proponuje te lody zjeść?
- Proponowałbym Eden, gdyż jedzenie u nich to czysta rozkosz. Aczkolwiek to zostawiam Tobie do przemyślenia. No i oczywiście Tobie Julio. - Odpowiedziałem, kierując głowę w druga stronę. Jakie było moje zdziwienie, gdy nie dostrzegłem nikogo. - A gdzie jest Julia?
Naprawdę byłem zdezorientowany. Wpierw byłem z dwiema dziewczynami, szedłem z nimi przez Tamizę, a teraz co? Poof. I jest jedna. Ta najspokojniejsza. Ta najbardziej rozdarta. Zerknąłem ponownie na blondynkę, a ta przyglądała się mi jakbym miał jakąś chorobę umysłową. Wydała jakiś dziwny pomruk. Wspomniałem też, że jak naprawdę się zirytuje mówi po polsku? Zawsze mam wrażenie, że mówi bardzo brzydkie rzeczy, ale no cóż.
- Poszła pozwiedzać okolice. I to dość dawno temu, wiesz? Zresztą to u niej naturalne. Stwierdziła, iż "gdzieś tutaj muszą być normalne gazele" - powiedziała cicho dziewczyna robiąc młynka oczami.
Zaśmiałem się cicho, na co blondynka uśmiechnęła się delikatnie. Tak, to też dało się zauważyć, ze nikt nie pałał specjalnie miłością do Julki. A szczególnie Ane. Ta jej otwarta wrogość i chłodne reakcje rudej do brunetki, były tak fascynujące, ze czasem miałem ochotę usiąść z popcornem w ręku i obejrzeć ich show. Aczkolwiek to groziło strzałem z rykoszetu. Zresztą nikt po za Styles'em nie lubił tej całej Juleczki. Wszystkim działała na nerwy, a szczególnie dziewczynom. No ale cóż. Swój do swego ciągnie, i mam tu na myśli Harry'ego i Julię, ale to mówi samo za siebie, prawda? On skurwiel, a ona wyrafinowana suka. Naprawdę dobrana para!
- Ej, chwila... jakie gazele?
- Nie wnikaj, dla własnego dobra. - Mruknęła pod nosem El, a ja po raz kolejny poczułem do niej przypływ sympatii. Gdy tak na nią zerkałem, rozmawiałem mogłem wyczuć, że jest dość kruchą postacią. Delikatną, na pewno. Miała w sobie coś takiego, co powodowało w człowieku odruch obronny. Coś wewnątrz ciebie kazało ci bronić jej postaci. Jakbym miał ochraniać małego kociaczka.
- No dobra. - Otworzyłem drzwi do małej kawiarni, wpuszczając przodem dziewczynę. - Witam w najlepszej lodziarni w Londynie. - Mruknąłem cicho pod nosem.
Dziewczę zaśmiało się cicho, a i moje kąciki ust zadrgały niebezpiecznie ku górze. Wyczuwam miły dzień spędzony w jej towarzystwie.
Czas leci nie ubłaganie do przodu. Po zjedzeniu odrobiny lodów ruszyliśmy z powrotem do pieczary zła. Rozmawialiśmy na tak błahe tematy, że nawet specjalnie nie pamiętam. Chyba nawet wspomniałem cos o ziemniakach, na co ona zaczęła się przeraźliwie śmiać. Powiedziałem jakiś żart? Jestem pod wrażeniem Payne.
W krótkim czasie dotarliśmy do domu. Gdy tylko weszliśmy wyczułem, ze nie jest za dobrze. Zresztą było słychać przytłumione dźwięki klubowej muzyki. Ktoś tu widocznie chce się od nas odseparować, tylko kto?
- Ane, co jest grane? - Zawołałem gdy tylko zauważyłem rudowłosą. Ona spojrzała na mnie trochę zaskoczona, zawstydzona, a delikatny rumieniec wstąpił na jej policzki. Chyba nie zrozumiem, jej do końca.
- No bo, poszłam do Zayn'a, tak jak prosiłeś, wyszedł, nawet wyglądał jak człowiek. Albo raczej jak tania podróbka człowieka, i wtedy on przyszedł do kuchni. Bo zrobiłam mu kanapki, i wtedy... wtedy on zaczął się kłócić z dziewczyną Louis'a. Powiedział coś w stylu "uważaj, ona nieźle jebie w głowie", po czym zwinął kanapki i poszedł do pokoju. I to od niego dochodzą takie dźwięki... - Mówiła szybko dziewczyna. Połowy jej wypowiedzi nie zrozumiałem, ale wyczuwam, że nie jest za dobrze. Zayn znał Scarlett? Robi się co raz ciekawiej.
Już chciałem udać się do Malika i wyjaśnić z nim tę sprawę, jednak wystarczył jeden ruch ręki Elizy bym się rozmyślił.
- Zostań. Ja pójdę. - Prawie warknęła. Bóg mi świadkiem, że na jej twarzy widniało
wkurzenie w najczystszej postaci. Kiwnąłem twierdząco głową, a po chwili ponownie spojrzałem na Ane.
- A gdzie Hazz?
Dziewczyna nerwowo poprawiła kosmyk, który wpadał jej do oczu.
- Nadal u Niall'a. Nikt nie wychodził. Jest tam cicho, ale boje się tam wejść. Domyślasz się pewnie dlaczego. - Mruknęła pod nosem. Ponownie pokiwałem twierdząco głową.
Wszedłem, a może raczej wbiegłem, szybko po schodach. Nacisnąłem klamkę od drzwi do pokoju Irlandczyka i... zamarłem. Takiego widoku to ja się nie spodziewałem.
Niall
To. Było. Dziwne. Ta cała sytuacja, jest naprawdę jednoznaczna. No hello! Czy ja tak dużo od życia oczekuję? Leżałem grzecznie w swoim łóżku, mając na wszystkich po prostu wyjebane. Nie chciałam z nikim gadać. Rozumiem, że to naprawdę trudno pojąć. No ale, nie. Nie w tym życiu, mój panie.
Do pokoju wbił mi się Styles. Lepszy on niż, Daddy, prawda? Jasne, że nie! Aktualnie ten palant leży na mnie, krępuje moje nadgarstki nad moją głową. Zabierz swoje, pieprzone kolano, z mojego przyrodzenia, kurwa!
- Mógłbyś, ze mnie spełznąć? - Warknąłem centralnie w jego usta. Zapomniałem chyba dodać, że usta tego czuba prawie dotykają moich? Tak chciałbym poczuć te śliczne usta w dolnej części mojego ciała i... Nie Horan, wcale tego nie chcesz, ty popierdolona cioto! No naprawdę, nie ma to jak nawrzucać samemu sobie.Naprawdę powinienem udać się do lekarza, i to w trybie natychmiastowym.
- Może i mógłbym, gdyby nie to, że mnie obraziłeś. Ta zniewaga krwi wymaga - wyszeptał, przeraźliwe cicho, Styles. Curly po chwili oblizał swoje usta, przy okazji zahaczając koniuszkiem języka o moje wargi. O Boże, chcę więcej! Nie wcale nie chcesz, Nialler weź Ty się ogarnij, co? Fakt. Nie chcę. Potem chyba sumienie by mnie wpierdoliło. Do kościoła bym nawet poszedł byleby nic się nie stało.
- Na mnie Twoje gierki nie działają, Hazz. Jeśli tak pragniesz seksu, to idź do Ane, bo według twego mniemania ona jest łatwa. Jesteś żałosny Hazz, nie umiesz zagadać do niej normalnie. - Wyszeptałem cicho prosto w jego usta, mrużąc wściekle oczy. Momentalnie zauważyłem jak jego oczy robią się ciemniejsze, a na twarzy pojawia się czyste wkurwienie. Chyba obudziłem Krakena.
- Słuchaj Nialler. Chuj obchodzi mnie Twoje zdanie. Zresztą sam nie jesteś lepszy, wiesz? Wkurzasz się na Elizę, dlatego że, to Zayn zwrócił na nią swoją uwagę. A Ty, idioto, starasz się ze wszystkich sił ukryć fakt, jak ona ci się bardzo podoba, czyż nie? - spytał z mściwą satysfakcją.
W następnej sekundzie, usłyszałem otwieranie drzwi, ale mało mnie to obeszło. Nie wiem jak to zrobiłem, ale uwolniłem się od kajdanek w postaci rąk Hazzy. Następnie, po prostu, przypieprzyłem młodszemu chłopakowi w nos. Agresja się u mnie włączyła. Chyba usłyszałem delikatne chrupnięcie, ale nie jestem pewny. Curly złapał się za krwawiącą twarz. Czekałem z utęsknieniem wręcz, aż ten palant wstanie i mi odda, ale w zamian usłyszałem jedynie:
- PRZESTAŃCIE, KURWA! - To Daddy, wparował do mojego pokoju. Hej, a nie łaska zapukać, czy coś? Liam wszedł głębiej do mojego pokoju i podniósł oszołomionego loczka. Trzymając mocno Curly'ego ruszył wraz z nim do drzwi, obrzucając mnie zaszokowanym spojrzeniem. Nikt się tego po mnie nie spodziewał, prawda?
Już prawie wychodzili, gdy Hazz się odwrócił i spojrzał na mnie.
- Znam Twój słaby punkt, Horan. Lepiej mnie nie prowokuj, bo cię zniszczę. to moje ostatnie ostrzeżenie.
Prychnąłem z pogardą. Już się boję. Drżę wewnątrz jak osika, widzicie? Pokazałem kulturalnie Styles'owi co o nim myślę za pomocą mojego środkowego palca. Nie odezwał się, tylko zmrużył wściekle oczy. Mam dość przebywania w tym wariatkowie. Czuję się jak na oddziale zamkniętym, a to zdecydowanie nie dla mnie. Idę pić na miasto. Yeah buddy.
___________________________________________
Rozdział jest nijaki. Szału naprawdę tutaj nie ma. Ale tak jak obiecałam pojawia się po powrocie od F., z którą miło spędziłam czas (RUN, potato, RUUUUN; I ate your mother, bitch). Może niektórzy zauwązyli (albo usłyszeli ode mnie), ale mam zamiar zacząć pisać Ziall'a. Zabijcie mnie, ale tak jaram się tym połączeniem, że szok.
Mam nadzieję, że mimo wszystko podobało wam się to coś powyżej. Jeśli przeczytałaś napisz cokolwiek w komentarzu, bardzo proszę. A i jeśli chcesz być informowany, o po prawej u góry jest zakładka 'powiadamiani', zostaw TAM jakiś kontakt. To tyle ode mnie, robaczki.
Adios!
środa, 11 lipca 2012
Dziewięć.
Zayn
Dwa dni spokoju, które skończyły się za szybko, jednak nic co dobre nie może przecież wiecznie trwać, co nie? Czterdzieści osiem godzin, które miały mi pozwolić ochłonąć na tyle bym nie chciał zabić Nialler'a. Dwa tysiące osiemset osiemdziesiąt minut, które pozwoliły mi osiągnąć, względny, spokój duchowy. Właśnie zacząłem trzeci dzień mojej marnej egzystencji. Teraz wszystko trafił jasny szlag. Moja równowaga duchowa rozsypała się jak jakiś pieprzony domek z kart, co w ogóle mi się nie podobało.
Czy ja o tak wiele proszę? Chciałem się zabawić. Wreszcie wyluzować po latach zapieprzania, jak jakiś chomik na kołowrotku. Dlatego, między innymi, zdecydowałem się na wyjazd do Polski, a potem sprowadziłem do nas (raczej do mnie) Elizę wraz z Anną. To wszystko było na spontana, więc nie mogłem oczekiwać cudów. Tak się cieszyłem, iż znów zobaczę swoich przyjaciół i zapoznam ich z dwiema cudownymi dziewczyny, jednak dwaj kretyni zniszczyli wszystko.
Z dnia na dzień było coraz gorzej. W naszym domu zapanowała totalna paranoja i chaos jednocześnie. Hazza zachowywał się jak rozkapryszona gwiazdka narzekając na wszystko i wszystkich. Głównym punktem zaczepienia była Ane. Natomiast Nialler chyba dostał w głowę. I to nie ode mnie. Zachowywał się jeszcze gorzej niż Styles, co doprowadzało mnie do szwedzkiej pasji. Horan NIGDY nie zachowywał się jak totalny skurwiel, ale widocznie teraz nadrabia stracone lata. Matko. Czy tutaj wszyscy pozamieniali się z mózgami?!
Wstałem z łóżka, na którym leżałem przez ostatni czas. Otworzyłem najniższą szufladę w komodzie uparcie czegoś szukając. Gdy moja ręka natrafiła na zimną szyjkę butelki uśmiechnąłem się z satysfakcją. Wyciągnąłem naczynie i przyjrzałem się zawartości. Była do połowy pełna. No trudno. Tak bywa.
- Zawsze coś. - Mruknąłem do siebie pod nosem.
Odkręciłem gwint i podchodząc do okna wypiłem spory haust duszkiem. Raz. Dwa. Trzy. Cztery... Czułem jak ostry płyn płynie wewnątrz mojego gardła, paląc niesamowicie. Odstawiłem butelkę na parapet okna, czując jak w głowie powoli zaczyna mi się kręcić.
- To przez to, że od trzech dni nic nie jadłem, i nie wstawałem z łóżka - powiedziałem do siebie. No pięknie. Zaczynam zachowywać się jak jakiś pierdolony schizofrenik. Zadzwońcie po sto dwanaście, jeśli mogę prosić.
- Brawo Malik, staczasz się. - Szepnąłem do swojego odbicia w szybie. Chyba zacznę uważać to za normalny objaw mojej samotnej egzystencji. Gadam sam do siebie, bo prawdopodobnie brakuje mi towarzystwa, ale przecież sam się skazałem na takie wegetowanie, prawda? Gdzie logika i gdzie sens?
Przyjrzałem się pogodzie za oknem i zostałem naprawdę mile zaskoczony. O dziwo na dworze nie padało, aczkolwiek nad miastem wisiały ciemny chmury. Otworzyłem okno i spoglądając na poranną panoramę Londynu zaczerpnąłem powietrza. Ranne, orzeźwiające i czyste powietrze, to jest to co przywraca mnie do życia. Zadrżałem od delikatnego chłodu, który wpłynął do mojego pokoju. To efekt tego, że stałem z gołą klatką piersiową przy otwartym oknie, będąc jedynie w spodniach od dresu. Było naprawdę chłodno, mimo tego, że lato było do tej pory dość ciepłe. Odetchnąłem głęboko, i wtedy dotarło do mnie, że o czymś chyba zapomniałem.
- FAJKI! - Krzyknąłem podekscytowany. Rzuciłem się na łózko, zostawiając otwarte okno, gdyż za chwilę i tak będzie mi ono potrzebne, prawda? Zrzuciłem kołdrę z łózka, chcąc odnaleźć zagubioną paczkę papierosów. Nie było. Odrzuciłem poduszki, gdzieś w głąb pokoju, jednak pod nimi również nie było. Kurwa.
- Gdybym był paczką papierosów, gdzie bym się schował?
Odezwałem się do samego siebie, jakby to mi mogło pomóc. Trzeba wczuć się w mały prostokącik, w którym znajduje się moje ukojenie. Spokojnie. Pełen chillout.
Zerwałem się z łóżka i w równym tempie upadłem na kolana, zaglądając pod nie. Zignorowałem ból, który promieniował od moich kolan. To chyba nie był zbyt dobry pomysł, by tak nagle upadać na kolana. Fuck. Rozejrzałem się dokładnie i wtedy odnalazłem to czego tak namiętnie szukałem. Wyciągnąłem rękę, by po chwili chłodnymi palcami dotykać zmiętą paczkę cameli. Wyprostowałem się, jednak nadal siedziałem na podłodze. Już chyba wiem jak czuje się ćpun na odwyku. Otworzyłem opakowanie i drżącą ręką wyciągnąłem jednego z papierosów. Włożyłem rulonik do ust i delikatnie trzęsącą się ręką odpaliłem nikotynę za pomocą zapalniczki. Zaciągnąłem się mocno i poczułem się jak w niebie. Odciągnąłem papierosa od ust wypuszczając dym przez usta.
Wstałem z podłogi raz po raz zaciągając się papierosem. Chwyciłem ponownie butelkę wódki, którą wcześniej odłożyłem na parapet przy oknie. Gdyby nie to, że staramy się nie wychylać, paparazzie mieliby używanie na mojej osobie. Zarośnięty. Pije. Pali. Bad Boy from Bradford it's back, baby! No ja nie mogę, kurwa. Pierwszy, drugi, ... piąty łyk. To pali żywym ogniem, ale ten ogień jest dość przyjemny. Pozwala zapomnieć. A to zawsze coś, prawda?
ŁUP, ŁUP, ŁUP.
Za moimi plecami rozległo się delikatne walenie do drzwi. Czułem, że to nie Eliza, gdyż ona leciutko w nie stukała. Tak więc któż ośmielił się przeszkodzić mi w spokojnej, aczkolwiek marnej, egzystencji? Zaciągnąłem się po raz ostatni papierosem i wyrzucając niedopałek przez okno udałem się w kierunku drzwi.
- Huhu! Znosi mnie! - Zachichotałem pod nosem. Przystanąłem i musiałem się zastanowić nad dość interesującą rzeczą. Czy ja zahukałem? Chyba zachowuję się jak niedorozwój, cóż...
ŁUP, ŁUP, ŁUP.
Ktoś natrętnie walił w drzwi. Nikt się nie odzywał, tylko to ciągłe stukanie irytowało mnie. Otworzyłem szybko drzwi, bojąc się, że ktokolwiek tam jest, zaraz mi je rozwali.
- Ane?- Spytałe zaskoczony. Czego ona tu szukała? Szczęścia tutaj nie ma.
Rude stworzonko, prychnęło pod nosem i mijając mnie w progu weszła, do mojego, pokoju. Zlustrowała surowym spojrzeniem całe pomieszczenie krzywiąc się nieznacznie. Po chwili usiadła na moim łóżku i spojrzała na mnie ze wściekłością. Zaraz... co?
- W czym mogę pomóc? - Spytałem cicho, zamykając za nią drzwi. Przyjrzała mi się z uwagą, a ja poczułem się jak dzieciuch, który został przyłapany na czymś bardzo złym. Tylko, że ja grzecznie siedziałem grzecznie w swoim pokoju jedynie trzy dni. Westchnęła cicho i nadal wwiercając się w moją duszę, tymi przeklętymi oczami, spytała się mnie cicho.
- Co jest grane? Nie mów, że nic. Od trzech dni nie wychodzisz z pokoju. W dodatku Nialler robi to samo, ale on mnie mało obchodzi. Nie jesz, nie wychodzi z pokoju, palisz, - zerknęła na butelkę w mojej ręce, jak i na pozostałe porozrzucane w pokoju. Widziałem wyraźną dezaprobatę w oczach. Abstynentka się znalazła. - Pijesz... Zacznij żyć! - Mówiła cicho, a ostatnie dwa słowa powiedział mi prosto w twarz, gdyż wstała i coraz bliżej do mnie podchodziła. To było dość niesamowite uczucie, patrząc z takiego bliska w jej ciemne oczy.
- Ale Ty masz oczyska - Mruknąłem cicho, delikatnie chuchając jej w twarz. Skrzywiła się nieznacznie. Jej wzrok wyglądał jak studnia bez dna. Nie można było odróżnić gdzie zaczyna się tęczówka, a gdzie źrenica. Wyglądała przerażająco.
- Masz kwadrans na pojawienie się w kuchni, albo zmuszę cię, w dość mało humanitarny sposób, do pojawienia się na miejscu. Piętnaście minut, Malik. - Powiedziała cicho, a po chwili wyminęła mnie i wyszła, delikatnie zamykając za sobą drzwi.
Jednakowoż nie miałem zamiaru przekonywania się jaki jest jej "mało humanitarny" sposób na wydostanie mnie stąd szybko zabrałem swoją dupę do łazienki. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze i... wyglądałem okropnie. Dotknąłem swoich lekko zapadniętych policzków. Przejechałem opuszkami palców po ciemnych cieniach pod oczami. Zerknąłem sam sobie w oczy, i stwierdzam oczywisty fakt - moje oczy zrobiły się matowe. Nie błyszczą, nie ma w nich energii, są nieruchome.
- O kurwa.
Potrząsnąłem głową i szybko obmyłem twarz zimną wodą. Wskoczyłem też szybko pod prysznic, nadal delikatnie się zataczając. Picie na czczo nie jest chyba najmądrzejszą rzeczą jaką zrobiłem. Zdecydowanie nie. Wyszedłem dość szybko spod natrysku i ubierając się jako podróbka człowieka skierowałem swe kroki do kuchni.
Tak na dobrą sprawę, to jestem nawet głodny. Zjadłbym kanapkę. Albo dwie. Ewentualnie cokolwiek, bylebym mógł uciszyć swój burczący żołądek. Wchodząc do kuchni zderzyłem się z jakąś drobną osobą. Zauważyłem Loius'a i Ann, którzy rozmawiali o czymś mało istotnym i nie zwrócili na mnie uwagi. Wdychając nosem powietrze poczułem zapach kobiecych perfum, który chyba znałem. Zerknąłem w dół, a moje serce stanęło.
- Scar?
Spytałem zdrętwiałymi wargami. To chyba jakiś koszmar. Ja się zaraz obudzę. Na pewno.
- Hej Zayn. - Dobiegł mnie jej delikatnie zachrypnięty głos.
Witamy w prawdziwym życiu, gdzie wszystko jest popierdolone do kwadratu. Chyba tracę oddech, albo mi się wydaje. Skąd ona się tu wzięła?!
- O Zayn! - Krzyknął Louis. Uśmiechał się jak naćpany, a ja nadal przyglądałem się Einan. To jakiś pieprzony koszmar. - Poznaj moja dziewczynę, Scarlett! - Mówił dość głośno Boo-Bear, jednak ja nadal gapiłem się na blondynkę.
- Dziewczynę? - Spytałem jej ze ściśniętym gardłem. Spojrzała w moje oczy, jednak nie pozwoliłem sam sobie zatopić się w jej błękitnych tęczówkach. Nie tym razem. Czas zacząć trzeźwo myśleć. Nie pozwolę znów upaść na dno.
- Zayn, ja... Przepraszam.
Wyszeptała cicho. Uwaga bo się wzruszę. Prychnąłem pod nosem.
- Przepraszam? Tylko tyle? Aleś się wysiliła! - Warknąłem do niej. Chciałem jak najszybciej stąd wyjść, ponownie zapomnieć.
- Pozwól mi to wytłumaczyć! - Podniosła głos. Wspomniałem może, że miała strasznie hipnotyzujące oczy? Zupełnie jak Nialler.
- Niby co chcesz tłumaczyć? Zostawiłaś mnie! W momencie gdy potrzebował ciebie, ty pusta idiotko, najbardziej! A teraz co? Nie jesteś ze mną to bierzesz się za kolejnego członka zespołu?! Nawet nie wiesz jak mi cię żal. Jesteś żałosna, Scarlett. - Wysyczałem do niej ignorując jej załzawione oczy. Jestem bez serca. Podniosłem wzrok i ujrzałem zielono-niebieskie tęczówki Louisa. Czyżby Einan nie pochwaliła się, że była w związku ze mną? Och chyba się popłaczę. To w takim razie o wielu rzeczach mu nie wspomniała, naprawdę bardzo mi z tego powodu przykro.
- Lou? - Powiedziałem do zaskoczonego chłopaka, Boo-Bear od razu spojrzał mi w oczy.
- Tak?
- Uważaj lepiej. Ona nieźle jebie w głowie.
Powiedziałem cicho, i zanim ktokolwiek zdążył zareagować wyszedłem z kuchni, uprzednio zabierając talerz z kanapkami z blatu stołu. Pewnie to Ann zrobiła, kochane dziewczę. Zresztą byłem głodny, prawda? Ruszyłem z powrotem do mojego azylu. Nikotyna i alkohol to jedyne czego mi trzeba.
Harry
Dostałem polecenie Liama żebym wyciągnął Horan'a z pokoju. Nie ma to jak misja, w której powodzenie nie wierzę. W każdym razie wolę już ogarnąć Nialler'a, a niżeli miałbym "nawracać do życia" Malika. Serio. Mulatem zajmuje się Kawik, no i dobrze. Oboje mają wredne charaktery, a ja na ten moment nie mam zamiaru mieć z nimi kontaktu.
Zapukałem cicho do drzwi, a po chwili wszedłem. Zauważyłem blond czuprynkę wystającą spod kołdry.
- Śpisz? - Spytałem tradycyjnie z chrypką. No kurde, chrypka o drugiej popołudniu?! To chyba jakaś kpina.
- Nie. - Odezwał się przytomnie Nialler, a mi ulżyło. Podszedłem do łóżka i nie zważając na to, że jestem w rzeczach położyłem się obok niego na plecach. Zdaję sobie sprawę, iż to może wyglądać dziwnie z drugiej strony, jednak, tu mi wygodnie. Horan przewrócił się na plecy i spojrzał na mnie. Przeklęte niebieskie oczy, które do złudzenia przypominają ocean. Ja się wcale nie dziwie, że ma naprawdę wiele fanek. Kto się oprze temu oceanowi?
- Nie za wygodnie tobie?
- Ależ skąd. - Odparłem odwracając swoją głowę w stronę jego twarzy. Co by się stało gdybym go teraz pocałował? Nie żebym miał jakieś odchyły, po prostu... Tak po przyjacielsku. Prosto w usta.
- Hazza?
- No co jest?
- Po pierwsze, po cholerę tu przyszedłeś? Po drugie, nie patrz na mnie tak jakbyś chciał mnie pocałować, bo się ciebie boje. Po trzecie... dlaczego Ty tak nie lubisz tej Ann? - Spytał Nialler, a ja miałem ochotę mu przypieprzyć. Przekręcił się na lewy bok, lewą ręką podpierając głowę. A jego ręka zaczęła mnie smyrać po klatce piersiowej. Cholera, robi się coraz dziwniej, więc to, żadna nowość. Zresztą co on jest? Medium? Przecież bym go nie pocałował, prawda?
- Liam mi kazał, na drugie nic ci nie powiem, a odnośnie trzeciego to... jest ruda. Nie lubię rudych. - Odparłem przełykając ślinę. Zaśmiał się cicho i po chwili usiadł mi na biodrach. Kurwa. Co jest grane?! Jego twarz była całkiem niedaleko od mojej, więc wystarczy odrobinę podnieść głowę i mógłbym zatopić swoje wargi w jego. Kurwa o czym ja myślę?! Styles, weź się ogarnij.
- Od kiedy Ty słuchasz kogokolwiek? I wiesz, że Twoja odpowiedź nie miała sensu? To przecież żadne wytłumaczenie, Styles.
Zignorowałem jego wypowiedź.
- Mógłbyś ze mnie zejść. Nie jesteś lekki. Poza tym, dlaczego Ty nie lubisz tej Elizy? Wydaje się być w porządku - Spytałem cicho, na co Nialler od razu przeturlał się na swoje poprzednie miejsce. No i bardzo dobrze. Od razu poczułem się bardziej męsko.
- Następne pytanie poproszę. - Powiedział Nialler w kierunku sufitu. Zaatakowałem go jego własną bronią i tym razem ja usiadłam na nim. Nachyliłem się w jego kierunku i sprowokowałem tak, żeby spojrzał mi w oczy.
- Nialler, powiedz mi, przecież to zostanie między naszą dwójką, co ci szkodzi?
Westchnął i spojrzał jakby nie patrząc na mnie. Czyżby ktoś tu się bił ze swoimi myślami?
- Jest dziennikarką. Początkującą. Ale im nie można zaufać.
- Pozwól, ze cię zacytuję, blondi... - Powiedziałam cicho w jego kierunku.
- Nie pozwalam ci, mnie cytować! - Zirytował się Nialler. Poruszył się pode mną niespokojnie, jakby obawiając się moich słów. O tak, Harry Styles wzbudza postrach wśród przyjaciół. Nie trzeba klaskać, obejdzie się bez kwiatów.
- Zgadnij gdzie ja mam twoje pozwolenie, Horan? - Poruszyłem sugestywnie brwiami.
- No nie wiem... wiem! Ale nie powiem. - Odpowiedział szczerząc zęby Niall.
- Palant. - Powiedziałem do niego cicho.
- Idiota. - Zripostował mi od razu.
- Frajer.
- Dupek.
- Ciota.
Zamurowało go na chwilę, ale po chwili spojrzał mi w oczy z mściwą satysfakcją. Czemu poczułem dreszcze przerażenia na plecach? Jakby kostucha stała za moimi plecami i czekała na mój błąd.
Blondyn uśmiechnął się z wyższością.
- GEJ.
Jedno słowo. Tysiące myśli. On doskonale wiedział, wszyscy wiedzieli, jak działa na mnie to jedno jedyne słowo. I tym razem ktoś za nie zapłaci. Słono. Strzałka w loterii zatrzymała się na Irlandczyku, który nie miał jak uciec przed moim gniewem.
- Ach tak? No to ci pokażę, jaki ze mnie gej. - Warknąłem, nachylając się w jego kierunku. I nastąpiło to co nieuniknione.
________________________________________
Nie bijcie! Przy najmniej nie za mocno. Końcówka znów otwarta. O to czy się pocałowali czy nie, trzeba ruszyć głową. Ewentualnie spytać się mnie (:
Rozdział dedykowany wszystkim! Bo rozdział, mi wyszedł. Po za tym Ja naprawdę lubię czytać wasze komentarze. I mam prośbę: każdy kto przeczyta niech napisze nawet "dziękuję", czy cokolwiek w tym rodzaju. Chcę wiedzieć ile was jest. To naprawdę dodaje mi power'a! (:
Następny będzie wtedy kiedy wrócę od F. ♥
Adios maleństwa! (:
wtorek, 3 lipca 2012
Osiem.
Ane.
Czasem mam wrażenie, że wszystkie gwiazdy, jak i cały wszechświat, jest przeciwko mnie. Los perfidnie ze mną pogrywa. I wtedy przypominam sobie iż życie to jedna wielka restauracja, gdzie każdy pracuje na własny rachunek, który otrzyma pod koniec dnia, prawda? To co się dzieje teraz w moim życiu to jakaś totalna kpina. Nazwanie tego wszystkiego „chaosem” jest zdecydowanie za lekkim określeniem panującego wokół burdelu.
Wyjazd do Londynu, z przyjaciółką, miał być nowym początkiem, tej nowej Anny, która miała się dopiero narodzić. Przemilczę to, że wszystko było organizowane „na wczoraj”. Spontaniczne decyzje są jak zawsze najlepsze i najbardziej procentują w powodzenie. Miałam stać się lepsza, milsza i ogólnie wszystko miało iść mi na plus. No właśnie. Miało. Na ten moment wszyscy mi definitywnie to skutecznie utrudniali. Czy kogokolwiek to dziwi, iż nie miałam ochoty już być tą samą dziewczyną co w kraju ojczystym? Byłam (a może nadal jestem?) wyrafinowaną dziewczyną wystarczająco długo, teraz chciałabym być postrzegana jako normalna, spokojna dziewczyna. W Polsce wszyscy nazywali mnie mało przyjemnie, więc tutaj, w obcym kraju, miałam czysta kartę.
Aktualnie nie potrafię ogarnąć tego wszystkiego. Wpierw Nialler zwyzywał El, co mnie doprowadziło do pierwszej fazy wkurwienia. Jednak szybko się uspokoiłam, gdyż miałam zamiar nagadać Horan'owi, iż jest skończonym palantem. Mój plan został zduszony w zarodku, gdyż popsuł Harry. Styles zwyzywał MNIE totalnie nic o mnie nie wiedząc! Ja wiem, że sława psuje ludzi, na to nie ma lekarstwa, ale nie ocenia się kogoś po wyglądzie, a on to zrobił. Jak matkę kocham zabiję tego dupka. Nic mu nie zrobiłam, jestem dla niego miła, a on takie cyrki odstawia?! Nie pozwolę się upokarzać. Już nigdy więcej. A następnie na scenę pandemonium pojawia się ONA. Darzę szczerzą nienawiścią Julię, gdyż przez tą pustą dziewczynę cierpiałam bardzo mocno. Ta brunetka odbiła mojego chłopaka, a teraz zrobi to znów. Co z tego, że teraz nie mam żadnego? Ważne jest to, iż ta laska chce mieć wszystkich dla siebie i nie patrzy na to czy ktoś będzie przez nią cierpieć! Zabrała mi Kubę, więc nie pozwolę sobie wchodzić w drogę teraz, gdy zrobię wszystko, by choć przez chwilę być z Loczkiem.
Ane, chillout. Wdech i wydech, pamiętaj Kawik, że jesteś jak ten kwiat lotosu na tafli jeziora, a Nirvana przy Tobie ma ADHD.
Obudziły mnie tego ranka jakieś wrzaski, więc nawet nie patrząc która jest godzina wyszłam z pokoju kierując się w stronę głosów. Minęłam pokój w którym znajdowała się Eliza i albo mi się wydawało, albo ona płakała. W każdym razie jeszcze nie do końca rozbudzona musiałam wpierw sprawdzić co za pajace się wyzywają, by potem iść do przyjaciółki. Gdy tylko przystanęłam w progu kuchni, cały mój dobry humor prysł niczym bańka mydlana.
Stałam za plecami Styles'a, wiedząc, że nie wie o mojej obecności w pomieszczeniu. Widziałam jak Nialler się wzdryga od mojego natarczywego wzroku, prawdopodobnie przeczuwał iż to wszystko jego wina. Zayn spoglądał w moje oczy, uśmiechając się cynicznie. Czy mi się zdaje, czy tutaj wszyscy jakby przeszli na ciemną stronę mocy?! Chłopaki co z wami?
I wtedy usłyszałam słowa, które zabolały mnie dostatecznie mocno. Skupiłam swoją całą uwagę na tyle głowy Harry'ego, nie chcąc opuścić ani jednego słowa z jego monologu.
- ..ona nie szuka chłopaka, ona potrzebuje kogoś by tylko zadowolić swoje cielesne zachcianki, czaisz? Nikt nie ogarnąłby jej burdelu w głowie. - Wysyczał Curly w stronę Malika, a ten kpiąco przyjrzał się loczkowi. Zielonooki odwrócił się w moją stronę, a ja patrząc na niego miałam ochotę strzelić mu w pysk. Jednak za duża widownia jest wokół. Pełen chillout. Mnich w pociągu, kwiat lotosu - wiesz co mam na myśli.
Spojrzałam z pogardą w te zielone oczy, od których miękły mi nogi, jednak nie tym razem. Widziałam w nich zaskoczenie, ale hardo spoglądał mi w oczy. Ty frajerze jeden, dziękuję ci za to, iż dałeś mi kolejny powód bym nigdy nie przestawała być wredną suką dla takich jak Ty.
Nabrałam odrobinę powietrza do płuc i patrząc „złym” wzrokiem na niego warknęłam jedynie:
- Nikt nie ogranie jej burdelu w głowie? Dzięki.
Z całych sił starałam się nie zabić, tego padalca, albo nie rozpłakać. Odwróciłam się, i włosami delikatnie go uderzyłam. Och no bo mi jest baaaardzo przykro. Poszłam w kierunku mojego pokoju, usłyszałam ciche łkanie. Czyli mi się nie wydawało i rzeczywiście coś się stało. Weszłam cicho do pokoju, delikatnie pukając w drzwi, w którym mieszkała Eliza i pierwszy raz od dłuższego czasu widziałam ją taką podminowaną. Kawik, teraz wyluzuj, nie daj poznać po sobie, ze coś ci dolega. Najważniejsza jest El i teraz jest samopoczucie, bo przecież „to mają być najlepsze wakacje w życiu”, prawda?
- Ej, słońce co ci? - Spytałam cicho podchodząc do łóżka, gdzie zakopana w kołdrze leżała Eliza. Mimo, iż była ledwo dziewiąta rano, ten dzień można spokojnie podpiąć pod definicję „najgorszy z najgorszych dni”.
- O-on, mnie... m-m-mnie... zwy-y-yzwał. - Wyjąkała. Nawet nie musiała mi nic mówić, bo doskonale wiedziałam kogo ma na myśli. Czy tylko mnie się to wydaje dziwna groteską, gdzie wszyscy pozamieniali się mózgami? Zrozumiałabym jeszcze gdyby to Malik był tym bad bay'em, ale Horan?! No tego to nie rozumiałam. Jednak to nie czas na moje rozkminy.
- El, wyluzuj. To palant. Może po prostu za bardzo uwierzyłaś w tego Nialler'a, który żył w Twojej głowie? Może on nigdy nie był kochany, a przed kamerami grał? Może po prostu za bardzo wierzyłaś, iż on jest tym idealnym, słodkim, blondynkiem, który mieszka w Twoim serduszku? - Spytałam cicho tuląc do siebie blondynkę. Bo co jak co, ale mnie mogą zmieszać z błotem, nazwać dziwką, ale Elizie trzeba tego oszczędzić. Mało to nacierpiała się w domu dziecka? I może nie mówi mi wszystkiego, ale ja nie jestem ślepa. Wiem, że coś się stało, a ona i tak mi powie. Jak nie dziś to w przyszłości, nie naciskam na nią, a wiem, ze ona to docenia.
Póki co mam ochotę zabić dwie osoby. Drogie życie, czy może być jeszcze gorzej?
I tu dochodzi do mojej maleńkiej refleksji. Bo gdy pytałam czy może być gorzej, zadawałam to pytanie jedynie jako retoryczne. Nie jako, pieprzone, wyzwanie. Ale mój los jest ślepy, a nadzieja poszła gdzieś by wziąć działkę heroiny. Pięknie, no po prostu zajebiście!
To byłoby na tyle, na temat "nowej" Ane. Tej która ma uczucia, jest kochana i urocza. Zdecydowanie wolę zostać nieczułą suką, niż ponownie cierpieć. Zdecydowanie. Cała ta sytuacja trwała może z sekundę, a i tak cała krew się we mnie wezbrała i miałam ochotę kogoś zabić. Julka, no podejdź tu do mnie.
Siedziałam chwile z pustym wzrokiem przyglądając się znienawidzonej przeze mnie Tomaszewskiej. Ona patrzyła na nas uśmiechając się radośnie, ale ja wiedziałam co z niej za ziółko. Wspomniałam, może, że jej nienawidzę? Z chęcią zabiłabym ją z ogromnym okrucieństwem, gdyż to była jedna z nie licznych osób, oczywiście zaraz po Kubie, które miałam ochotę wykastrować własnoręcznie. Spojrzałam na nią z nienawiścią, ale po chwili się opamiętałam. Czysta karta, pamiętasz? Już to widzę jak mi się udaje...
- Hej Liz, hej Ane, co tam u was słychać?
Zerknęłam na Elizę, która w szoku spoglądała na brunetkę. Tego to się chyba nikt nie spodziewał. Spojrzałam na Julkę, i jak Boga kocham, gdy teraz do mnie podejdzie wyrwę jej garściami te brązowe kudły. Ane, chillout, na Boga!
To jak kleiła się do Harry'ego niczego dobrego nie wnosiło do naszych relacji. Muszę chyba się jakoś uspokoić.
- O Jezu... Julka! Co Ty tu robisz? Ty i Londyn? Przecież masz lęk wysokości! - Wyjąkała jakoś Elizka, chodź ja widziałam, że i ona nie jest zadowolona z tego faktu. Blondyna uśmiechnęła się, jednak nadal nie wstawała.
- No wiesz... zerwałam z Jakubem, okazał się palantem, on twierdzi,z ę nadal nie może zapomnieć o swojej byłej, ale nigdy mi o tym nic nie mówi... powiedziałam mu w paru dosadnych słowach gdzie może sobie włożyć swój tekst "zostańmy przyjaciółmi". Wzięłam trochę swoich rzeczy, jakąś kasę i o to jestem! - Powiedziała Julka rozkładając ramiona. Mówiła tak bez uczuciowo, iż naprawdę z całych sił starałam się nie podejść i jej nie wyrzucić za drzwi.
Eliza nie wiedziała co zrobić, jednak wyręczył ją Liam, który prawie się zabił by tylko przywitać się z brunetką. Zaprawdę urocze.
- Ja jestem....
- Liam. Wiem o tym. Kto nie zna "wspaniałej" piątki z Wielkiej Brytanii? No proszę cię! Ale miło poznać kogoś takiego jak ty. - Wspomniałam, że ta... wredna dziewczyna mówi biegle po angielsku? Filologii angielskiej się jej zachciało. Grrr...
- Och. Fakt. - Zarumienił się Liam, a ja ponownie nabrałam ochoty by coś, za przeproszeniem, rozkurwić w drobny mak.
- No. Elizo to by było na tyle z naszych, jakże dyskretnych rozmów, Sama- Wiesz - Czemu. A teraz wybacz idę do pokoju. - Powiedziałam cicho po polsku do El, wiedząc, że zostawiam ją samą z tą fałszywą zdzirą.
Wstałam i już chciałam ominąć tę dwójkę, gdy zauważyłam iż Styles cały czas mi się przygląda. W jego oczach dostrzegłam coś, jakby cień, złośliwej satysfakcji? Triumfu Wyższości? No kurde...
No dobra Styles, ja cię nie ogarniam. Idź lepiej poobmacuj tę brunetkę, a ode mnie się odstosunkuj. Prychnęłam cicho po nosem i olewając wszystko poszłam do pokoju. Witamy w małym osobistym raju.
Louis
Od rana sytuacja w całym domu jest napięta. Jednak to trochę mało powiedziane. Tę gęstą atmosferę można by kroić nożem, mówię poważnie. Wszyscy chodzą albo podminowani, albo podkurwieni tak, że lepiej bez kija nie podchodź. Dodatkowo mój mały podopieczny wyszedł rano i dopiero teraz wrócił. Mniejsza o to, że Loczek jest wyższy ode mnie, o te marne pięć centymetrów, jednak dla mnie zawsze pozostanie dzieciakiem.
Póki nie pojawił się Curly z tą dziewczyną, wszystko było cacy. Wraz z Liamem graliśmy z dziewczynami w pokera na pytania, a Niall i Zayn siedzieli zamknięci w swoich pokojach nie odzywając się do nikogo. Żal mi było patrzeć na przybitą Elizę, ale co ja na to mogłem? A teraz Lokers stoi, wita się i sprowadza do naszego domu kolejną dziewczynę. Czy ktoś może mi powiedzieć, gdzie jest napisane coś w stylu "w domu One Direction znajdziesz przytulny kont, za free"?!
Powinienem się zbulwersować, tupnąć nogą, i zwyzywać wszystkich od niepoważnych ludzi, aczkolwiek nie mogłem. Nie miałem ochoty wyżywać się na kimkolwiek, gdyż ne mam ochoty zafundować sobie "napięcia przed miesiączkowego".
A to wszystko dzięki Niej. To ona od dłuższego czasu dawała mi szczęście. Jej głos przyprawiał mnie o drżenie serca, jej uśmiech sprawiał, że sam miałem ochotę ułożyć moje kąciki ust w górę. Wreszcie po nie udanym związku, który był stworzony przez wytwórnię odnalazłem swoje szczęście przy boku mojej drobnej blondyneczki. Cała była taka maleńka, krucha, że bałem się iż moją siłą zmiażdżę jej kosteczki. Kochałem w niej wszystko. Począwszy od jej fryzury z rana, pod uroczym tytułem "mam ochotę na seks", a kończąc na dołeczkach w policzkach, zawsze gdy się śmiała.
- A za co Ty mnie tak kochasz, co? - Spytała cicho leżąc obok mnie i spoglądając w sufit. To doprawdy fascynujące, że gdy człowiek jest przy tej jednej osobie potrafi zapomnieć o troskach całego świata. Przy niej czułem się jak dziecko, które zostało zamknięte w sklepie zabawkami na całą noc. Była moim marzeniem.
Przygarnąłem jej drobne ciało do siebie i dając jej całusa w czubek spytałem:
- A jak wiele czasu możesz mi poświęcić?
Zerknęła na mnie spod wachlarza swoich gęstych rzęs, a moje serce zabiło mocniej.
- Tyle ile chcesz, pragniesz, ważne, żebyś był obok mnie. Na zawsze. - Wyszeptała patrząc przed siebie. Tym razem ja się zaśmiałem cicho.
- Będę na zawsze tylko Twój.
- Obiecujesz?
Chwyciłem jej podbródek palcami patrząc w jej oczy. Jestem tak cholernie pewny swojego uczucia jak nigdy przedtem, ani nigdy potem. Wpatrując się w oczy ukochanej byłem wstanie wyszeptać jedynie:
- Obiecuję.
A potem, pocałunkiem, oddałem moc słów za pomocą czynów. Kocham ją, naprawdę jest ktoś kogo mogę bez wahania obdarzyć tym uczuciem.
Chyba się rozmarzyłem, bo do rzeczywistości przywrócił mnie głos Harry'ego.
- Ej, Boo Bear, jesteś z nami, czy w swojej głowie odtwarzasz kolejnego pornola? - Spytał z złośliwym wyszczerzem Harry. Wspomniałem może, iż on ostatniego czasu stał się... inny? Jest wredny! Obrzuciłem go jedynie pogardliwym spojrzeniem.
W każdym razie olałem pytanie przyjaciela i udałem się do drzwi, gdyż od kłopotliwej odpowiedzi wybawił mnie dzwonek. Ruszyłem powoli, a gdy otworzyłem je, na mej twarzy automatycznie pojawił się moment.
- Kochanie!
- Hej Boo! - Szepnęła cicho blondynka, a ja porwałem ją w swoje ramiona. Nie widziałem jej od dłuższego czasu, a teraz przychodzi do mnie. To oznacza, że już nie chce się ukrywać, no i chwała temu tam na górze!
- Tęskniłam. - Wyszeptała mi cicho do ucha, a głos jej drżał z emocji. Jaka ona słodka.
- Nie bardziej niż ja. - Odszepnąłem muskając delikatnie płatek jej ucha. Zadrżała delikatnie.
- Boo? Kto przyszedł?! - Krzyknął z salonu Liam. Złapałem dziewczynę delikatnie za rękę i zaprowadziłem ja do miejsca, gdzie było dość sporo ludzi. Chrząknąłem cicho, tak, iż wszyscy zwrócili na mnie swoją uwagę. Uśmiechnąłem się jak psychopata na dragach.
- Kochani, to jest Scarlett. Moja dziewczyna.
Liam
Trzymałem bardzo mocno kubek w rękach. Było mi zimno, tęskniłem za ciepłem jej kobiecego ciała. Za oczami, uśmiechem, włosami. Krzyknąłem do Louisa, bo poszedł jakąś dłuższą chwilę do drzwi. Niedługo potem pojawił się wraz z dziewczyną. Tą dziewczyną, za którą tak strasznie tęskniłem.
- Kochani, to jest Scarlett. Moja dziewczyna. - Odezwał się radośnie Boo Bear.
Że co, kurwa, proszę?!
_______________________________________
No i jest ósemka. Tak w ogóle nie miało być narracji Liama, ale nie mogłam powstrzymać się przed dodaniem tych paru słów... Ja naprawdę uwielbiam komplikować ludziom życie, dlatego już wiecie, z kim przespał się Liam. Wiecie też, dlaczego Ane nienawidzi Julki. Będzie mały rozpiździaj. (Jeśli oczywiście tego nie spierdolę...)
Tak ogólnie to zapraszam na FF-1D, gdzie wraz z Fetish pragniemy uporządkować odrobinę nasz świat blogowy. Wbijać, czytać, zapisywać się.
I to tyle z mojej strony. Adios!
Subskrybuj:
Posty (Atom)