sobota, 26 maja 2012

Cztery.



Eliza

        Poruszałam się krokiem prostolinijnym, delikatnie przyśpieszonym, w kierunku miejsca pobytu Malika. Dzisiaj miałam mieć z nim kolejny wywiad, który miał mi się pomóc wybić. Mniejsza o to, że pewnie facet jest nie do życia. Od kilku dni, co noc, jesteśmy w innym klubie, a południami podróżujemy po Polsce. A raczej tam gdzie było dość blisko i łatwo było dojechać.
        Ważne, iż dziś, jak co dzień zresztą, z nim na spokojnie porozmawiam. Miałam w torbie wszystko czego potrzebowałam. Od zeszytu po dyktafon, a na małej kamerce, pożyczonej oczywiście, kończąc. Domyślałam się, że będzie nie do życia, ale muszę dać radę. Jeśli zawsze dawałam, to dlaczego tym razem mam nie dać?
       Bo wiesz, ze on z nocy nic nie pamięta. - Szeptał złośliwy głosik w mojej podświadomości. Ale... miał rację. Czułam się bezkarnie, bo żyłam w przeświadczeniu, ze tulenie się do kogoś jak i całowanie to nie jest jeszcze żaden związek. Westchnęłam delikatnie. Znów się oszukuję.
       Miałam na sobie zwykły T-Shirt z koniczynką na środku. Krótkie spodenki i okulary na nosie - to był nieodłączny element od dłuższego czasu. Żar z nieba, był wręcz nie do zniesienia, ale przynajmniej można było się opalić. Najważniejsze to znajdować plusy w każdej sytuacji, prawda? A jak ich nie ma to należy przestać rozmyślać, bo inaczej może to się źle skończyć.
       Weszłam do holu w hotelu i od razu swoje kroki skierowałam do pokoju Malika. Jadąc windą miałam dziwne uczucie strachu. Nie lubiłam małych pomieszczeń, a tym bardziej wind. No po prostu nie. Odetchnęłam z ulgą gdy winda dojechała na samą górę, a ja mogłam podejść do drzwi za którym znajdował się Zayn. Zapukałam i czekałam. Gdy nikt się nie odezwał, chwyciłam za klamkę. No tak. Oczywiście, jak zawsze, otwarte. Weszłam cicho zamykając za sobą drzwi.
        W pokoju było duszno. Usłyszałam szum lejącej się wody zza drzwi od łazienki. Podeszłam do zasłoniętych okien, które momentalnie odsłoniłam i otworzyłam. Spojrzałam na pokój i stwierdziłam, że ja mam tendencję do tworzenia burdelu, ale on to zdecydowanie jest w tym lepszy ode mnie. Wzięłam się za ogarnięcie pokoju, bo i tak nie miałam nic do roboty.
        Akurat poprawiałam łóżko gdy ktoś chwycił mnie w tali i przyciągnął do siebie. Nie wiedząc kto to, uderzyłam szybko łokciem w brzuch napastnika. Przyniosło to zamierzony efekt, gdyż chłopak mnie puścił, a ja się odwróciłam i zauważyłam skurczonego...
    - Zayn? O mój boże! Wszystko okej? - Powiedziałam szybko. No w sumie kto inny to mógłby być jak nie on? - Przepraszam, przepraszam to niechcący...!
    - Spoko. - Powiedział Zayn i uśmiechnął się słabo. - Cios Ty to masz, naprawdę...
    - Przepraszam!
    - A ja wybaczyłem... Jakie plany na dziś? - Zapytał przekrzywiając głowę.
    - Jeśli nie masz nic przeciwko chciałabym dokończyć wywiad. Tylko ubierz się z łaski swojej, co? - Odpowiedziałam spokojnie. On pokiwał głową na znak zgody. Nie wiem czemu, ale jego nagi widok mnie nie peszył już. Jakbym się uodporniła na niego. Ale no cóż.. codziennie rano w sumie go widziałam takiego, więc nic nie może mnie zaskoczyć, prawda?
       Włączyłam kamerę, ustawiłam na miejsce gdzie oboje codziennie siedzieliśmy, włączyłam dodatkowo dyktafon i wzięłam do ręki kartki i długopis. Miałam tam parę podstawowych pytań odnośnie jego osoby jak i całego zespołu.
       Zaczął się kolejny wywiad...






Zayn

        Gdy tylko wyszedłem z łazienki ujrzałem niesamowity tyłek Elizy. Podszedłem do niej i chwyciłem ją w tali, a potem ona mnie uderzyła. Nie zważając na ból zauważyłem w jej oczach chwilowy strach, a potem już tylko kazała mi się szykować do wywiadu.
        Usiedliśmy oboje na łóżku skierowani twarzami do siebie. Z chęcią bym nie tylko siedział z Tobą na tym łóżku. Nie wiem czy wiesz, ale można wykorzystać je w bardziej cywilizowany sposób. Przygryzłem delikatnie wargę i usłyszałem powstrzymany jęk z jej strony. O widzę, że komuś to się podoba! Malik, na Boga, ogarnij się. Miała tatuaż na lewym nadgarstku, o który jeszcze nie spytałem. Nawet nie potrafiłem określić co tam się znajduje, gdyż zawsze na lewym nadgarstku miała bransoletki. Przyjrzałem się jej i spostrzegłem przyszykowane pytania na kartce. Westchnąłem dyskretnie. No to zaczynamy.
- Od razu mówię, że nie tylko ja będę zadawała pytania. Wasi stali fani z Polski mają ich naprawdę sporo. Wybrałam te najciekawsze, jesteś gotowy? - Spytała mnie, uśmiechając się delikatnie, a ja znów poczułem drgnięcie serca. Co się ze mną dzieje do cholery?!
    - Jak zawsze jestem gotowy.
    - Fani są ciekawi dlaczego zdecydowałeś się przylecieć właśnie teraz do Polski.
       Powiedziała na wydechu. Spojrzałem w jej oczy i... no chyba nie wierzysz, że powiem ci prawdę. Nadal patrząc w jej oczy westchnąłem.
    - Cóż, myślę, że jestem tu i teraz ze względu na to, że mam dopiero czas. Ciągłe wywiady, trasy koncertowe. Nie było czasu by pomyśleć o wolnym dla siebie, a gdzie dopiero o wyjeździe w pojedynkę.
    - Właśnie, w pojedynkę. Nie tęsknisz za przyjaciółmi?
    - Widzę ich średnio dwadzieścia cztery godziny na dobę siedem dni w tygodniu. Czy tęsknie? Na pewno tak. W tych czasach internet pozwala mi na kontakt z bliskimi.
       Zerknęła w kartkę. Jakie ty chcesz mi zadawać pytania kobieto?
    - Co masz do powiedzenia na temat tego jakie więzi łączą cię z członkami z zespołu?
        Spojrzałem na nią zaskoczony.
    - Nie zrozumiałem, pytania, wybacz...
    - Czy łączy cię coś z członkami z zespołu? Nie mówię tu o więzi przyjacielskiej czy o braterskiej. Mam na myśli między innymi to jak traktujesz... Niall'a. - Spytała, a ja usłyszałem delikatne drżenie w jej głosie.
    - Traktuję go jak młodszego brata. W sumie traktujemy się tak wzajemnie... Wspieramy się dobrym słowem, czasem po prostu potrzebujemy się... przytulić. Nic więcej tu nie ma. - Odpowiedziałem, ale chyba niezbyt miło.
    - Dobrze. Spokojnie. Gdy będziesz chciał przerwać wywiad wystarczy Twoje jedno słowo. To nie ma być tortura, to ma być zwykła rozmowa. - Powiedziała spokojnie uśmiechając się delikatnie. Nie wiem czemu, ale jej słowa jakby podniosły mnie na duchu.
    - Przepraszam.
    - Nic nie szkodzi. Mam kolejne pytanie... Co ci wiadomo, na temat rozpadu waszego zespołu?
    - Plotki.
    - W każdej plotce znajduje się ziarno prawdy.
    - Ta plotka nie ma nic z prawdy. - Odparłem. Nie będę mówił nikomu, że nasz boys band się rozpada po tylu latach. Nawet jej. - Naprawdę. Mamy się świetnie, z tego co wiem, aktualnie mamy wakacje, a potem tworzymy następną płytę. - Jestem kłamcą i o tym wiem. Spojrzała na mnie podejrzliwie, ale się nie odzywała.
    - Ale wiesz, ze każdy, że tak zacytuje "każdy powinien wiedzieć kiedy ze sceny zejść"? - Spytała. Chciałem ją udusić własnoręcznie, ale nie mogłem. Nie na "wizji". Spojrzałem jej w oczy. Kurde nie mam ochoty o tym mówić.
    - Wiesz... kiedyś powiedziałem, że my nie mamy końca. Oczywiście wiem, że to nieuniknione. Zdaję sobie sprawę, że w końcu wszyscy będziemy szykować się do małżeństwa. Ale nie teraz. Póki co czujemy się młodzi. Wiesz w stylu tonight we are young. Zawsze będziemy w sercach i głowach naszych fanek i zawsze nasza przyjaźń będzie trwać. Tyle na ten temat. - Odpowiedziałem, starając się nie powiedzieć za dużo. Podniosła kąciki ust do góry.
    - Mam kolejne pytanie. W sumie to prośbę od polskich fanek.
    - Słucham cię z uwagą.
    - Powiedziałbyś: "Kocham was, polskie directioners"? - Spytała. Uśmiechnąłem się. Spojrzałem w kamerę i powiedziałem, ślicznie po polsku jej słowa. - Dziękuję. Następne pytanie... Czy znajduje się gdzieś blisko Twojego serca przyszła pani Malik? - Spytała. Co miałem jej odpowiedzieć? Że owszem, ale znam ją zaledwie kilka dni?
    - Wybacz, ale na to nie mogę odpowiedzieć. - Odpowiedziałem.
    - Okej. Inne pytanie. Co myślisz w kwestii miłości?
        Czy ty, ze mnie kpisz? Zadawaj inne pytania, z łaski swojej.
    - Miłości? Cóż, to chyba najpiękniejsze uczucie jakie może połączyć dwóch ludzi. Jest to na pewno niezwykłe, a jeszcze bardziej podnoszące na duchu, gdy jest odwzajemniona. Kiedyś ktoś powiedział, ze kochać to niszczyć i być kochanym to zostać zniszczonym, ale...Chciałbym kiedyś kochać i być kochanym. - Odpowiedziałem szczerze.
    - Doskonale! Kolejne pytanie... co zrobisz, gdy nastąpi to co nieuniknione, tak jak powiedziałeś sam przed chwilą? Rozumiesz gdyby wasz zespół zakończył swoją karierę?
    - Ja... nie wiem naprawdę. Nie potrafię o tym myśleć. Ale chyba wyjechałbym z Anglii gdzieś, gdzie mógłbym wyluzować się, odpocząć. A następnie poszedłbym do szkoły.
    - Szkoły?
    - Dokładnie tak. Na naukę nigdy człowiek nie jest za stary. - Uśmiechnąłem się delikatnie. Odwzajemniła uśmiech.
       Zapisała coś na kartce, a ja nerwowo oblizałem swoje suche usta. Podniosła wzrok i spojrzała mi w oczy, a mi zrobiło się przez moment gorąco. Czyżbym znalazł to czego szukałem od tak dawna? Nie jest w moim typie. Jest zbyt podobna do mnie. Nie to, że nie mam pociągu fizycznego do niej. Chodzi o to, że ona ma w sobie... coś.
    - Mogę zadać kolejne pytanie?
        Kiwnąłem twierdząco głową.
    - Tak więc.. Czy kiedykolwiek, według ciebie, uderzyła ci sodówka do głowy? Wiesz, jesteś sławny. Miałeś jakieś kaprysy?
       Spojrzałem na nią delikatnie zaskoczony. Czy miałem kaprysy? A kto ich nie ma w dzisiejszych czasach? Westchnąłem po raz kolejny tego ranka.
    - Cóż... na pewno kiedyś miałem jakiś kaprys. Jednak nie sądzę, że życie "sławy" jakoś mnie zmieniło. Wewnątrz wciąż jestem tym samym chłopakiem z sąsiedztwa. Czasem oczywiście, robiłem coś głupiego, ale zawsze brałem to, że tak to określę, na klatę. - Odparłem z delikatnym uśmiechem. I nie wiem czemu, ale momentalnie przypomniało mi się fakt, że nawet całkiem niedawno przez przypadek zarysowałem auto Harry'ego. Ale on na to zasłużył, przyrzekam!
        Odchrząknąłem delikatnie, bo Liz znów chciała coś powiedzieć.
    - Masz jakieś słowa dla fanek?
    - Nigdy nie przestawajcie marzyć, bo wystarczy tylko mocno chcieć i starać się by osiągnąć to co się chce.
        Spojrzałem na Elizę.
    - Chcesz spytać o coś jeszcze?
    - Nie dziękuję, bardzo miło mi się z Tobą rozmawiało, Zayn. - Odparła z cudownym uśmiechem. Dziewczyno za ten cudowny uśmiech jestem cały Twój.
        Po chwili wstała i wyłączyła swoje urządzenia. Schowała wszystko do swojej torby. Odwróciła się do mnie i ponownie zaczarowała swoim uśmiechem.
    - Wiesz... jesteś naprawdę fajny. Szkoda tylko, że dopiero teraz poznałam prawdziwego "ciebie", a także to, że już jutro wracasz do Londynu... Szkoda, naprawdę! Ten tydzień był dla mnie chyba największym prezentem jaki mogłam dostać od losu. Codzienne wywiady z tobą były dla mnie inspiracją. Teraz muszę tylko zmontować filmik, napisać artykuł i koniec. - Powiedziała z delikatnym uśmiechem.
       Zaraz... jutro? To już minął tydzień?! Cholera jasna. Myśl panie Malik, myśl! Rusz swoim czarnym czerepem. Działaj do kurwy nędzy!
        Chrząknąłem i spojrzałem w te przepiękne zielone oczy. 
    - Eliza?
    - Słucham cię.
    - Jak szybko jesteś się w stanie spakować? - Spytałem szybko.
    - To zależy od sytuacji. - Odparła niepewnie.
    - A czy jesteś gotowa zostawić swoje byłe życie za sobą? Zacząć nową erę? Nie mówię, że sama. Na przykład z Ane... byłyście zdolne zostawić wszystko? Teraz? - Spytałem poważnie patrząc w jej oczy.
    - Chyba tak, a o co chodzi?
    - Polecicie ze mną do Londynu?
        Postawiłem wszystko na jedną kartę. Ona musi się zgodzić. W końcu to tylko propozycja nie do odrzucenia, czyż nie?




____________________________________________


    No i jest już czwóreczka. Mimo, że połowa z tego to dialogi, podoba mi się osobiście ten rozdział. Mniejsza o to, ze chyba z pięć razy od nowa go pisałam. Jak widać, Malik jest... zauroczony i proponuje "propozycje nie do odrzucenia" - wiadomo jak to się skończy.
    Rozdział, właśnie TEN jest dedykowany mojemu Muflonikowi - kochana, zaliczysz wszystko, zdolniacha jesteś! Tylko wiedz, ze ja czekam... na wszystkich trzech czekam.
    Kolejny rozdział będzie wtedy gdy... napiszę go. Mam tylko parę zdań. A zaczynam pisać z perspektywy Niall'a <33
    Dobra już nie gadam. Branoc!

niedziela, 20 maja 2012

Trzy.



Eliza.

        Nie wiem nawet jak przeżyłam tamtą noc, ale z rana miałam syndrom dnia poprzedniego, a na lody patrzeć nie mogłam. Jedyne o co się modliłam to by Ane nie wybuchła. Wiedziałam, że jak Julia zacznie się żalić na swojego chłopaka to wszystko skończy się podwójnym pogrzebem. Od tamtego pamiętnego dnia minął tydzień. Stałam właśnie na lotnisku ubrana w trampki, krótkie szorty i w zielonej bokserce z napisem "F.O.O.D.", trzymając w rękach kartkę z napisem "Z.Malik". Włosy miałam pięknie rozpuszczone.
        Nie dość, że mogłam przeprowadzić wywiad z nim, to jeszcze miałam spędzić z nim trochę czasu. Nie wiem po kiego wafla, ale no dobrze niech i tak będzie. Czułam, że będę robić za przewodnika, ale nie zdawałam sobie sprawy, że będzie to strasznie męczące. Widziałam jak jego Rayaner ląduje. Dziwiło mnie to tylko, że wybrał się zwykłym samolotem, a nie jakimś prywatnym samolocikiem. Moje ręce delikatnie się trzęsły, a serce wyrywało się jak oszalałe do przodu. Nie powinien on na mnie tak oddziaływać. Żaden facet nie powinien tak na mnie działać. Zdecydowanie nie... chyba, że byłby to Niall Horan, ale dobrze wiem, że to tylko młodzieńcza mrzonka. Dobra Elizo ogarnij te żelki w głowie. Wdech i wydech, wdech i wydech... uśmiechnij się!
        Zauważyłam, że właśnie ludzie wychodzą z przedsionka z torbami w rękach. Pary, które wreszcie spotkały się jakiś czas po rozłące skakały sobie w ramiona, całując się zachłannie. Urocze, naprawdę. Miałam przedziwną ochotę walnąć wszystkich z łopaty w głowy - nie mam zupełnie pojęcia, dlaczego.
    - Ty to Eliza... Raczkoska? - Zapytał mnie męski głos, a ja spojrzałam centralnie w twarz Malika.
        Był ubrany w ciemne luźne jeansowe spodnie. Tradycyjnie miał na sobie biały T-shirt, a na nią zarzuconą koszulę w kratę, przy której miał podwinięte rękawy. Z całej siły starałam się nie pisnąć. Cichej, moje głupie serce. Chyba robi mi się słabo, ale trzeba trzymać poziom.
    - Dokładnie tak. Ale wymawia się to Raczkowska. Mniejsza. Witam w Polsce - Odpowiedziałam spokojnie po angielsku. Malik uśmiechnął się, ale zauważyłam, że w jego oczach kryło się coś niespotykanego. Jakby starał się ocenić moja postawę wobec siebie. O nie, mimo, że jesteś tym Zayn'em, to ja i tak wolę Niall'a.
    - Masz ładne imię. - Powiedział swoim brytyjskim akcentem.
    - Odezwał się ten, którego imię po arabsku oznacza 'piękny' - Wyszczerzyłam się do niego, a on się roześmiał.
       Zdecydowanie miał ładny śmiech. Ale miałam wrażenie, że udaje, że gra w pewien sposób. Co jest grane do cholery? Zerknęłam na niego i zauważyłam, iż za dużo bagażu to on nie miał.
    - Masz tylko plecak i jedną torbę? - Uniosłam delikatnie brwi.
    - Stałem się w jakimś stopniu minimalistą. Ty pewnie będziesz moją przewodniczką? - Spytał idąc obok mnie. Olałam jego pytanie, bo to chyba oczywiste. Spojrzałam na zegarek w prawej ręce. Założyłam okulary przeciwsłoneczne na nos i z kieszeni wyciągnęłam papierosy. Otworzyłam i wyciągnęłam w kierunku Malika.
    - Dzięki, mam swoje. - Odparł. Nie to nie. Zauważyłam tylko, że coś chciał powiedzieć na temat nałogu to zdecydowanie mógł sobie to darować. Nie raz słyszałam umoralniające gadki na temat raka płuc, ale co ja na to mogłam? I tak paliłam mniej niż kiedyś. Wypaliłam szybko jednego, wyrzucając niedopałek do śmietnika. Po chwili Zayn uczynił to samo i ruszyliśmy do samochodu. Miałam go pożyczonego od kolegi, piękne nowiuśkie Audi. Nie wiem skąd on miał na to kasę, i chyba nie chcę wiedzieć. Podeszłam od strony kierowcy by otworzyć bagażnik.
    - Schowasz sobie Twój bagaż? - Spytałam. Nie odpowiedział, mi, ale poczułam jak chowa do środka swoje rzeczy i po chwili pojawia się od strony pasażera. Zerknęłam na niego ponad dachem samochodu.
    - Chcesz coś dzisiaj porobić? Wywiad od razu, czy wolisz się... odprężyć? - Spytałam przekrzywiając głowę.
    - Zdecydowanie wolę się... odprężyć. - Odpowiedział szczerząc zęby do mnie. Nie odpowiedziałam, po prostu usiadłam za kierownicą. Drzwi trzasnęły od strony pasażera. Zapinając swoje pasy zwróciłam uwagę na Mulata.
    - Pasy, człowieku. Nie chcę mieć cię na sumieniu. - Powiedziałam spokojnie, czekając aż uczyni to co do niego należy. Przekręciłam kluczyk i z cichym pomrukiem silnika wyjechaliśmy z parkingu lotniskowego.



Zayn.

        Wychodząc z torbą od razu zauważyłem ją. Stała tam, była taka... no śliczna była. Zielona bluzka z napisem FOOD od razu skojarzyła mi się z Niall'em. Tak. Ona byłaby w jego typie, nie moim. Mimo, że miała uśmiech na twarzy widziałem jej wzrok. I mniejsza o to, że jej nie znałem czułem już od samego patrzenia, że coś ukrywa. To widać w postawie człowieka. Podszedłem chrząknąłem i wyszliśmy. Zadziwiła mnie, że nie zaczęła piszczeć, mówiła pięknie po angielsku, i traktowała mnie normalnie. Miała zdecydowanie śmieszny akcent, ale nie zwracałem na to uwagi.
        Jedyne co mnie trochę zaskoczyło to, że paliła. Sam chciałem rzucić, ale nie mogę. To silniejsze ode mnie. W momencie gdy zapalam papierosa czuję delikatne rozluźnienie wszystkich moich mięśni. Gdy zapytała mnie co chcę dziś robić wiedziałem, że na pewno nie chcę spędzić tej nocy sam. Nie po to znajduję się w obcym mieście, państwie po to aby siedzieć w pokoju hotelowym i się nudzić.
        Jestem już na tyle duży by to wykorzystać. I czas i miejsce jest temu dogodne. Czas się odprężyć. Zresztą wiem, że Horan kazał mi się odprężać, ale bez żadnych prowizji.
       Nie wiem kiedy dojechaliśmy do hotelu, ale dla mnie trwało to za krótko. Skupiała się na drodze rozmawiając ze mną o bzdetach. Skoro tak będzie wyglądał mój wywiad to jestem skłonny ograniczyć moje kłamstwa do minimum. Dziewczyna miała w sobie coś... co na pewno zapewniało jej grupę adoratorów. Wydawało mi się, że w sposobie jaki prowadziła samochód i jak ze mną rozmawiała wyczuwałem barierę w niej. Zauważyłem również to, ze miała tatuaż na lewym nadgarstku, ale bransoletki zakrywały go.
       Wszedłem za nią do hotelu rozglądając się dyskretnie. Wnętrze hotelu było ładnie urządzone, skromnie, ale ze smakiem. Przyjrzałem się Elizie. Odruchowo spojrzałem na jej dupę i... poczułem coś dziwnego pod brzuchem. Ej kolego nie rób mi tego. Nie tutaj. Wdech i wydech - ogarnij się Malik. Nie masz przecież piętnastu lat, żeby stawiać namiot, patrząc jedynie na tyłek. Stała przy kontuarze, delikatnie wypinając tyłek w moją stronę, rozmawiała z recepcjonistką, za pewne w ich ojczystym języku. Po chwili odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła promiennie. Nie mogłem nie odwzajemnić tego uroczego gestu.
    - No to zaprowadzę cię do Twojego pokoju i... wpadnę po Ciebie o dziewiątej. Więc razem pójdziemy do najlepszego klubu w mieście, pasuje ci? - Spytała jakby z wahaniem. Dziewczyno za te oczy, nogi, tyłek i uśmiech zrobię wszystko co każesz. No prawie wszystko...
    - Spoko, może być. - Odpowiedziałem nonszalancko. Zauważyłem, że chciała się o coś jeszcze zapytać. - Słucham? Masz jeszcze jedno pytanie, prawda?
        Widząc jej zaróżowione policzku domyślałem się, ze zgadłem.
    - Mogłaby iść z nami moja przyjaciółka?
       Roześmiałem się. I kiwając na znak zgody wszedłem za nią do windy. Zauważyłem, ze delikatnie zbladła. Czyżby klaustrofobia? Gdy tylko wyszliśmy z metalowej skrzynki, ona delikatnie odetchnęła. Poprowadziła mnie krótkim korytarzem do mojego tymczasowego pokoju. Otworzyła drzwi za pomocą karty magnetycznej wchodząc jako pierwsza. Wszedłem od razu za nią. Po chwili dziewczyna uśmiechnęła się, powiedziała, że wpadną do mnie przed dziewiątą.
    - Wiem, też, że to nie to, co u ciebie w Londynie, ale poczuj się przez chwilę jak w domu. Rozgość się. - Powiedziała spokojnie i machając mi ręką wyszła z pokoju. Położyłem torbę na ziemię. Usiadłem na łóżku i wyciągnąłem z plecaka laptopa. Po chwili włączyłem go i dzwoniłem do Niall'a.
    - Hey Nialler! - Pomachałem mu do kamerki. Uśmiechnął się do mnie.
    - Ładna jest?
       No tak, to w jego stylu. Zamiast spytać mnie jak minęła mi podróż, jak się czuję czy nie straciłem jakiejś części ciała spytał o moją "przewodniczkę". Wzruszyłem ramionami.
    - W miarę. Aczkolwiek to bardziej Twój typ - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. Blondyn pokazał mi język. - No co? Ciemna blondynka, śliczne zielone oczy... ideał, ale mówię, że nie mój typ urody i... - Chciałem go poinformować o tym, że dziewczyna z nałogiem i czuję, że coś ukrywa, ale nie mogłem.
    - I co? Mów człowieku. - Widziałem, że Niall się niecierpliwił.
    - Idziemy razem do klubu. Z jej przyjaciółką. - Uśmiechnąłem się zupełnie szczerze.
    - Zamieniam się w słuch...


       Krótko przed dziewiątą byłem już uszykowany i skakałem po kanałach w telewizji. Byłoby mi naprawdę miło, gdybym rozumiał chociaż jedno słowo z tego co mówią. Z nudów chyba zacząłbym liczyć barany, jednak z tego ponurego stanu wyrwało mnie pukanie do drzwi. Wyłączyłem grające pudło i poszedłem otworzyć drzwi. Gdyby nie to, ze wiele pięknych kobiet widziałem chyba musiałbym podnosić szczękę z podłogi. Po raz drugi dzisiejszego dni musiałem z całej siły się starać o nie stawianie namiotu. To chyba nie byłby na miejscu. Stały tam obie obok siebie, niczym dwa przeciwieństwa.
        Eliza, ta którą znałem już, i jej ruda przyjaciółka. Obie w krótkich sukienkach do połowy ud, mające rozpuszczone włosy. Obie mnie zachwyciły. Ich uśmiechy powodowały, że i ja miałem ochotę uśmiechnąć się tak szczerze. Jednak obawiam się, że mógłbym dostać szczękościsku. Nie wiem czemu, ale większą uwagę zwróciłem na blondynkę.
    - Hej, to znowu ja, a to moja Ane. - Przedstawiła nas sobie. Uśmiechnąłem się do rudej. Wyglądała odrobinę tak jakby miała za chwilę zemdleć jednak starała się zachować poziom. I naprawdę jej to wychodziło.
    - Jestem Zayn, miło mi poznać.
        Powiedziałem do niej, ona uśmiechnęła się promiennie.
    - Tobie jest miło? Chyba żartujesz ze mnie!
        Roześmiałem się. Gdy tylko zamknąłem drzwi za sobą ruszyliśmy na podbój polskiego parkietu.


        Nie miałem pojęcia jak trafiłem do pokoju. Jedyne co pamiętam to jak obejmowałem Liz w czasie tańca. Jak patrzałem jej w oczy i to jak na mnie spoglądała. To jak przygryzła wargę. Pamiętam również namiętny pocałunek z nią, i drgnięcie mojego serca. Pamiętam jak moje ręce trzymały ją mocno w talii. Czułem, że jak ją wypuszczę zniknie z mojego życia, a nie chciałem tego.
        Rozejrzałem się dookoła. Zauważyłem szklankę wody i jakieś tabletki oraz karteczkę z napisem: Może ci się to przydać - E. To miłe z jej strony, że się o mnie zatroszczyła.
       To był mój tymczasowy pokój, tylko... jak?






___________________________________

    No i mamy trójeczkę. Rozdział jest dłuższy niż poprzedni! Serio! Pojawia się nareszcie Zayn, a to dopiero początek. W następnym rozdziale ma być coś a'la wywiad stąd też moje pytanie. Do was czytelniczki: "Gdybyś spotkała Zayn'a jakie zadałabyś mu dwa pytania?" A kto wiem, może wpiszę to do rozdziału? :) Ewidentnie jestem nocnym markiem... grr... jak znów w nocy nie zasnę strzelę sobie w łeb.
    W każdym razie - Dobranoc i Dzień Dobry Słoneczka :D
    A następny rozdział będzie nie prędzej jak 29.05, gdyż... nie ma mnie :)

czwartek, 17 maja 2012

Dwa.


Niall.

        Wychodząc z pokoju przyjaciela miałem wrażenie, że coś się właśnie kończy, a coś zaczyna. Miałem przedziwne uczucie, że w momencie, gdy on wyleci do Polski wszystko się zmieni. Po co on ma tam jechać? Ja nie chcę! Nie pozwalam! On ma być tutaj ze mną. Dziwne więzi nas łączą, ale taka prawda. Bez niego czuję się zagubiony, nie wiem co mam robić. Wiem, ze nie będę samotny w zupełnie, mam pozostałą trójkę przyjaciół, prawda? Ale to z Malikiem się dogaduję najlepiej, to on potrafi odgadnąć, kiedy coś mnie trapi.
        Skierowałem swoje kroki do kuchni. Nie po to by jeść. Usiadłem na jednym ze stolików i wyciągnąłem swojego iPhone. Dotykając kilkakrotnie wyświetlacza uruchomiłem mały internet. Chciałem zobaczyć co nowego w wielkim świecie. Zobaczyłem, że pierwsza strona huczy o tym, że Zayn Malik wylatuje w pojedynkę do Polski.
    - Pff, no i? - Spytałem na głos.
       Zamyśliłem się jeszcze bardziej. Jak tam pojedzie to nie wróci wcześniej niż za tydzień. Pewnie z kolejną lafiryndą będzie się spotykał. Na pewno kolejna dziennikarka. Kurwa, no nie. Ja chyba oszaleję wtedy.
        Usłyszałem kroki i wyłączyłem szybko przeglądarkę internetową, chowając szybko telefon do bluzy. Nie chcę by, mimo jego własnych problemów ze Scarlett, martwił się o mnie. Wystarczy, że ja się pomartwię o niego. Chwyciłem jabłko w dłonie i odgryzłem kawałek.
    - Niall? - Spytał Zayn pojawiając się za mną niczym duch. - Idziemy?
    - A jesteś gotowy, książę? - Nienawidził tego gdy tak do niego mówiłem. Trzepnął mnie tylko w głowę kierując się do wyjścia. Nie mając wyboru potruchtałem za nim.



Eliza.

       Rozejrzałam się wokół i stwierdziłam, że jest posprzątane. Rzeczy poukładane w szafach. Naczynie pozmywane, teraz się suszą. Nawet pranie ładnie schnie na balkonie. Ubrałam nową pościel na kołdrę i sięgnęłam dodatkową poduszkę. Co prawda nienawidziłam spać z kimś, ale dla niej robiłam wyjątek. Zawsze, jedyna osoba z którą mogłam normalnie położyć się spać to była ona. Nikt więcej. Wiem, że świruję, w końcu jestem już duża, ale czasem nadal miewam koszmary. Tylko ona mogła mnie uspokoić, nie wiem nawet dlaczego. To przy niej czułam się względnie bezpieczna, ale nadal jej nie powiedziałam. Nie to, że jej nie ufam, po prostu nie chcę jej współczucia. Nienawidzę widzieć tego w ludziach. W momencie, gdy ich wzrok jest obłudnie łagodny, głos jest spokojny, a oni są przeraźliwie mili. To działa odwrotnie na mnie niż można się spodziewać. Wpadam w amok złości. Dlatego też nie mówię jej o tym co mi się... przydarzyło. Nie czas na to.
       Usiadłam na podłodze i wdychając świeże powietrze włączyłam laptopa. Po chwili przeglądarka internetowa była uruchomiona, a ja zaczęłam przeglądać główne tematy. Pierwsze trzy były dla mnie nudne. Natomiast czwarty... tak kolejny artykuł był dość ciekawy, bo o Zaynie Maliku. Z ciekawości kliknęłam dwa razy i znieruchomiałam. Skąd oni maja taką wiedzę na temat tego kto będzie z nim prowadził wywiad? Przepraszam bardzo, ale to ja się dziś tego dowiedziałam, raptem trzy godziny temu, a to już jest w necie, jak GŁÓWNY temat? To chyba kpina. No tak moje imię i nazwisko jest już znane... To nie dobrze, bo tu chodziło o dyskrecję. Jak ja mam z nim przeprowadzić rozmowę na spokojnie?
       Ze złości wyłączyłam laptopa, po chwili rozległ się dźwięk dzwonka od strony klatki schodowej. Wstałam, otrzepałam niewidzialny pyłek ze spodenek i podeszłam do drzwi. Odetchnęłam dwa razy głęboko, i po chwili z wielkim wyszczerzem otworzyłam drzwi.
    - Hej, Liz. - Skrzywiłam się słysząc zdobienie mojego imienia. Nienawidziłam tego słowa, bo złe skojarzenia czaiły się za rogiem. Jednak głos, który usłyszałam, nie pasował mi do Anny. Zamrugałam oczami i zobaczyłam Julkę.
    - O Boże... - Wyszeptałam cicho. Brunetka przepchnęła się obok mnie wchodząc do maleńkiego przedpokoju. Postawiła swoją torbę na ziemi, a ja stojąc nadal koło drzwi nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Po głowie chodziło mi ciągle "What the Fuck?". Tomaszewska spojrzała na moja zaskoczoną minę i roześmiała się i przekrzywiła delikatnie głowę.
    - Zaskoczona jesteś, Liz?
    - Eliza. Mam na imię Eliza. - Warknęłam jedynie. Zmrużyłam oczy wiedząc, że gdy na scenę wchodzi Julka to niczego dobrego nie zwiastuje. - Czego chcesz ode mnie i dlaczego położyłaś to na mojej podłodze? - Spytałam siląc się na grzeczny ton. Julia jakby się zmieszała.
    - Bo chodzi o to, że... mam dość. Pokłóciłam się z chłopakiem i nie mam gdzie się podziać. - Odpowiedziała, a ja wiedziałam, że mówi szczerze. Och nie no, serio? Czy ja wyglądam na pomoc społeczną? Albo Caritas w wersji damskiej?
    - Czy ja ci wyglądam na noclegownię? - Spytałam w zamian. Nie zamierzałam być dla niej miła.
    - Jedna noc. Proszę. - Odpowiedziała patrząc na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. Odetchnęłam głęboko wiedząc, że i tak się zgodzę. Mimo, że miałam z nią często spięcia i tak ją przenocuję. Jakoś damy radę, prawda?
    - Ale, Ane będzie u mnie dzisiaj. - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. A nóż widelec, nie będę musiała się godzić na jej pobyt u mnie?
    - O Jezu! Ane? GENIALNIE! Już nie mogę się doczekać! - Krzyknęła i w następnej sekundzie mnie przytuliła. Skrzywiłam się nieznacznie, bo mając uraz do kontaktów z człowiekiem nie lubiłam takich sytuacji. Chyba, że sama wyszłabym z tym do ludzi. Jednak Julia, to nie była Bestia, więc delikatnie ją przytuliłam.
    - Pójdziesz coś kupić do jedzenia? Sprzątałam, a nie mam nic co możemy zjeść. - Spytałam, dodając na samym końcu, że głodować nie zamierzam. Julka od razu się zgodziła. Wzięła swoje pieniądze, stwierdzając, że to będzie opłata za tę jedną noc, której i tak żadna z nas nie prześpi.
        Gdy drzwi za Julią się zamknęły spojrzałam na swoją postać w lustrze, które wisiało na ścianie. Zmierzyłam się od pasa w górę i przyjrzałam twarzy. Miałam nadzieję, że nic po mnie nie widać. Już dawno przyzwyczaiłam się do tego, że o mojej przeszłości nie powiem nikomu, a na pewno nie całą prawdę.
       Prawda często boli, sprawia, że postrzegamy ludzi za szybko, poprzez pryzmat uprzedzeń i zbędnych słów. Zbyt często oceniamy ludzi po pozorach. Podobno nie ocenia się książki po okładce, więc dlaczego ocenia się ludzi po wyglądzie, a nie po charakterze? Dlaczego często oceniamy ludzi po tym czego słucha, co kocha, co sprawia mu radość?
        Ktoś zapukał do drzwi za moimi plecami, a ja nawet nie patrząc przez judasza wiedziałam, że przyjechała Ane. Odetchnęłam głęboko i otworzyłam drzwi.
    - Siema! - Wyszczerzyłam zęby, a już po chwili tuliłam do siebie Kawik. Skradziony miś po raz wtóry odzyskany.
    - Nie "siamanuj" mi tu teraz, tylko mów! Chcę wiedzieć! WSZYSTKO! - Krzyknęła na koniec. No tak pasjonatka gorsza ode mnie.
    - Póki co wejdź i rozgość się, jak idziesz do kuchni zrób mi też herbaty i... będzie dzisiaj w nocy Tomaszewska. - Dodałam na sam koniec, mijając ją tak, że po chwili znalazłam się na kanapie z zamkniętymi oczami. Usłyszałam tylko głuchy odgłos upadającej torby i wściekły głos Anny.
    - Czy Ty sobie, kurwa, ze mnie żartujesz? Na chuj ona tutaj?
    - Ta kurwa, w twojej wypowiedzi, była zbędna. Mówiłam ci już coś na temat przeklinania. - Powiedziałam cicho, mając nadal zamknięte oczy.
        Mimo, że jej nie widziałam, wiedziałam, że jej mina może sugerować bliskie zapoznanie się z moim wnętrznościami. Czy była wkurzona? Och to na pewno, bo słyszałam jak mamrocze pod nosem.
       Drzwi od mieszkania się otworzyły i do środka weszła obładowana Julia. Serio, nie miałaś na motel, taaak?
    - ANE! - Pisnęła Julia i rzuciła się na Ane. Ta patrząc na mnie z mordem w oczach uśmiechnęła się do Tomaszewskiej i ją przytuliła.
    - Julka!
       Wstałam i z delikatną ironią patrząc na nie wzięłam z paczki jednego papierosa i stając w drzwiach balkonowych zapaliłam go. Zaciągnęłam się porządnie. Tego mi trzeba było. Coś czuję, że zapowiada się dość ciekawa noc.




____________________________________



    I zaczyna się wszystko powoli. Mimo, że mam napisane parę rozdziałów w przód publikuję tak a nie inaczej. Dziękuję za te miłe komentarze pod poprzednią notką! Wasze opinie wiele dla mnie znaczą, naprawdę! W każdym razie - Dobranoc, kochane :*
    (nocka na bestach? - i like it!)


niedziela, 13 maja 2012

Jeden.


Eliza

        Gdy już do mnie dotarło kogo zobaczę, stwierdziłam, że muszę kogoś ważnego o tym fakcie poinformować. Wyciągnęłam z kieszeni mój mały telefonik. Wystukałam szybko na wyświetlaczu ciąg cyfr. Tak, to była jedna, nie liczna osoba, której numer pamiętałam. Przyłożyłam do ucha telefon słysząc sygnał. Jeden, drugi, trz....
    - Tak słucham? - Odebrała już w połowie trzeciego sygnału. Forma jej się widocznie poprawiła.
    - Siedzisz może? - Spytałam.
    - A może jakieś cześć, hej, siema, spierdalaj? - Warknęła do mojej osoby. Widać, że ktoś tu jest nie w sosie. Spoko maleńka wyciągnę cię z tego.
    - Ktoś tu nie ma humoooooooooorku - wyszczerzyłam swój uśmiech psychopaty jeszcze bardziej. Ciekawe jak to wygląda z perspektywy ludzi mijających mnie?
    - Czy Ty dzwonisz tylko po to aby mnie poirytować? Od razu mówię, że nie piję z Tobą w tę sobotę, ani następną. Ani w żadną kolejną. Nie ma takiej mowy. - Warknęła do słuchawki, a ja widziałam w swojej głowie jak się krzywi.
    - Dlaczego jak tylko słyszysz mój głos twierdzisz, ze chcę z Tobą pić? - Zdziwiłam się.
    - A nie chcesz? - Spytała widocznie zbita z tropu. Ha! Widzisz? Ja nie nadaję się tylko do picia.
    - Akurat teraz nie, bo dzwonię żeby powiedzieć że... będęprowadzićwywiadzMalikiem! - Wyspałam szybko do mikrofonu licząc na reakcję. Cisza jaka zapadła po drugiej stronie uświadomiło mi, ze prawdopodobnie uśmierciłam moją Annę. Zerknęłam na wyświetlacz, nie no... czas dalej leci, nie rozłączyło nas.
    - Ane? Słyszałaś mnie?
    - Ej czy Ty powiedziałaś, że będziesz mieć wywiad z... TYM Malikiem? - Dopowiedziała słabo. Jedyne co jej odpowiedziałam to ciche Yeah baby, a potem był pisk. Tak. Jej głos miał wiele decybeli. Czasem zastanawiałam się, jak tak można wydawać z siebie głos? To nie jest normalne.
    - Ale na serio? - Spytała, gdy już stosunkowo się uspokoiła Nie no kurde, dzwonie po to by skłamać. Idiotka. Oczywiście tę uwagę zostawiłam dla siebie.
    - A jak myślisz?
    - Kiedy?
    - W przyszłym tygodniu... więc... wpadasz do mnie? - Spytałam z wahaniem w głosie. Mogła się nie zgodzić, a wtedy ja bym chyba się załamała. Potrzebna mi była bardzo mocno. Tylko ona może mi pomóc się ogarnąć, a dodatkowo - przecież zawsze mogę zabrać ją ze sobą, prawda? Nikomu to chyba nie zrobi, czyż nie?
    - Kiedy jesteś zdolna mnie przygarnąć do siebie?
W myślach przypomniałam sobie jak wygląda moje mieszkanie... Cholera.
    - Emmm... jutro?
    - To będę dziś pod wieczór! - Krzyknęła mi do telefonu i się rozłączyła. Ane to jędza. Ale co ja na to mogę, że kolor włosów zobowiązuje do tego?

        Idąc ulicą w kierunku mieszkania zerknęłam na papiery. Miałam nie miłe uczucie, że raz już kiedyś dostałam taki plik papierów, tylko że wtedy nie skończyło się to źle. Chociaż, czy czyjąkolwiek śmierć można nazwać dobrą? A szczególnie ludzi najbliższych nam sercu? Przecież to nielogiczne!
        Zerknęłam w papiery ponownie. Było tam wszystko o nim. Po przez krótki życiorys Malika, aż po zdjęcie. Tylko na co mi jego wizerunek, skoro doskonale wiem jak wygląda?
        Raz widziałam cały zespół na żywo. Przyjechali na koncert do Polski, pamiętam to dokładnie. Każdy najdrobniejszy szczegół. Wyryło to mi się w pamięci dlatego, że pracowałam ciężko by zarobić na ten cholerny bilet. Brałam nawet dodatkowe osoby na korki. Doba dwudziestoczterogodzinna dla mnie była za krótka. A gdy zobaczyłam te oczy. Ten błękit, te blond włosy... cała krew odeszła mi z twarzy, jednak pamiętam, że się uśmiechnęłam i z drżeniem w głosie powiedziałam "Hey, can I hug you?". Przytuliłam go, a on jakby uścisnął mi ramię. Poczułam się, jak nowo narodzona, a potem musiałam wrócić do szarej rzeczywistości...
        Zresztą kim ja niby jestem? Dziewczyna, dawno po terminie, wychowana w domu dziecka. Całe dnie w szkole, potem dawałam korki dzieciakom z jakiś rodzin, a następnie pomagałam młodszym w bidulu. Dodatkowo od zawsze chciałam być niezależna finansowo, to pracowałam w weekendy. A gdzie sen? Gdzie przyjemności? Gdzie... Potrząsnęłam głową nie chcąc myśleć o całym tym... szajsie. Dobrze wiedziałam, że u mnie słowo "dzieciństwo" nie istniało.
        Zerknęłam ponownie na plik papierów, które miałam ciągle w ręku, a po chwili stałam przed drzwiami do mojego małego azylu. Wyciągnęłam z małej torebki klucze i otworzyłam drzwi. Spojrzałam w lewo i widząc ten artystyczny nieład panujący u mnie stwierdziłam, że muszę posprzątać. Zamknęłam za sobą drzwi i zaniosłam dokumenty, jak i torebkę, do kuchni na stół. Po chwili wróciłam do dużego pokoju, gdzie otworzyłam i odsłoniłam okna. Szybko przebrałam się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Związałam włosy w kucyka po czym wzięłam się za ogarnięcie mieszkania.





Zayn

        Spojrzałem na siebie krytycznie w lustrze. Od zawsze tak robię, nie potrafię się tego wyzbyć. Zerknąłem na zegarek na lewym nadgarstku. Było wystarczająco późno, bym zaczął się bać, że mogę się spóźnić. A wiedziałem, doskonale, że Liam mi tego nie daruje. Nie tym razem. Żadne wymówki mi nie pomogą. Poprawiłem ostatni raz włosy, uśmiechnąłem się delikatnie. Nie wygląda to naturalnie. Na pewno nie.
        Usłyszałem pukanie do drzwi, ale nawet nie fatygowałem się ruszyć. I tak na pewno wejdzie sam bez mojej pomocy. Zawsze tak robił, więc dlaczego tym razem miałby być inaczej?
    - Zayn? - Usłyszałem, otwierane drzwi, a po chwili w pokoju pojawił się zatroskany Niall. Gdyby nie on, moje życie przestałoby mieć jakikolwiek sens. Spojrzałem na niego uśmiechając się szeroko. Spojrzał mi w oczy, a ja poczułem się jak prześwietlany rentgenem. Zauważył, że coś nie gra, bo bez zbędnych słów podszedł do mnie i przytulił.
    - Kiedy? - Spytał jedynie. Westchnąłem przyglądając się własnym butom. - Hej, Zayn, spójrz na mnie i powiedz. - Chwycił moją twarz w swoje ręce i siłą kazał spojrzeć sobie w oczy. Nie rób tak człowieku, bo to źle się skończy. Nie ważne czy dla mnie czy dla ciebie. Ważne jest to, że oboje możemy zrobić coś czego pożałujemy... Szczególnie ja... przyjacielu.
        Potrząsnąłem głową na znak, by oczyścić umysł.
    - W zeszły weekend. - Odparłem.
    - Suka. - Dopowiedział blondyn. Spojrzałem na niego i... roześmiałem się po prostu. To jak to powiedział. Z taką powagą określił ją jednym słowem jakie mogło przyjść mi na myśl. Mimo, że wiedziałem, iż mówi prawdę, w głębi siebie wiedziałem, że to mija się z tym co czuję. Owszem namieszała w moim życiu, ale wiedziałem, iż to nie pierwszy i nie ostatni raz.
    - Rozumiem, że dzisiejszy wieczór mam mieć zarezerwowany dla ciebie? - Spytał poruszając brwiami w typowy dla niego sposób.
    - Jesteś kretynem.
    - Wiem Zayn, i za to właśnie mnie kochasz!
        Przytulił mnie ponownie, a dla mnie jakby wyszła mała namiastka słońca. Trafne słowa, przyjacielu. Po chwili, pogłaskał mnie wewnętrzną stroną dłoni po policzku, uśmiechnął się delikatnie i wyszedł zamykając cicho drzwi. Mimo, że mnie przytulił, pocieszał, wspierał, wiedziałem doskonale, że z nim też nie jest kolorowo. Ale póki co trzeba przystopować. Czas iść do studia.
        Zerknąłem po raz ostatni w lustro i wyszedłem z pokoju zamykając za sobą cicho drzwi. Zszedłem po schodach kierując swe kroki do kuchni. Coś mówiło mi, że tam będzie Niall.






____________________________________


    Jest rozdział pod oryginalnym tytułem "jeden". Pojawiła się narracja pierwszoosobowa. I będzie tak ciągle, ale zawsze będzie napisane kto to myśli/mówi/robi. Dziękuję za tamte komentarze. miło mi się zrobiło. Akcja powoli się nakręca. Piszcie co myślicie! Buźka! ;)

czwartek, 10 maja 2012

Zero.

        Stałam przed drzwiami do sekretariatu dziekańskiego. Okej, wyluzujmy się, wdech, wydech, wdech, wydech, alleluja i do przodu. Zastanawia mnie jedno, po co oni wołają mnie? Co ja im zrobiłam? Każdy, powtarzam KAŻDY, student nienawidzi chodzić do tych kobiet z dziekanatu. Nie raz słyszało się, jakie one są okropne, a i niejednokrotnie czułam to na własnej skórze. Ale nigdy, te kobiety nie wzywały do siebie żadnego studenta... chyba mnie nie wywalą, prawda?
        Wypadałoby zapukać i wejść.
- Proszę! - Odezwał się uroczy głosik ropuchy zza biurka. Weszłam i przywitałam się grzecznie.
- Dzień dobry, pani Kupik, dostałam polecenie, że natychmiast mam zgłosić się do dziekanatu, podobno macie państwo dla mnie propozycje nie do odrzucenia, czy to prawda? - Oł yeah. Powiedzieć wszystko na wydechu i czekać, aż babsko zacznie się drzeć za brak kultury osobistej.
        Kobieta uśmiechnęła się do mnie promiennie, a ja musiałam dyskretnie uszczypnąć się w rękę.
- Otóż owszem. Pani, pani...
- Eliza, prze pani. - Podpowiedziałam grzecznie. Kobieta machnęła zbywając mnie ręką. Chyba zaczynam się jej bać. Poważnie.
- Pani Elizo, jest pani najlepsza z języka angielskiego na uczelni. Dodatkowo wygrała pani konkurs ogólnopolski na temat Anglii. Dlatego też skłaniamy się do pani z propozycją, którą odrzuciłaby pani, tylko wtedy, kiedy chciałaby pani pozbawić się dalszej kariery dziennikarskiej. - Ja chyba śnię. Ta kobieta jest miła! Ale posłuchajmy jej dalej... - Dlatego też, czy orientuje się pani kim jest Zain Malik?
- Zayn, proszę pani. To wymawia się Zayn. - Odpowiedziałam cicho, bo poczułam jak robi mi się słabo.
- Oj tam, oj tam... - Zaśmiała się wysłanniczka piekieł, a ja coraz bardziej zastanawiam się czy to sen czy prawdziwe życie. Kobieta odchrząknęła, więc zwróciłam na nią swoje oczka. - Widać, że wie pani kim on jest. To sławna osoba, popularna, dużo ludzi dałoby sobie ręce odciąć by przeprowadzić z nim wywiad, który... oczywiście, jeśli pani się zgodzi, który przypadł pani w udziale. Oczywiście, jeśli wyrazi pani zgodę.
        O matko. O Chryste Panie! ŻE CO KURWA?! Krew odpłynęła mi z twarzy, a zdolność wypowiedzi poszła się kochać do lasu. Byłabym idiotką gdybym powiedziała "nie". Dla pewności upewnijmy się czy to czasem nie jest okrutny żart.
- Pa-ani żar-tuje?
- Ależ oczywiście, że nie. To była, że tak powiem... główna nagroda tego konkursu. To pani będzie miała możliwość przeprowadzenia wywiadu z tym artystą. Rozumiem, że pani się zgadza? - Spytała kobieta, a mi serce na chwilę stanęło. Czy ja się zgadzam? Ona kpi sobie ze mnie?
- Oczywiście, że tak. Jak najbardziej na świecie... Dziękuję za tę rozmowę i o poinformowanie mnie o... tym. - Zakończyłam kulawo, musiałam wyjść szybko z dziekanatu. Kobieta, jedynie co zrobiła to uśmiechnęła się do mnie, wręczyła plik papierów, a ja wyszłam. Gdy tylko zamknęły się za mną drzwi, wrzasnęłam. Z radości.
- TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK! - Krzyczałam, to jest sen. To nie może być prawda! Uszczypnęłam się ponownie w ramie. AŁĆ. Okej, to nie jest sen. To dzieje się naprawdę! O mój boże, o mój boże...
        Zatrzymałam się na środku holu i wtedy do mnie dotarło.
- O Jezu... spotkam Malika. - Szepnęłam. W tej chwili miałam ochotę zabić każdą osobę, za stwierdzenie "marzenia się nie spełniają". Bujda! Moje marzenie się spełniło, a bynajmniej spełni...





________________________________


To pierwszy "rozdział" już za mną. Póki co same prawie dialogi, trzeba mieć jakieś wprowadzenie, prawda? O czym będzie historia? To chyba widać. One Direction, głównie Niall Horan i Zayn Malik. Głupie młodzieńcze marzenie, które może się spełni. Na dole znajduje się zakładka BOHATEROWIE. Można kliknąć i zobaczyć. Mile widziane komentarze i opinie. Adios,