piątek, 12 października 2012

Zawieszam.



    Bo mam powody.
    Nie chodzi nawet o brak czasu.  Czas mam - nie dużo, ale jednak. Chodzi o to, ze nie mam pomysłu na opowiadanie, a nie mam zamiaru dawać rozdziału dennego, wolę nic nie dodawać. Zdaję sobie sprawę, ze niektórzy będą skłonni mnie zabić i urwać mi głowę, no ale wybaczcie. Decyzja podjęta. Wrócę - tego możecie być pewni, bo nie ma nic gorszego niż niedokończona historia.
    Złapać możecie mnie albo na twitterze, albo na final-souffle.
    Dziękuję, i wybaczcie.

    Z poważaniem: Souris, studentka dzienna pedagogiki.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Dwanaście.



Harry

            Ogłuszająca muzyka to jest to czego teraz tak desperacko pragnąłem. Nie obchodziło mnie to, ze miałem się nie wychylać. Potrzebowałem chwili wytchnienia to też klub nocny wydawał mi się najodpowiedniejszy. Czy jest coś bardziej odmóżdżającego od muzyki techno puszczanej tak głośno, że mocna ogłuchnąć? Owszem jest jeszcze jedna rzecz, która nie tylko pozwoli mi zapomnieć, ale też będę mógł się zrelaksować. Nie bez powodu wziąłem ze sobą Julkę, prawda? Może i miałem odpocząć, ale chciałem też się zabawić.
            W sumie okłamuję sam siebie, prawda? Potrzebowałem jej dlatego, że była cholernie łatwa w obsłudze. Chociaż z drugiej strony kto tu kogo obsłuży to jeszcze czas pokaże.
            Od jakiegoś czasu po prostu ocierałem się o szatynkę, powodując, delikatną gęsią skórkę na jej odkrytych ramionach. Nie miałem ochoty na konkretny seks, tak? Każdy wie, nawet dziecko, że wkładanie USB do różnych komputerów może nieś ze sobą wielkie prawdopodobieństwo złapanie niepotrzebnego wirusa, prawda? Cholera. Jestem nieźle popieprzony skoro nawet w myślach używam aluzji do komputerów.
            Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale Julka popchnęła mnie w kierunku toalety. Oczywiście, ze podświadomie już wiedziałem co ona zamierza, tak? I nawet liczyłem na to. Pocałowała mnie w policzek, a ja czułem, że robię coś naprawdę głupiego. Kac moralny? Och nie, to mi minęło. Teraz jedynie będę miał wrażenie, ze robię coś naprawdę niedozwolonego.
            Popchnęła mnie na ściankę działową od kibla, a ja usłyszałem przytłumioną muzykę. W sumie nawet nie wiem kiedy i jak zeszliśmy po tych przeklętych schodach. Zauważyłem, że szatynka zamyka drzwi na skobelek, a ja przez chwilę miałem ochotę uciec z dala od niej. Zaczęła obcałowywać moją twarz, i po chwili zjechała pocałunkiem na szyję, a potem klęknęła przede mną. Cholera. Zawsze mam wrażenie, że to uwłacza kobietom, ale nie tym razem. Teraz zdaje mi się, że to nie był jej pierwszy raz w toalecie, gdzie, mówiąc grubiańsko, obsługiwała jakiegoś kolesia.
            Oparłem jedną rękę na przeciwległej ściance działowej, a drugą wplotłem w jej brązowe fale. Czułem jak obdarowuje moje pachwiny delikatnymi pocałunkami, a następnie zaczyna obciągać mi ręką. No tak, teraz to musisz się trochę napracować, ale... Wyobraziłem sobie rudą czuprynę i ten cwaniaczki uśmieszek. Uśmiechnąłem się na samą myśl o niej, a po chwili poczułem jak puls mi przyśpiesza, bo poczułem jak zaczęła lizać główkę mojego penisa. Uff... Tak, to jest naprawdę świetne. Na dalej kociaku nie baw się ze mną. Weź go do buzi, weź no proszę cię! Taaaak. Gdy poczułem jak jej pełne usta biorą w posiadanie całego mojego przyjaciela, naprawdę przez chwilę poczułem się jak w niebie. Nie wiele mi trzeba było do szczęście. Poczułem jak Julka zasysa się, a główką uderzam o tylną ściankę gardła. Obserwowałem ją spod przymkniętych powiek. Widziałem jak mój członek pojawia się i znika w jej ustach. Chryste panie, muszę przyznać, bez obrazy oczywiście, ale robiła to jak profesjonalna dziwka. Chyba poczuła, ze ją obserwuję, bo spojrzała na mnie od dołu, a ja poczułem serce w gardle. O matko. To naprawdę wygląda jakbym nie był tym pierwszym. Chyba mi niedobrze się zrobiło...W momencie gdy skończyłem, w jej ustach oczywiście, ona wszystko połknęła. Spojrzała na mnie, nadal klęcząc i widziałem dokładnie jak jej przełyk się porusza. Wytarła usta i pomogłem jej wstać. Spoglądałem w jej oczy, wyobrażając sobie, ze zamiast niebieskich tęczówek widzę te dwa czarne krążki, które ma ona.
            Julka spojrzała na mnie z uśmiechem i pochyliła się, by mnie pocałować, usta. Przekręciłem głowę w lewą stronę. Nie ze mną te numery, młoda panno!
     - No chyba oszalałaś! Nie będę cię całował, dopiero co zrobiłaś mi loda w kabinie, na Boga. - Powiedziałem cicho, a po chwili trzymając się za ręce wyszliśmy z łazienki po to by wrócić na parkiet. Nie to, ze robiła mi loda a potem chciała się całować. Tu wcale nie o to chodziło, mimo, ze naprawdę było to dość obleśne. Po prostu uważam, że pocałunki powinny być przeznaczone wyłączenie dla zakochanych. A szczególnie takie gdzie występuje forma 'usta-usta'.
            Jednak teraz zabawę można kontynuować!






Niall

            Kac to jest coś czego nikomu nie życzę. Nawet największemu wrogowi. Syndrom dnia poprzedniego jest naprawdę bolesny. Myślałem, ze zdążyłem już z tego wyrosnąć, po tylu imprezach na których byłem, ale zawiodłem się. Przed sobą miałem wielki kubek z gorącą, czarną, niesłodzoną herbatą, którą zrobił Liam. Siedziałem w kuchni wraz z Panyem oraz Malikiem i każdy z nas miał masakryczny ból głowy. Ja to wiem dlaczego, bo piłem wraz z Li w nocy do upadłego w pobliskim pubie, dopóki do domu nie ściągnęły nas dziewczyny. To było... słodkie. Poczułem przyjemne ciepło w miejscu gdzie bije mi serce, bo wreszcie ktoś się mną zainteresował. A może, martwiły się bardziej o Daddy'iego? Nie wiem i chyba nawet nie mam zamiaru wiedzieć...
            Cisza w kuchni była naprawdę kojąca dla mych uszu. Mogłem wreszcie odpocząć w gronie przyjaciół, mimo, ze nie było wszystkich obecnych. oparłem czoło na blacie kuchennym chcąc jedynie powrócić do łóżka, jednak wiedziałem, jak to się skończy. Już wczoraj jak byłem odtransportowywany było zapowiedziane mi, że jeśli nie pojawię się rano na śniadaniu, mogę wynająć łódź. Tylko po kiego wafla mi łódka w pokoju?! Coś wewnątrz mojej głowy mówiło mi, ze nie chcę wiedzieć. Tak więc teraz opierając swoje czółko o blat siedzę i kontempluję nad bytem i nie bytem we wszechświecie.
     - Gdzie Ty tak wczoraj balowałeś? - Dobiegł mnie głos Malika. O no proszę, odzywasz się do mnie? Jakie to miłe z Twojej strony.
     - Emm... w pubie? - Odpowiedziałem z chrypką.
            Usłyszałem prychnięcie i to zmusiło moje umęczone lice do podniesienia się.
     - Coś ci nie pasuje?
     - A wyglądam na takiego, któremu wszystko pasuje? - Warknął Zayn, a ja poczułem, ze chyba tracimy wspólny kontakt. To przykre, naprawdę. chciałem już mu zripostować coś w stylu, żeby poszło mu w pięty, ale nie mogłem. Nie dlatego, ze nie pozwalało mi na to sumienie, bo tym to się nie martwiłem. Po prostu Liam wpieprzył się do naszej uroczej rozmowy.
     - Zamknąć się oboje. Zachowujecie się względem siebie jak totalne narcystyczne dupki. Zamilknąć, podać sobie rączki, wyznać miłość i siadać na dupach, bo inaczej jednego i drugiego zabiję. - Warczał cicho Liam. Spojrzałem na Daddy'iego, a po chwili połączyłem swoje oczy wraz z oczami Zayna.
            Ledwo zauważyłem rękę przyjaciela, gdy po prostu, sam od siebie rzuciłem mu się w ramiona. Wspomniałem może, że kocham się przytulać? To jest jedna rzecz, która wychodzi mi doskonale. Wielbię tulić i być tulonym, bo to daje mi wewnętrznej siły do życia. Taki prądzik, który jest naprawdę miłą częścią mnie.
     - Awwww! Ane czy ty to widzisz? Jakie to urocze! - Usłyszałem głos mojego osobistego Aniołka i momentalnie odskoczyłem od Malika. Poczułem jak policzki pokrywają mi się zdradzieckim różem. Niech przeklęta będzie jasna karnacja! Zayn również poczuł się odrobinę zakłopotany.
     - Czemu od siebie odskoczyliście? - Ujrzałem uniesione, w geście zdziwienia, brwi rudej.
     - Bo tak. - Burknąłem cicho, siadając z powrotem na krzesełku.
            Obie dziewczyny zmierzyły wzrokiem całą naszą trójkę, a po chwili wybuchły śmiechem. Chyba nie załapałem ich humoru, ale sądząc po minach Liama i Zayna oni też nie za bardzo je ogarniali. No dobrze, to wy tu postójcie, a ja pójdę zadzwonić po panów z białymi kaftanikami, dobrze?
            Jednak nic co dobre nie trwa wiecznie. Mimo, ze dziewczyny chichotały jak potłuczone, to nawet naszej trójce pojawiły się delikatne uśmieszki. Ane wraz z El piły herbaty, tak jak my również bez cukru, siadając po przeciwległej stronie blatu. Iście sielankowa atmosfera, jednak jak już wcześniej wspomniałem, nic co dobre nie trwa wiecznie, tak więc do kuchni przyszedł Styles. Gdyby był sam to mógłbym uznać ten dzień za jeden z tych lepszych, ale pojawiła się także Julia, której nie trawię. Nie tak jak mojego aniołka, po prostu wydawała mi się strasznie odpychająca. Coś w jej postawie kazało mi z nią nie zadzierać.
     - Siema ludziska! Co was tu tak dużo? - Wyszczerzył się loczek uśmiechając się promiennie. Rękę dam sobie uciąć, że miał ciężką noc, ze względu na to, iż nie było go w domu i pewnie wrócił nad ranem. A bynajmniej później niż ja.
            Ane zmierzyła zimnym wzrokiem szatynkę i dopiero teraz zauważyłem dziwne szramy na policzku rudej. O fuck! Biły się?! Dlaczego ja tego nie widziałem? Jęknąłem w duchu.
     - Mam nadzieję, ze trzymałaś z dala swoje łapska od niego.
     - Ależ oczywiście, że pomacałam go w twoim imieniu.
            Dwa zdania których nie rozumiałem, bo one jak na złość zaczęły nadawać w swoim ojczystym języku. Szlag by to. Widziałem tylko, jak z coraz większą złością mówi ruda, oraz coraz większą złośliwą satysfakcję na twarzy szatynki. Brakuje mi jeszcze popcornu i napisów do ich rozmowy i mógłbym naprawdę mieć zajebistą komedię. 
    - Dziewczyny! Spokój! Ane, wyjdź, Julka weź spierdalaj na drzewo. Kurwa, jaka patologia! - Warknęła Eliza. Obie jak na komendę zamknęły się i spojrzały ze zdziwieniem na blondynkę. Zrozumiałem tylko dwa słowa, ale może dlatego, że to były przekleństwa? A tego to człowiek najszybciej się uczy!
            Chciałbym dalej patrzeć na to urocze zjawisko, jednak Ane posłusznie wyszła, a Julka tylko uśmiechnęła się ironicznie. Ej, to nawet ja i Styles nie jesteśmy takimi skurwysynami, tak? Coś czuję, ze jeszcze nie raz będę świadkiem kłótni Julka - Ane, ale... naprawdę zapowiada się fascynująco.
     - To co dziś robimy? - Spytał Liam, który, jak zwykle oczywiście, najszybciej wyszedł z szoku. Wzruszyłem ramionami godząc się na wszystko co zaproponują. Jedyne czego bym pragnął to pozostanie w domu.
     - Może jakiś film? - Spytałem na głos. Odpowiedziały mi potakujące pomruki. Film. to jest to! 







_______________________________________ 
    I jest już 12. Mogłabym się tłumaczyć, ale to bez sensu. Bo jedyne co przychodzi mi na myśl to matura, którą pisałam ostatnio, z matmy.  Wybaczcie, ze musieliście tak długo czekać. Mam nadzieję, że rozdział wam się chociaż odrobinę podoba. A dedykuję go: irrepressibless, za to że fangirlingowała ostatnio i nazwala mnie 'Szekspirem od seksu', kochana powiem ci jedno: idź się lecz! 
    A teraz kochani ciągle zapraszam na mojego Zialla gdzie jest już i prolog i pierwszy rozdział.
    A ja znikam, do poczytania, love ya!

niedziela, 5 sierpnia 2012

Jedenaście.



Eliza

            Zapewne nie raz każdy z was miał fazę największego, że tak powiem, wkurwienia, prawda? Jest to czas w którym można zabić druga osobę i czuć przy tym jedynie przyjemne uczucie. Tak było i w moim przypadku. Na początku dzień naprawdę był piękny. Poszłam sobie na lody z Liam'em i Julką, a suma sumaru byłam sama z Daddy'm. W momencie gdy tylko przekroczyłam próg domu poczułam się jak w przedziwnej grotesce. Ane była roztrzęsiona i chyba nie ogarniała niczego. To dość niecodzienny widok, ale nie wnikajmy. I tak mi powie, potrzeba jedynie czasu na to. Gdy tylko dowiedziałam się, iż Malik nadal siedzi w swoim pokoju, poczułam pierwszą falę mojego zdenerwowania. Powstrzymując Payne'a od zbrodni, sama udałam się do Zayna, chociaż to chyba nie najlepszy pomysł.
            Weszłam bez pukania - warto zauważyć - do pokoju Mulata. Pierwsza rzecz jaką zrobiłam, nawet nie spoglądając na chłopaka, było wyłączenie tego czego on słuchał. Mi w ciągu minuty pękała głowa, a on co? Leżał i nie kontaktował ze światem. Podeszłam do niego powoli, bo może nie żył? Nie no taki kiepski żart. On gapił się w sufit i mamrotał sobie coś pod nosem.
    - Zayn? - Spytałam siadając na brzegu łóżka. A może rzeczywiście miał on problemy psychiczne? I może potrzebuje iść do specjalisty? Tylko dlaczego to ja się nim zajmuję? - Człowieku co ci dolega?
            Spojrzał mało przytomnie na mnie, ale uśmiechnął się szeroko. A raczej wyszczerzył się tak jak pozwoliło mu jego pijacki odruch.
    - O, Eliza. A wiesz, ze muszę coś ci ważnego powiedzieć? - Spytał przekrzywiając głowę w jedną stronę. W tej chwili przypominał mi szczeniaczka, który czeka na smakowity kąsek ze stołu. Zaprzeczyłam ruchem głowy, dając znak, ze nie wiem co chciałby mi powiedzieć. On usiadł i chwycił moją rękę. Poczułam się odrobinę nieswojo, gdyż nienawidziłam cielesnego kontaktu z kimkolwiek, ale... zrobię wyjątek. Ten jeden jedyny raz.
    - El, wiesz co? Mam geja... gejaja... gujj... kurwa! Zajebisty pomysł! - Wykrzyknął podekscytowany Malik. I ja mimo tego, że wątpiłam w genialność owej idei zachęciłam go do dalszego mówienia.
    - Wiesz co? Ucieknijmy razem! Tylko ty i ja! Na jednorożcu! I zamieszkamy na końcu tęczy, dobrze? Albo na chmurce, nie jestem pewny co jest lepszym rozwiązaniem. Wydaje mi się, ze chmurka, co ty na to?
           Z całych sił starałam się nie roześmiać. Naprawdę. Pijany człowiek, a szczególnie facet, to często dość zabawny osobnik. Zachowałam pełną powagę i patrząc w te zamglone, naprawdę śliczne, oczy odpowiedziałam:
    - Wybacz, ale bez adwokata nie odpowiem na to.
    - O! To ja wiem! Zamieszkamy wewnątrz bańki mydlanej! Tak, to jest genialny pomysł.
            Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
    - Z czego się śmiesz? - Spojrzała na mnie podejrzliwie, przechylając się w moim kierunku jeszcze mocniej. Wytarłam wierzchem dłoni łzy, które znalazły się w kącikach oczu.
    - Z niczego, sunshine, ale wiem jedno, jeśli zaraz nie wyjdziesz z pokoju i nie zaczniesz żyć, zrobię ci krzywdę. Mówię poważnie - powiedziałam całkiem serio. On spojrzał w moje oczy, a ja poczułam się jakbym traciła cząstkę siebie.
    - Wiesz, muszę ci coś ważnego powiedzieć. Ale nie wolno ci się śmiać!
    - Obiecuję. Słucham.
    - Kocham cię.
    - To świetnie, czekaj... co?! - Krzyknęłam. Zaraz co ON powiedział? Niech on to powtórzy. Spojrzał mi hardo w oczy, i mimo tego, że wiedziałam iż jest pod wpływem, wiedziałam, że mówi najszczerszą prawdę. Bo przecież pijany człowiek wypowiada myśli trzeźwego, prawda?
    - Kocham cię. - Zayn powtórzył ostatnie dwa słowa, a ja poczułam jak mi się usuwa grunt pod nogami.
    - To przestań.
            Odparłam jak najbardziej chłodno. Nie bacząc na to, że on nadal trzymał moją rękę próbowałam się wyrwać z jego uścisku i udać się do 'siebie'. Biorąc pod uwagę fakt, że on jest facetem, a ja mam tyle siły co ślimak na sterydach wszystko zakończyło się fiaskiem. Trzymał mocno mnie za rękę, prawdopodobnie za chwilę stracę w niej czucie, ale nie o to chodzi. Jego uścisk był na tyle śliny, że jedynie co wywołał u mnie to gniew. Spojrzał na mnie wściekły, ale to jedynie wzmocniło mój stan.
    - Wypuść mnie Malik, albo pożałujesz. - Syknęłam przez zęby patrząc ze złością na niego.
    - Pfff, chciałabyś. - Warknął, jakby był trzeźwy.
            Oj Zayn, Zayn... nikt ci nie mówił, że nie wolno bawić się ogniem, bo można łatwo się sparzyć?




Ane

            Gdy tylko dwójka przybyszów zniknęła, na schodach poczułam się odprężona. Teraz ja nie mam żadnych problemów, i nie muszę się o nic martwić. A, że karma to złośliwe zwierzę, po chwili usłyszałam wrzask i niedługo potem tupot dwóch par nóg. Czyżby dalszy ciąg show pod tytułem "Spokojny dzień w domu One Direction"? No w ogóle bym się tego nie spodziewała.
            Zobaczyłam Liama i zakrwawionego Harry'ego. Aż tak ostro się zabawiali? No kto by przypuszczał...
    - Co się stało, Styles? - Spytałam cicho racząc swoje wargi w soku, który wlałam przed momentem do szklanki. Harry spojrzał na mnie jakbym zabiła mu kogoś z rodziny. Jak słodko.
    - Wpadłem na ścianę. - Warknął jedynie Curly, na co Liam prychnął pod nosem. Nie mogłam się powstrzymać i zachichotałam.
    - Och, na serio? To dlatego, on patrzy na ciebie jak na psychopatę, a Horan właśnie wyszedł z domu? Bardzo agresywna ta twoja ściana.
            Powiedziałam ironicznie uśmiechając się przesłodko. Styles spojrzał na mnie z taką nienawiścią, że przez moment zastanawiałam się, czy możliwe jest iż mi walnie. Tak po prostu. Jego oczy ciskały takie złowrogie błyski, że gdyby był bazyliszkiem mogłabym już być martwa. Widziałam, że chciał mnie uderzyć, ale rozmyślił się. Stałby się damskim bokserem, a tego nawet on nie mógłby znieść. Nie uderzy mnie. Nie uderzy, prawda...?
           Podszedł do mnie i spojrzał z wściekłością w moje oczy, a po chwili wyszeptał mi do ucha bardzo złowrogie słowa.
        - Pamiętaj Ane, że mieszkasz u mnie i żyjesz na moich zasadach. Radziłbym uważać na niektóre słowa, bo to może skończyć się bardzo nieprzyjemnie. - Mówił cicho wprost do mojego ucha.
            I nie wiem czy specjalnie czy przypadkiem, ale jego usta delikatnie muskały moją małżowinę uszną. Poczułam przyjemne dreszcze, mimo tego wiedziałam, że ma racje. Ma cholerne prawo mówić do mnie w ten sposób, gdyż przebywam na "jego" terenie. Po chwili on wyszedł z kuchni, a po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi od pokoju na górze. Tutaj chyba nikt nie umie normalnie zamykać drzwi, prawda? To przecież takie skomplikowane.
           Spojrzałam na Liama, który wyglądał jak kwiat lotosu. Nie. Wróć. Wyglądał jakby powtarzał sobie w myślach formułkę "jestem kwiatem lotosu na tafli spokojnego jeziora". Tutaj chyba wszyscy są na dragach, albo odwiedzają dyskretnie psychologów. Każdy z nich, razem i z osobna, jest tak samo popieprzony, ze razem tworzą mieszankę wybuchową. Czasem tylko, gdy nieodpowiednio się ich zmiesza, potrafią naprawdę sprawić, ze każdy chce się znaleźć tysiące kilometrów dalej od nich. Podejrzewam, że wszyscy mają tutaj permanentny okres przed miesiączkowy. Podenerwowani, ironiczni, złośliwi...
    - Mój Boże, z kim ja muszę mieszkać?! - Westchnął Liam, a ja spojrzałam n niego. Pocierał dłońmi skronie i wyglądał na naprawdę zmęczonego całą tą farsą. No ale, kto by nie był?
    - Wiesz... ty z nimi też pracujesz. - Powiedziałam cicho. On tylko zrobił bardziej zrezygnowaną minę.
    - Ty naprawdę nie umiesz pocieszać, wiesz? - Powiedział w moim kierunku uśmiechając się delikatnie. - Nie kopie się leżącego, na Boga. Dobra robię wypad z tego domu wariatów, bo nie mam ochoty znów szargać swoich nerwów. Na razie!
            Powiedział na wydechy Payne, a ja jak zawsze zrozumiałam tylko połowę jego wypowiedzi. Ten Brytyjczyk ma to do siebie, że mówi z prędkością światła, a do tego ten akcent. To naprawdę może być irytujące, ale na swój sposób jest słodkie.
           Odłożyłam szklankę na pulpit za mną i ruszyłam zobaczyć jak sobie radzi Elizka i czy czasem nie potrzebuje mojej pomocy. Super Ane, zawsze pomoże! Ale tylko przyjaciołom ma się rozumieć. W momencie gdy dochodziłam do schodów usłyszałam ciche chrząknięcie od strony salonu. Zerknęłam w tamta stronę by po chwili tego  żałować do końca pobytu w Londynie.
            Na kanapie siedziała bezczelnie Julka i przyglądała się mi ze złośliwym uśmiechem. Wspominałam może, jak bardzo jej nienawidzę?
    - No proszę któż tu się pojawił w domu. Co londyńskie powietrze nie służy twoim włoskom? Och jakże mi przykro. - Powiedziałam ironicznie, po to tylko by wiedziała, że może iść sobie w cholerę.
    - Nie złość się kochana, bo złość piękności szkodzi... och wybacz! Tobie to już raczej nic nie zaszkodzi. - Odparła z bezczelnym uśmiechem, a ja poczułam, ze zaraz rozerwę jej aortę. Ciekawe czy komuś by to przeszkadzało? No i najważniejsze: czy ona coś by poczuła? To w końcu jedynie maleńka aorta, która kontroluje przepływ krwi, ale kto tam na to patrzy? Jedna aorta w tę czy we w tą...
    - Dziecko, czy Ty masz jakiś problem emocjonalny? Jak tak to zabieraj swoje grabki, wiaderko i łopatkę i wypierdalaj z tej piaskownicy. Dobrze wiesz o co mi chodzi. - Warknęłam ze złością. Nawet Styles nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi tak jak ona.
            Julka wstała i podchodziła do mnie wolno, jak spłoszone zwierzę.
    - Ane nie udawaj, ze nie wiesz. Wiem, że byłaś z Kubą. Wiem, że zależy ci na Loczku tak jak na nikim innym. Wiem też, że mnie nienawidzisz. Nie jestem głupia... Swoją drogą zapomnij o Brytyjczyku. On będzie mój. - Warknęła mi w twarz. Boże jaką ja mam idealną okazję by napluć jej w tą fałszywą twarzyczkę. Ale nie ja. Jestem miła, kulturalna i nie przeklinam.... ychy. Dobry żart, kolejny poproszę.
    - Słuchaj, ty fałszywa, zołzo. Nic mnie nie obchodzi co Ty wiesz, a czego nie wiesz, ale spróbuj tknąć swoim grubym paluchem jego, to jak matkę kocham, zniszczę cię. - Powiedziałam do niej cicho.
            Uśmiechnęła się złośliwie.
    - Ktoś tu jest zazdrosny.
            Prychnęłam pod nosem.
    - Chciałabyś. Wątpię by chciał się wiązać z taką, wybacz za takie określenie, ale naczelną kurwą jaką jesteś. To nawet ja mam więcej honoru, i nie odbijam nikomu partnerów. Sama pod sobą kopiesz dołek Tomaszewska. - Brunetka prychnęła pod nosem. Doskonale wiedziałam, że nienawidziła gdy ktoś do niej mówił po nazwisku. Spojrzałam na nią z pogardą hamując się ostatkiem sił, by jej nie zabić. Chciałam ją wyminąć i kontynuować to co zaczęłam, czyli pójście do Elizy, ale ta Julka wszystko mi to utrudniała.
    - Ane, ty pusta idiotko. Mówiąc o 'kurwieniu się' masz na myśli mnie czy siebie? Wybacz, ale to TY masz gorszą opinię niż ja. I jeśli będę chciała pobawię się loczkiem czy tego chcesz czy nie. - Warknęła złośliwie w moją stronę. Odwróciłam się w jej kierunku patrząc z nieskrywaną nienawiścią na nią.
            Zaraz. Ktoś. Tu. Zginie. Kurwa.
    - Zresztą, wątpię by ktoś jaki jak on chciałby spać z taką dziewczyną jak ty. Dziewczyna z kryminalną przeszłością, kto by taką zechciał, co? 
            Powiedziała cicho patrząc na mnie z mściwą satysfakcją. Doskonale obie wiedziałyśmy, co miała na myśli. Jeden błąd, który ciągnął się za mną nieskończenie długo. I będzie się tak nadal ciągnął. Przekroczyłaś granice mojej równowagi duchowej, zdziro.
            Wydałam z siebie wściekły ryk i po chwili rzuciłam się na brunetkę. Zaczęłam j ą drapać, ciągnąc za włosy i rzucałam co chwilę mało przyzwoitymi inwektywami. Miałam ochotę posmakować krwi wroga. A, ze napatoczyła się ona, to dla mnie lepiej. Nie pozostawała mi dłużna i już po chwili poczułam, jej pazury na moim policzku. Ty wredna mendo! Podrapałaś mnie! Chciałam jej skręcić kark. Chciałam napluć jej w twarz. Chciałam ją zabić! Ale nie, bo ktoś mnie musiał od niej odciągać! CZY JA SIĘ, KURWA,  PROSIŁAM O TO?! Nie!
    - ANE PRZESTAŃ, ZROBISZ JEJ KRZYWDĘ! - Usłyszałam wrzask Louisa. W tej chwili naprawdę mnie to nie obchodziło, że to Tommo mnie od tej zdziry odciąga. Nie obchodziło mnie to.
    - JA TEGO WŁAŚNIE CHCĘ! - Wrzasnęłam nadal starając się wyrwać z silnego uścisku Tomlinsona. Spojrzałam jak Scarlett pomaga wstać z podłogi Julce. Przestałam się wyrywać. - Mógłbyś mnie puścić? - Warknęłam cicho. Lou spojrzał na mnie z ukosa, nadal trzymając w swoich ramionach.
    - A będziesz grzeczna?
    - Tak tato.
            Odparłam potulna jak baranek. Gdy tylko Lou mnie puścił otrzepałam się, poprawiłam włosy i patrząc z jawną pogardą na Julkę powiedziałam po polsku:
    - Lepiej nie wchodź mi w drogę, Tomaszewska, bo następnym razem nie skończy się to dla ciebie tak dobrze jak dziś. Ja tylko grzecznie ostrzegam.
            I wyminęłam pozostałą trójkę chcąc wreszcie dojść do Elizy. Jednocześnie zastanawiał mnie fakt. Czy tutaj wszyscy mają syndrom Superman'a? Weszłam szybko na piętro, przyciągana dziwnym uczuciem podbiegłam do pokoju Malika. Prawdopodobnie nie wyglądam za dobrze, i jest wysokie prawdopodobieństwo, że mam siniaki na ciele, ale kogo to obchodzi? Weszłam szybko do pokoju Mulata. Momentalnie mnie włączył się pierwiastek Super-Hero.



Eliza.

    - Eliza, Ty nic nie rozumiesz!
            Sapnęłam zniecierpliwiona. Ja nic nie rozumiem?! No to chyba jakaś kpina. Chciałam uciec z tego pokoju. A najlepiej z tego miasta. Chciałam wrócić do kraju, do Polski. Ale nie. Nie ja. Jestem pieprzoną masochistka i trzymam się na miejscu mimo bólu.
    - Nic nie rozumiem? Malik, kurwa mać, weź ty się ogarnij! Wpierw kłócisz się ze swoim najlepszym przyjacielem. Następnie w obronie przed światem chowasz się w swoim pokoju jak pospolity tchórz. To nie byłoby takie tragiczne, gdyby nie to, ze urżnąłeś się jak świnia! Jesteś niepoważny, chory psychicznie i jeśli JUTRO nie wyjdziesz stąd to... to...
            Spojrzał na mnie z kpiną, a ja znów nabrałam ochoty by poczuć po raz kolejny smak tych ust. Nie, Elizo weź ty się zachowuj. Wystarczy, że uganiasz się za jedną pieprzoną gwiazdką, prawda? Prawda.
    - To co? Nie mogę cię kochać?!
    - A rób co chcesz, tylko mnie puść!
            Zaczęłam się wyrywać. Czułam wręcz jak zaczynają mi się robić siniaki na ręce, wiedziałam co zrobić by ja zatuszować. Mimo, że obiecałam sobie, iż nigdy więcej tego nie zrobię, jestem zmuszona do tego. Robiło mi się na przemian ciepło i zimno i czułam, ze zaczynam drżeć jak w febrze. Pomocy?
    - PUŚĆ JĄ MALIK!
            Za moimi plecami rozległ się krzyk Ane. Zayn puścił moją rękę i spojrzał zrezygnowany w stronę rudej. Boże, dziękuję ci za nią.
    - Czyś ty zgłupiał do końca?! Ile Ty masz lat człowieku? Pięć czy dziesięć?
    - Mam dwadzieścia trzy lata. - Burknął pod nosem.
    - No chyba nie. Dobry żart, następny poproszę! Zachowujesz się gorzej jak dzieciuch nie patrząc na to, że robisz wszystkim wokół krzywdę. Laska cię opuściła? Tez mi problem. To nie twoje zmartwienie, tylko kolesia z którym teraz jest. Swoją drogą, trudno ci znaleźć jakąś chętną? Z tym ciałem, wyglądem i będąc tym Malikiem? Człowieku, masz czas do jutra i radziłbym ci się ogarnąć. A jeszcze raz zauważę, że robisz coś nie tak. To przyjdę i spuszczę ci łomot tak jak zrobiłam to Julce. - Warknęła cicho Ane, a mi na koniec jej rozmowy rozszerzyły się oczy. Pobiła się z Julką? No proszę. Czemu w ogóle nie jestem zdziwiona...?
            Patrząc na Zayna, nie odzywając się ani słowem, wyszłam z tego pokoju i udałam się wraz z Ane do niej. Coś czuję, ze obie będziemy miały długa pogadankę w nocy.





________________________________________

            No i jest 11stka. Wybaczcie, ze dopiero teraz, ale wena jakoś mi uciekła. Podobają mi się niektóre teksty w opowiadaniu. I gdzieniegdzie są rozmowy, sytuacje z mojego prawdziwego życia. I wybaczcie za błędy, które na pewno są, ale równocześnie 4 osoby domagają się rozdziału. Potem poprawię!
             I ogromniaste MASSIVE THANK YOU za ponad 5 000 odwiedzin. Jestem taka szczęśliwa!
             Anyway: Założyłam drugiego bloga, z Ziall'em, tak dokładniej FINAL-SOUFFLE zapraszam serdecznie.
            Będę wdzięszna za każdy komentarz umieszczony pod tym rozdziałem. Buźka!

sobota, 21 lipca 2012

Dziesięć.



Liam

            Czy ktokolwiek wie jak to jest znaleźć się pomiędzy dwiema, naprawdę gorącymi, dziewczynami i nie móc ich dotknąć? Chociaż... można je dotknąć. Przecież to nic złego, prawda? Szkoda tylko, że prawdopodobnie potem dostałbym w twarz. Z zaciśniętej pięści. I to bardzo mocno. Wpierw dostałbym od Styles'a, za dotykanie 'jego' zdobyczy, a następnie od Malika i Horan'a. Zaiste zajebista perspektywa. Naprawdę o tym marzę, by dwóch - bo Niall'a to ja pewny nie byłem - przyjaciół przybijało mi piątki w twarz.
            W każdym bądź razie, aktualnie przemieszczałem się koło Tamizy, wraz z Elizą i Julią. Sam potrzebowałem odrobiny świeżego powietrza. W domu unosiła się toksyczna atmosfera. W sumie El, tak jak ja, dusiła się w tych czterech ścianach. I chyba domyślam się dlaczego. W teorii moje pytanie brzmi: Co się dzieje. A w praktyce dobrze wiem co jest grane. Nie jestem przecież idiotą. Kto by wytrzymał tak długo z takim dupkiem jak Niall? Zresztą o ile ja chciałem być jak najdalej Scarlett, o tyle Eliza (według mojego zdania) nie chciała być powodem naszej nierozłącznej dwójki. Pierwszy raz widzę, by dwóm przyjaciołom spodobała się ta sama dziewczyna. To na pewno źle się skończy. Będą ofiary. Prawdopodobnie śmiertelne.
            Czy tylko ja zauważyłem, ze w naszym zespole panuje rozłam? Oczywiście, od dłuższego czasu wszystko wychodziło nam na opak, i mamy rozłam, ale jeszcze nigdy na taką skalę! Zayn siedzi w pokoju i nie wychodzi z niego. Jako ten 'najmądrzejszy' wyprosiłem u Ane, żeby odwiedziła go. Dziewczyna ma tyle werwy by spróbować go wyrwać stamtąd. Nie istotne jest to w jakim on stanie pojawi się wśród żywych, grunt by wrócił. Nialler przecież też się zamknął w pokoju, prawda? Tylko jego 'fenomen' polega na tym, iż z nikim nie rozmawia. Nie odzywa się do nikogo. Ponownie wykazałem się heroizmem i poprosiłem Harry'ego by polazł do blondyna i go ogarnął. Zresztą jeden i drugi zachowuje się jak skończony dupek, to pewnie się dogadają, co nie? Oboje muszą się jakoś uspołecznić w innym wypadku nie wyrobię i zabiję ich. Tępym widelcem. A co do Louisa i jego panienki, to... poproszę następne pytanie! Chociaż jedyne czego chcę i co mnie interesuje to, to żeby Lou był szczęśliwy. Co prawda nie na rękę mi to, że będzie układał swój mały domek kart akurat z nią, to życzę mu jak najlepiej. Przyjaciele przede wszystkim.
            A do tego moje sumienie przebudziło się ze snu. Ono wpierdala mnie od środka, to poczucie winy niszczy mnie. Wypala od środka. Czy wyjawię Louis'owi to co zrobiłem?
    - To... może jakieś lody? - Dobiegł mnie z oddali głos Elizy. Czyżbym znów się wyłączył i odpłynął myślami? Zerknąłem na blondynkę, która uśmiechała się delikatnie. Wspomniałem może, że ma naprawdę ładny uśmiech? Taki naturalny, nie wymuszany, taki... świeży. Uniosłem kąciki ust.
    - Lody? Jak dla mnie bomba. - Odpowiedziałem z uśmiechem. Odpowiedziała mi również z promiennym uśmiechem, i już wiedziałem czemu dwóch kretynów się o nią sprzecza. Była powiewem świeżego powietrza w tym zapyziałym Londynie. Ale jak już wspomniałem, nie miałem zamiaru kręcić z nią. Śmiem twierdzić, że sytuacja jest wystarczająco skomplikowana, prawda?
    - To gdzie pan Payne proponuje te lody zjeść?
    - Proponowałbym Eden, gdyż jedzenie u nich to czysta rozkosz. Aczkolwiek to zostawiam Tobie do przemyślenia. No i oczywiście Tobie Julio. - Odpowiedziałem, kierując głowę w druga stronę. Jakie było moje zdziwienie, gdy nie dostrzegłem nikogo. - A gdzie jest Julia?
            Naprawdę byłem zdezorientowany. Wpierw byłem z dwiema dziewczynami, szedłem z nimi przez Tamizę, a teraz co? Poof. I jest jedna. Ta najspokojniejsza. Ta najbardziej rozdarta. Zerknąłem ponownie na blondynkę, a ta przyglądała się mi jakbym miał jakąś chorobę umysłową. Wydała jakiś dziwny pomruk. Wspomniałem też, że jak naprawdę się zirytuje mówi po polsku? Zawsze mam wrażenie, że mówi bardzo brzydkie rzeczy, ale no cóż.
    - Poszła pozwiedzać okolice. I to dość dawno temu, wiesz? Zresztą to u niej naturalne. Stwierdziła, iż "gdzieś tutaj muszą być normalne gazele" - powiedziała cicho dziewczyna robiąc młynka oczami.
            Zaśmiałem się cicho, na co blondynka uśmiechnęła się delikatnie. Tak, to też dało się zauważyć, ze nikt nie pałał specjalnie miłością do Julki. A szczególnie Ane. Ta jej otwarta wrogość i chłodne reakcje rudej do brunetki, były tak fascynujące, ze czasem miałem ochotę usiąść z popcornem w ręku i obejrzeć ich show. Aczkolwiek to groziło strzałem z rykoszetu. Zresztą nikt po za Styles'em nie lubił tej całej Juleczki. Wszystkim działała na nerwy, a szczególnie dziewczynom. No ale cóż. Swój do swego ciągnie, i mam tu na myśli Harry'ego i Julię, ale to mówi samo za siebie, prawda? On skurwiel, a ona wyrafinowana suka. Naprawdę dobrana para!
    - Ej, chwila... jakie gazele?
    - Nie wnikaj, dla własnego dobra. - Mruknęła pod nosem El, a ja po raz kolejny poczułem do niej przypływ sympatii. Gdy tak na nią zerkałem, rozmawiałem mogłem wyczuć, że jest dość kruchą postacią. Delikatną, na pewno. Miała w sobie coś takiego, co powodowało w człowieku odruch obronny. Coś wewnątrz ciebie kazało ci bronić jej postaci. Jakbym miał ochraniać małego kociaczka.
    - No dobra. - Otworzyłem drzwi do małej kawiarni, wpuszczając przodem dziewczynę. - Witam w najlepszej lodziarni w Londynie. - Mruknąłem cicho pod nosem.
            Dziewczę zaśmiało się cicho, a i moje kąciki ust zadrgały niebezpiecznie ku górze. Wyczuwam miły dzień spędzony w jej towarzystwie.



            Czas leci nie ubłaganie do przodu. Po zjedzeniu odrobiny lodów ruszyliśmy z powrotem do pieczary zła. Rozmawialiśmy na tak błahe tematy, że nawet specjalnie nie pamiętam. Chyba nawet wspomniałem cos o ziemniakach, na co ona zaczęła się przeraźliwie śmiać. Powiedziałem jakiś żart? Jestem pod wrażeniem Payne.
            W krótkim czasie dotarliśmy do domu. Gdy tylko weszliśmy wyczułem, ze nie jest za dobrze. Zresztą było słychać przytłumione dźwięki klubowej muzyki. Ktoś tu widocznie chce się od nas odseparować, tylko kto?  
    - Ane, co jest grane? - Zawołałem gdy tylko zauważyłem rudowłosą. Ona spojrzała na mnie trochę zaskoczona, zawstydzona, a delikatny rumieniec wstąpił na jej policzki. Chyba nie zrozumiem, jej do końca.
    - No bo, poszłam do Zayn'a, tak jak prosiłeś, wyszedł, nawet wyglądał jak człowiek. Albo raczej jak tania podróbka człowieka, i wtedy on przyszedł do kuchni. Bo zrobiłam mu kanapki, i wtedy... wtedy on zaczął się kłócić z dziewczyną Louis'a. Powiedział coś w stylu "uważaj, ona nieźle jebie w głowie", po czym zwinął kanapki i poszedł do pokoju. I to od niego dochodzą takie dźwięki... - Mówiła szybko dziewczyna. Połowy jej wypowiedzi nie zrozumiałem, ale wyczuwam, że nie jest za dobrze. Zayn znał Scarlett? Robi się co raz ciekawiej.
            Już chciałem udać się do Malika i wyjaśnić z nim tę sprawę, jednak wystarczył jeden ruch ręki Elizy bym się rozmyślił.
    - Zostań. Ja pójdę. - Prawie warknęła. Bóg mi świadkiem, że na jej twarzy widniało
wkurzenie w najczystszej postaci. Kiwnąłem twierdząco głową, a po chwili ponownie spojrzałem na Ane.
    - A gdzie Hazz?
            Dziewczyna nerwowo poprawiła kosmyk, który wpadał jej do oczu.
    - Nadal u Niall'a. Nikt nie wychodził. Jest tam cicho, ale boje się tam wejść. Domyślasz się pewnie dlaczego. - Mruknęła pod nosem. Ponownie pokiwałem twierdząco głową.
            Wszedłem, a może raczej wbiegłem, szybko po schodach. Nacisnąłem klamkę od drzwi do pokoju Irlandczyka i... zamarłem. Takiego widoku to ja się nie spodziewałem.






Niall

            To. Było. Dziwne. Ta cała sytuacja, jest naprawdę jednoznaczna. No hello! Czy ja tak dużo od życia oczekuję? Leżałem grzecznie w swoim łóżku, mając na wszystkich po prostu wyjebane. Nie chciałam z nikim gadać. Rozumiem, że to naprawdę trudno pojąć. No ale, nie. Nie w tym życiu, mój panie.
            Do pokoju wbił mi się Styles. Lepszy on niż, Daddy, prawda? Jasne, że nie! Aktualnie ten palant leży na mnie, krępuje moje nadgarstki nad moją głową. Zabierz swoje, pieprzone kolano, z mojego przyrodzenia, kurwa!
    - Mógłbyś, ze mnie spełznąć? - Warknąłem centralnie w jego usta. Zapomniałem chyba dodać, że usta tego czuba prawie dotykają moich? Tak chciałbym poczuć te śliczne usta w dolnej części mojego ciała i... Nie Horan, wcale tego nie chcesz, ty popierdolona cioto! No naprawdę, nie ma to jak nawrzucać samemu sobie.Naprawdę powinienem udać się do lekarza, i to w trybie natychmiastowym.
    - Może i mógłbym, gdyby nie to, że mnie obraziłeś. Ta zniewaga krwi wymaga - wyszeptał, przeraźliwe cicho, Styles. Curly po chwili oblizał swoje usta, przy okazji zahaczając koniuszkiem języka o moje wargi. O Boże, chcę więcej! Nie wcale nie chcesz, Nialler weź Ty się ogarnij, co? Fakt. Nie chcę. Potem chyba sumienie by mnie wpierdoliło. Do kościoła bym nawet poszedł byleby nic się nie stało.
    - Na mnie Twoje gierki nie działają, Hazz. Jeśli tak pragniesz seksu, to idź do Ane, bo według twego mniemania ona jest łatwa. Jesteś żałosny Hazz, nie umiesz zagadać do niej normalnie. - Wyszeptałem cicho prosto w jego usta, mrużąc wściekle oczy. Momentalnie zauważyłem jak jego oczy robią się ciemniejsze, a na twarzy pojawia się czyste wkurwienie. Chyba obudziłem Krakena.
    - Słuchaj Nialler. Chuj obchodzi mnie Twoje zdanie. Zresztą sam nie jesteś lepszy, wiesz? Wkurzasz się na Elizę, dlatego że, to Zayn zwrócił na nią swoją uwagę. A Ty, idioto, starasz się ze wszystkich sił ukryć fakt, jak ona ci się bardzo podoba, czyż nie? - spytał z mściwą satysfakcją.
            W następnej sekundzie, usłyszałem otwieranie drzwi, ale mało mnie to obeszło. Nie wiem jak to zrobiłem, ale uwolniłem się od kajdanek w postaci rąk Hazzy. Następnie, po prostu, przypieprzyłem młodszemu chłopakowi w nos. Agresja się u mnie włączyła. Chyba usłyszałem delikatne chrupnięcie, ale nie jestem pewny. Curly złapał się za krwawiącą twarz. Czekałem z utęsknieniem wręcz, aż ten palant wstanie i mi odda, ale w zamian usłyszałem jedynie:
    - PRZESTAŃCIE, KURWA! - To Daddy, wparował do mojego pokoju. Hej, a nie łaska zapukać, czy coś? Liam wszedł głębiej do mojego pokoju i podniósł oszołomionego loczka. Trzymając mocno Curly'ego ruszył wraz z nim do drzwi, obrzucając mnie zaszokowanym spojrzeniem. Nikt się tego po mnie nie spodziewał, prawda?
            Już prawie wychodzili, gdy Hazz się odwrócił i spojrzał na mnie.
    - Znam Twój słaby punkt, Horan. Lepiej mnie nie prowokuj, bo cię zniszczę. to moje ostatnie ostrzeżenie.
            Prychnąłem z pogardą. Już się boję. Drżę wewnątrz jak osika, widzicie? Pokazałem kulturalnie Styles'owi co o nim myślę za pomocą mojego środkowego palca. Nie odezwał się, tylko zmrużył wściekle oczy. Mam dość przebywania w tym wariatkowie. Czuję się jak na oddziale zamkniętym, a to zdecydowanie nie dla mnie. Idę pić na miasto. Yeah buddy.






___________________________________________

            Rozdział jest nijaki. Szału naprawdę tutaj nie ma. Ale tak jak obiecałam pojawia się po powrocie od F., z którą miło spędziłam czas (RUN, potato, RUUUUN; I ate your mother, bitch). Może niektórzy zauwązyli (albo usłyszeli ode mnie), ale mam zamiar zacząć pisać Ziall'a. Zabijcie mnie, ale tak jaram się tym połączeniem, że szok.
            Mam nadzieję, że mimo wszystko podobało wam się to coś powyżej. Jeśli przeczytałaś napisz cokolwiek w komentarzu, bardzo proszę. A i jeśli chcesz być informowany, o po prawej u góry jest zakładka 'powiadamiani', zostaw TAM jakiś kontakt. To tyle ode mnie, robaczki.
             Adios!

środa, 11 lipca 2012

Dziewięć.



Zayn

            Dwa dni spokoju, które skończyły się za szybko, jednak nic co dobre nie może przecież wiecznie trwać, co nie? Czterdzieści osiem godzin, które miały mi pozwolić ochłonąć na tyle bym nie chciał zabić Nialler'a. Dwa tysiące osiemset osiemdziesiąt minut, które pozwoliły mi osiągnąć, względny, spokój duchowy. Właśnie zacząłem trzeci dzień mojej marnej egzystencji. Teraz wszystko trafił jasny szlag. Moja równowaga duchowa rozsypała się jak jakiś pieprzony domek z kart, co w ogóle mi się nie podobało.
            Czy ja o tak wiele proszę? Chciałem się zabawić. Wreszcie wyluzować po latach zapieprzania, jak jakiś chomik na kołowrotku. Dlatego, między innymi, zdecydowałem się na wyjazd do Polski, a potem sprowadziłem do nas (raczej do mnie) Elizę wraz z Anną. To wszystko było na spontana, więc nie mogłem oczekiwać cudów. Tak się cieszyłem, iż znów zobaczę swoich przyjaciół i zapoznam ich z dwiema cudownymi dziewczyny, jednak dwaj kretyni zniszczyli wszystko.
            Z dnia na dzień było coraz gorzej. W naszym domu zapanowała totalna paranoja i chaos jednocześnie. Hazza zachowywał się jak rozkapryszona gwiazdka narzekając na wszystko i wszystkich. Głównym punktem zaczepienia była Ane. Natomiast Nialler chyba dostał w głowę. I to nie ode mnie. Zachowywał się jeszcze gorzej niż Styles, co doprowadzało mnie do szwedzkiej pasji. Horan NIGDY nie zachowywał się jak totalny skurwiel, ale widocznie teraz nadrabia stracone lata. Matko. Czy tutaj wszyscy pozamieniali się z mózgami?!
            Wstałem z łóżka, na którym leżałem przez ostatni czas. Otworzyłem najniższą szufladę w komodzie uparcie czegoś szukając. Gdy moja ręka natrafiła na zimną szyjkę butelki uśmiechnąłem się z satysfakcją. Wyciągnąłem naczynie i przyjrzałem się zawartości. Była do połowy pełna. No trudno. Tak bywa.
    - Zawsze coś. - Mruknąłem do siebie pod nosem.
            Odkręciłem gwint i podchodząc do okna wypiłem spory haust duszkiem. Raz. Dwa. Trzy. Cztery... Czułem jak ostry płyn płynie wewnątrz mojego gardła, paląc niesamowicie. Odstawiłem butelkę na parapet okna, czując jak w głowie powoli zaczyna mi się kręcić.
    - To przez to, że od trzech dni nic nie jadłem, i nie wstawałem z łóżka - powiedziałem do siebie. No pięknie. Zaczynam zachowywać się jak jakiś pierdolony schizofrenik. Zadzwońcie po sto dwanaście, jeśli mogę prosić.
    - Brawo Malik, staczasz się. - Szepnąłem do swojego odbicia w szybie. Chyba zacznę uważać to za normalny objaw mojej samotnej egzystencji. Gadam sam do siebie, bo prawdopodobnie brakuje mi towarzystwa, ale przecież sam się skazałem na takie wegetowanie, prawda? Gdzie logika i gdzie sens?
            Przyjrzałem się pogodzie za oknem i zostałem naprawdę mile zaskoczony. O dziwo na dworze nie padało, aczkolwiek nad miastem wisiały ciemny chmury. Otworzyłem okno i spoglądając na poranną panoramę Londynu zaczerpnąłem powietrza. Ranne, orzeźwiające i czyste powietrze, to jest to co przywraca mnie do życia. Zadrżałem od delikatnego chłodu, który wpłynął do mojego pokoju. To efekt tego, że stałem z gołą klatką piersiową przy otwartym oknie, będąc jedynie w spodniach od dresu. Było naprawdę chłodno, mimo tego, że lato było do tej pory dość ciepłe. Odetchnąłem głęboko, i wtedy dotarło do mnie, że o czymś chyba zapomniałem.
    - FAJKI! - Krzyknąłem podekscytowany. Rzuciłem się na łózko, zostawiając otwarte okno, gdyż za chwilę i tak będzie mi ono potrzebne, prawda? Zrzuciłem kołdrę z łózka, chcąc odnaleźć zagubioną paczkę papierosów. Nie było. Odrzuciłem poduszki, gdzieś w głąb pokoju, jednak pod nimi również nie było. Kurwa.
    - Gdybym był paczką papierosów, gdzie bym się schował?
            Odezwałem się do samego siebie, jakby to mi mogło pomóc. Trzeba wczuć się w mały prostokącik, w którym znajduje się moje ukojenie. Spokojnie. Pełen chillout.
            Zerwałem się z łóżka i w równym tempie upadłem na kolana, zaglądając pod nie. Zignorowałem ból, który promieniował od moich kolan. To chyba nie był zbyt dobry pomysł, by tak nagle upadać na kolana. Fuck. Rozejrzałem się dokładnie i wtedy odnalazłem to czego tak namiętnie szukałem. Wyciągnąłem rękę, by po chwili chłodnymi palcami dotykać zmiętą paczkę cameli. Wyprostowałem się, jednak nadal siedziałem na podłodze. Już chyba wiem jak czuje się ćpun na odwyku. Otworzyłem opakowanie i drżącą ręką wyciągnąłem jednego z papierosów. Włożyłem rulonik do ust i delikatnie trzęsącą się ręką odpaliłem nikotynę za pomocą zapalniczki. Zaciągnąłem się mocno i poczułem się jak w niebie. Odciągnąłem papierosa od ust wypuszczając dym przez usta.
            Wstałem z podłogi raz po raz zaciągając się papierosem. Chwyciłem ponownie butelkę wódki, którą wcześniej odłożyłem na parapet przy oknie. Gdyby nie to, że staramy się nie wychylać, paparazzie mieliby używanie na mojej osobie. Zarośnięty. Pije. Pali. Bad Boy from Bradford it's back, baby! No ja nie mogę, kurwa. Pierwszy, drugi, ... piąty łyk. To pali żywym ogniem, ale ten ogień jest dość przyjemny. Pozwala zapomnieć. A to zawsze coś, prawda?
            ŁUP, ŁUP, ŁUP.
            Za moimi plecami rozległo się delikatne walenie do drzwi. Czułem, że to nie Eliza, gdyż ona leciutko w nie stukała. Tak więc któż ośmielił się przeszkodzić mi w spokojnej, aczkolwiek marnej, egzystencji? Zaciągnąłem się po raz ostatni papierosem i wyrzucając niedopałek przez okno udałem się w kierunku drzwi.
    - Huhu! Znosi mnie! - Zachichotałem pod nosem. Przystanąłem i musiałem się zastanowić nad dość interesującą rzeczą. Czy ja zahukałem? Chyba zachowuję się jak niedorozwój, cóż...
            ŁUP, ŁUP, ŁUP.
            Ktoś natrętnie walił w drzwi. Nikt się nie odzywał, tylko to ciągłe stukanie irytowało mnie. Otworzyłem szybko drzwi, bojąc się, że ktokolwiek tam jest, zaraz mi je rozwali.
    - Ane?- Spytałe zaskoczony. Czego ona tu szukała? Szczęścia tutaj nie ma.
            Rude stworzonko, prychnęło pod nosem i mijając mnie w progu weszła, do mojego, pokoju. Zlustrowała surowym spojrzeniem całe pomieszczenie krzywiąc się nieznacznie. Po chwili usiadła na moim łóżku i spojrzała na mnie ze wściekłością. Zaraz... co?
    - W czym mogę pomóc? - Spytałem cicho, zamykając za nią drzwi. Przyjrzała mi się z uwagą, a ja poczułem się jak dzieciuch, który został przyłapany na czymś bardzo złym. Tylko, że ja grzecznie siedziałem grzecznie w swoim pokoju jedynie trzy dni. Westchnęła cicho i nadal wwiercając się w moją duszę, tymi przeklętymi oczami, spytała się mnie cicho.
    - Co jest grane? Nie mów, że nic. Od trzech dni nie wychodzisz z pokoju. W dodatku Nialler robi to samo, ale on mnie mało obchodzi. Nie jesz, nie wychodzi z pokoju, palisz, - zerknęła na butelkę w mojej ręce, jak i na pozostałe porozrzucane w pokoju. Widziałem wyraźną dezaprobatę w oczach. Abstynentka się znalazła. - Pijesz... Zacznij żyć! - Mówiła cicho, a ostatnie dwa słowa powiedział mi prosto w twarz, gdyż wstała i coraz bliżej do mnie podchodziła. To było dość niesamowite uczucie, patrząc z takiego bliska w jej ciemne oczy.
    - Ale Ty masz oczyska - Mruknąłem cicho, delikatnie chuchając jej w twarz. Skrzywiła się nieznacznie. Jej wzrok wyglądał jak studnia bez dna. Nie można było odróżnić gdzie zaczyna się tęczówka, a gdzie źrenica. Wyglądała przerażająco.
    - Masz kwadrans na pojawienie się w kuchni, albo zmuszę cię, w dość mało humanitarny sposób, do pojawienia się na miejscu. Piętnaście minut, Malik. - Powiedziała cicho, a po chwili wyminęła mnie i wyszła, delikatnie zamykając za sobą drzwi.
            Jednakowoż nie miałem zamiaru przekonywania się jaki jest jej "mało humanitarny" sposób na wydostanie mnie stąd szybko zabrałem swoją dupę do łazienki. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze i... wyglądałem okropnie. Dotknąłem swoich lekko zapadniętych policzków. Przejechałem opuszkami palców po ciemnych cieniach pod oczami. Zerknąłem sam sobie w oczy, i stwierdzam oczywisty fakt - moje oczy zrobiły się matowe. Nie błyszczą, nie ma w nich energii, są nieruchome.
    - O kurwa.
            Potrząsnąłem głową i szybko obmyłem twarz zimną wodą. Wskoczyłem też szybko pod prysznic, nadal delikatnie się zataczając. Picie na czczo nie jest chyba najmądrzejszą rzeczą jaką zrobiłem. Zdecydowanie nie. Wyszedłem dość szybko spod natrysku i ubierając się jako podróbka człowieka skierowałem swe kroki do kuchni.
            Tak na dobrą sprawę, to jestem nawet głodny. Zjadłbym kanapkę. Albo dwie. Ewentualnie cokolwiek, bylebym mógł uciszyć swój burczący żołądek. Wchodząc do kuchni zderzyłem się z jakąś drobną osobą. Zauważyłem Loius'a i Ann, którzy rozmawiali o czymś mało istotnym i nie zwrócili na mnie uwagi. Wdychając nosem powietrze poczułem zapach kobiecych perfum, który chyba znałem. Zerknąłem w dół, a moje serce stanęło.
    - Scar?
            Spytałem zdrętwiałymi wargami. To chyba jakiś koszmar. Ja się zaraz obudzę. Na pewno.
    - Hej Zayn. - Dobiegł mnie jej delikatnie zachrypnięty głos.
            Witamy w prawdziwym  życiu, gdzie wszystko jest popierdolone do kwadratu. Chyba tracę oddech, albo mi się wydaje. Skąd ona się tu wzięła?!
   - O Zayn! - Krzyknął Louis. Uśmiechał się jak naćpany, a ja nadal przyglądałem się Einan. To jakiś pieprzony koszmar. - Poznaj moja dziewczynę, Scarlett! - Mówił dość głośno Boo-Bear, jednak ja nadal gapiłem się na blondynkę.
    - Dziewczynę? - Spytałem jej ze ściśniętym gardłem. Spojrzała w moje oczy, jednak nie pozwoliłem sam sobie zatopić się w jej błękitnych tęczówkach. Nie tym razem. Czas zacząć trzeźwo myśleć. Nie pozwolę znów upaść na dno.
    - Zayn, ja... Przepraszam.
            Wyszeptała cicho. Uwaga bo się wzruszę. Prychnąłem pod nosem.
    - Przepraszam? Tylko tyle? Aleś się wysiliła! - Warknąłem do niej. Chciałem jak najszybciej stąd wyjść, ponownie zapomnieć.
    - Pozwól mi to wytłumaczyć! - Podniosła głos. Wspomniałem może, że miała strasznie hipnotyzujące oczy? Zupełnie jak Nialler.
    - Niby co chcesz tłumaczyć? Zostawiłaś mnie! W momencie gdy potrzebował ciebie, ty pusta idiotko, najbardziej! A teraz co? Nie jesteś ze mną to bierzesz się za kolejnego członka zespołu?! Nawet nie wiesz jak mi cię żal. Jesteś żałosna, Scarlett. - Wysyczałem do niej ignorując jej załzawione oczy. Jestem bez serca. Podniosłem wzrok i ujrzałem zielono-niebieskie tęczówki Louisa. Czyżby Einan nie pochwaliła się, że była w związku ze mną? Och chyba się popłaczę. To w takim razie o wielu rzeczach mu nie wspomniała, naprawdę bardzo mi z tego powodu przykro.
    - Lou? - Powiedziałem do zaskoczonego chłopaka, Boo-Bear od razu spojrzał mi w oczy.
    - Tak?
    - Uważaj lepiej. Ona nieźle jebie w głowie.
            Powiedziałem cicho, i zanim ktokolwiek zdążył zareagować wyszedłem z kuchni, uprzednio zabierając talerz z kanapkami z blatu stołu. Pewnie to Ann zrobiła, kochane dziewczę. Zresztą byłem głodny, prawda? Ruszyłem z powrotem do mojego azylu. Nikotyna i alkohol to jedyne czego mi trzeba.






Harry

            Dostałem polecenie Liama żebym wyciągnął Horan'a z pokoju. Nie ma to jak misja, w której powodzenie nie wierzę. W każdym razie wolę już ogarnąć Nialler'a, a niżeli miałbym "nawracać do życia" Malika. Serio. Mulatem zajmuje się Kawik, no i dobrze. Oboje mają wredne charaktery, a ja na ten moment nie mam zamiaru mieć z nimi kontaktu.
            Zapukałem cicho do drzwi, a po chwili wszedłem. Zauważyłem blond czuprynkę wystającą spod kołdry.
    - Śpisz? - Spytałem tradycyjnie z chrypką. No kurde, chrypka o drugiej popołudniu?! To chyba jakaś kpina.
    - Nie. - Odezwał się przytomnie Nialler, a mi ulżyło. Podszedłem do łóżka i nie zważając na to, że jestem w rzeczach położyłem się obok niego na plecach. Zdaję sobie sprawę, iż to może wyglądać dziwnie z drugiej strony, jednak, tu mi wygodnie. Horan przewrócił się na plecy i spojrzał na mnie. Przeklęte niebieskie oczy, które do złudzenia przypominają ocean. Ja się wcale nie dziwie, że ma naprawdę wiele fanek. Kto się oprze temu oceanowi?
    - Nie za wygodnie tobie?
    - Ależ skąd. - Odparłem odwracając swoją głowę w stronę jego twarzy. Co by się stało gdybym go teraz pocałował? Nie żebym miał jakieś odchyły, po prostu... Tak po przyjacielsku. Prosto w usta.
    - Hazza?
    - No co jest?
    - Po pierwsze, po cholerę tu przyszedłeś? Po drugie, nie patrz na mnie tak jakbyś chciał mnie pocałować, bo się ciebie boje. Po trzecie... dlaczego Ty tak nie lubisz tej Ann? - Spytał Nialler, a ja miałem ochotę mu przypieprzyć. Przekręcił się na lewy bok, lewą ręką podpierając głowę. A jego ręka zaczęła mnie smyrać po klatce piersiowej. Cholera, robi się coraz dziwniej, więc to, żadna nowość. Zresztą co on jest? Medium? Przecież bym go nie pocałował, prawda?
    - Liam mi kazał, na drugie nic ci nie powiem, a odnośnie trzeciego to... jest ruda. Nie lubię rudych. - Odparłem przełykając ślinę. Zaśmiał się cicho i po chwili usiadł mi na biodrach. Kurwa. Co jest grane?! Jego twarz była całkiem niedaleko od mojej, więc wystarczy odrobinę podnieść głowę i mógłbym zatopić swoje wargi w jego. Kurwa o czym ja myślę?! Styles, weź się ogarnij.
    - Od kiedy Ty słuchasz kogokolwiek? I wiesz, że Twoja odpowiedź nie miała sensu? To przecież żadne wytłumaczenie, Styles.
            Zignorowałem jego wypowiedź.
    - Mógłbyś ze mnie zejść. Nie jesteś lekki. Poza tym, dlaczego Ty nie lubisz tej Elizy? Wydaje się być w porządku - Spytałem cicho, na co Nialler od razu przeturlał się na swoje poprzednie miejsce. No i bardzo dobrze. Od razu poczułem się bardziej męsko.
    - Następne pytanie poproszę. - Powiedział Nialler w kierunku sufitu. Zaatakowałem go jego własną bronią i tym razem ja usiadłam na nim. Nachyliłem się w jego kierunku i sprowokowałem tak, żeby spojrzał mi w oczy.
    - Nialler, powiedz mi, przecież to zostanie między naszą dwójką, co ci szkodzi?
            Westchnął i spojrzał jakby nie patrząc na mnie. Czyżby ktoś tu się bił ze swoimi myślami?
    - Jest dziennikarką. Początkującą. Ale im nie można zaufać.
    - Pozwól, ze cię zacytuję, blondi... - Powiedziałam cicho w jego kierunku.
    - Nie pozwalam ci, mnie cytować! - Zirytował się Nialler. Poruszył się pode mną niespokojnie, jakby obawiając się moich słów. O tak, Harry Styles wzbudza postrach wśród przyjaciół. Nie trzeba klaskać, obejdzie się bez kwiatów.
    - Zgadnij gdzie ja mam twoje pozwolenie, Horan? - Poruszyłem sugestywnie brwiami.
    - No nie wiem... wiem! Ale nie powiem. - Odpowiedział szczerząc zęby Niall.
    - Palant. - Powiedziałem do niego cicho.
    - Idiota. - Zripostował mi od razu.
    - Frajer.
    - Dupek.
    - Ciota.
             Zamurowało go na chwilę, ale po chwili spojrzał mi w oczy z mściwą satysfakcją. Czemu poczułem dreszcze przerażenia na plecach? Jakby kostucha stała za moimi plecami i czekała na mój błąd.
            Blondyn uśmiechnął się z wyższością.
    - GEJ.
            Jedno słowo. Tysiące myśli. On doskonale wiedział, wszyscy wiedzieli, jak działa na mnie to jedno jedyne słowo. I tym razem ktoś za nie zapłaci. Słono. Strzałka w loterii zatrzymała się na Irlandczyku, który nie miał jak uciec przed moim gniewem.
    - Ach tak? No to ci pokażę, jaki ze mnie gej. - Warknąłem, nachylając się w jego kierunku. I nastąpiło to co nieuniknione.






________________________________________
            Nie bijcie! Przy najmniej nie za mocno. Końcówka znów otwarta. O to czy się pocałowali czy nie, trzeba ruszyć głową. Ewentualnie spytać się mnie (:
            Rozdział dedykowany wszystkim! Bo rozdział, mi wyszedł. Po za tym Ja naprawdę lubię czytać wasze komentarze. I mam prośbę: każdy kto przeczyta niech napisze nawet "dziękuję", czy cokolwiek w tym rodzaju. Chcę wiedzieć ile was jest. To naprawdę dodaje mi power'a! (:
            Następny będzie wtedy kiedy wrócę od F. ♥
            Adios maleństwa! (:

wtorek, 3 lipca 2012

Osiem.



Ane.

           Czasem mam wrażenie, że wszystkie gwiazdy, jak i cały wszechświat, jest przeciwko mnie. Los perfidnie ze mną pogrywa. I wtedy przypominam sobie iż życie to jedna wielka restauracja, gdzie każdy pracuje na własny rachunek, który otrzyma pod koniec dnia, prawda? To co się dzieje teraz w moim życiu to jakaś totalna kpina. Nazwanie tego wszystkiego „chaosem” jest zdecydowanie za lekkim określeniem panującego wokół burdelu.
        Wyjazd do Londynu, z przyjaciółką, miał być nowym początkiem, tej nowej Anny, która miała się dopiero narodzić. Przemilczę to, że wszystko było organizowane „na wczoraj”. Spontaniczne decyzje są jak zawsze najlepsze i najbardziej procentują w powodzenie. Miałam stać się lepsza, milsza i ogólnie wszystko miało iść mi na plus. No właśnie. Miało. Na ten moment wszyscy mi definitywnie to skutecznie utrudniali. Czy kogokolwiek to dziwi, iż nie miałam ochoty już być tą samą dziewczyną co w kraju ojczystym? Byłam (a może nadal jestem?) wyrafinowaną dziewczyną wystarczająco długo, teraz chciałabym być postrzegana jako normalna, spokojna dziewczyna. W Polsce wszyscy nazywali mnie mało przyjemnie, więc tutaj, w obcym kraju, miałam czysta kartę.
            Aktualnie nie potrafię ogarnąć tego wszystkiego. Wpierw Nialler zwyzywał El, co mnie doprowadziło do pierwszej fazy wkurwienia. Jednak szybko się uspokoiłam, gdyż miałam zamiar nagadać Horan'owi, iż jest skończonym palantem. Mój plan został zduszony w zarodku, gdyż popsuł Harry. Styles zwyzywał MNIE totalnie nic o mnie nie wiedząc!  Ja wiem, że sława psuje ludzi, na to nie ma lekarstwa, ale nie ocenia się kogoś po wyglądzie, a on to zrobił. Jak matkę kocham zabiję tego dupka. Nic mu nie zrobiłam, jestem dla niego miła, a on takie cyrki odstawia?! Nie pozwolę się upokarzać. Już nigdy więcej. A następnie na scenę pandemonium pojawia się ONA. Darzę szczerzą nienawiścią Julię, gdyż przez tą pustą dziewczynę cierpiałam bardzo mocno. Ta brunetka odbiła mojego chłopaka, a teraz zrobi to znów. Co z tego, że teraz nie mam żadnego? Ważne jest to, iż ta laska chce mieć wszystkich dla siebie i nie patrzy na to czy ktoś będzie przez nią cierpieć! Zabrała mi Kubę, więc nie pozwolę sobie wchodzić w drogę teraz, gdy zrobię wszystko, by choć przez chwilę być z Loczkiem.
           Ane, chillout. Wdech i wydech, pamiętaj Kawik, że jesteś jak ten kwiat lotosu na tafli jeziora, a Nirvana przy Tobie ma ADHD.


            Obudziły mnie tego ranka jakieś wrzaski, więc nawet nie patrząc która jest godzina wyszłam z pokoju kierując się w stronę głosów. Minęłam pokój w którym znajdowała się Eliza i albo mi się wydawało, albo ona płakała. W każdym razie jeszcze nie do końca rozbudzona musiałam wpierw sprawdzić co za pajace się wyzywają, by potem iść do przyjaciółki. Gdy tylko przystanęłam w progu kuchni, cały mój dobry humor prysł niczym bańka mydlana.
            Stałam za plecami Styles'a, wiedząc, że nie wie o mojej obecności w pomieszczeniu. Widziałam jak Nialler się wzdryga od mojego natarczywego wzroku, prawdopodobnie przeczuwał iż to wszystko jego wina. Zayn spoglądał w moje oczy, uśmiechając się cynicznie. Czy mi się zdaje, czy tutaj wszyscy jakby przeszli na ciemną stronę mocy?! Chłopaki co z wami?
            I wtedy usłyszałam słowa, które zabolały mnie dostatecznie mocno. Skupiłam swoją całą uwagę na tyle głowy Harry'ego, nie chcąc opuścić ani jednego słowa z jego monologu.
    - ..ona nie szuka chłopaka, ona potrzebuje kogoś by tylko zadowolić swoje cielesne zachcianki, czaisz? Nikt nie ogarnąłby jej burdelu w głowie. - Wysyczał Curly w stronę Malika, a ten kpiąco przyjrzał się loczkowi. Zielonooki odwrócił się w moją stronę, a ja patrząc na niego miałam ochotę strzelić mu w pysk. Jednak za duża widownia jest wokół. Pełen chillout. Mnich w pociągu, kwiat lotosu - wiesz co mam na myśli.
            Spojrzałam z pogardą w te zielone oczy, od których miękły mi nogi, jednak nie tym razem. Widziałam w nich zaskoczenie, ale hardo spoglądał mi w oczy. Ty frajerze jeden, dziękuję ci za to, iż dałeś mi kolejny powód bym nigdy nie przestawała być wredną suką dla takich jak Ty.
            Nabrałam odrobinę powietrza do płuc i patrząc „złym” wzrokiem na niego warknęłam jedynie:
    - Nikt nie ogranie jej burdelu w głowie? Dzięki.
            Z całych sił starałam  się nie zabić, tego padalca, albo nie rozpłakać. Odwróciłam się, i włosami delikatnie go uderzyłam. Och no bo mi jest baaaardzo przykro. Poszłam w kierunku mojego pokoju, usłyszałam ciche łkanie. Czyli mi się nie wydawało i rzeczywiście coś się stało. Weszłam cicho do pokoju, delikatnie pukając w drzwi, w którym mieszkała Eliza i pierwszy raz od dłuższego czasu widziałam ją taką podminowaną. Kawik, teraz wyluzuj, nie daj poznać po sobie, ze coś ci dolega. Najważniejsza jest El i teraz jest samopoczucie, bo przecież „to mają być najlepsze wakacje w życiu”, prawda?
    - Ej, słońce co ci? - Spytałam cicho podchodząc do łóżka, gdzie zakopana w kołdrze leżała Eliza. Mimo, iż była ledwo dziewiąta rano, ten dzień można spokojnie podpiąć pod definicję „najgorszy z najgorszych dni”.
    - O-on, mnie... m-m-mnie... zwy-y-yzwał. - Wyjąkała. Nawet nie musiała mi nic mówić, bo doskonale wiedziałam kogo ma na myśli. Czy tylko mnie się to wydaje dziwna groteską, gdzie wszyscy pozamieniali się mózgami? Zrozumiałabym jeszcze gdyby to Malik był tym bad bay'em, ale Horan?! No tego to nie rozumiałam. Jednak to nie czas na moje rozkminy.
    - El, wyluzuj. To palant. Może po prostu za bardzo uwierzyłaś w tego Nialler'a, który żył w Twojej głowie? Może on nigdy nie był kochany, a przed kamerami grał? Może po prostu za bardzo wierzyłaś, iż on jest tym idealnym, słodkim, blondynkiem, który mieszka w Twoim serduszku? - Spytałam cicho tuląc do siebie blondynkę. Bo co jak co, ale mnie mogą zmieszać z błotem, nazwać dziwką, ale Elizie trzeba tego oszczędzić. Mało to nacierpiała się w domu dziecka? I może nie mówi mi wszystkiego, ale ja nie jestem ślepa. Wiem, że coś się stało, a ona i tak mi powie. Jak nie dziś to w przyszłości, nie naciskam na nią, a wiem, ze ona to docenia.
            Póki co mam ochotę zabić dwie osoby. Drogie życie, czy może być jeszcze gorzej?



           I tu dochodzi do mojej maleńkiej refleksji. Bo gdy pytałam czy może być gorzej, zadawałam to pytanie jedynie jako retoryczne. Nie jako, pieprzone, wyzwanie. Ale mój los jest ślepy, a nadzieja poszła gdzieś by wziąć działkę heroiny. Pięknie, no po prostu zajebiście!
            To byłoby na tyle, na temat "nowej" Ane. Tej która ma uczucia, jest kochana i urocza. Zdecydowanie wolę zostać nieczułą suką, niż ponownie cierpieć. Zdecydowanie. Cała ta sytuacja trwała może z sekundę, a i tak cała krew się we mnie wezbrała i miałam ochotę kogoś zabić. Julka, no podejdź tu do mnie.
           Siedziałam chwile z pustym wzrokiem przyglądając się znienawidzonej przeze mnie Tomaszewskiej. Ona patrzyła na nas uśmiechając się radośnie, ale ja wiedziałam co z niej za ziółko. Wspomniałam, może, że jej nienawidzę? Z chęcią zabiłabym ją z ogromnym okrucieństwem, gdyż to była jedna z nie licznych osób, oczywiście zaraz po Kubie, które miałam ochotę wykastrować własnoręcznie. Spojrzałam na nią z nienawiścią, ale po chwili się opamiętałam. Czysta karta, pamiętasz? Już to widzę jak mi się udaje...
    - Hej Liz, hej Ane, co tam u was słychać?
           Zerknęłam na Elizę, która w szoku spoglądała na brunetkę. Tego to się chyba nikt nie spodziewał. Spojrzałam na Julkę, i jak Boga kocham, gdy teraz do mnie podejdzie wyrwę jej garściami te brązowe kudły. Ane, chillout, na Boga!
          To jak kleiła się do Harry'ego niczego dobrego nie wnosiło do naszych relacji. Muszę chyba się jakoś uspokoić.
    - O Jezu... Julka! Co Ty tu robisz? Ty i Londyn? Przecież masz lęk wysokości! - Wyjąkała jakoś Elizka, chodź ja widziałam, że i ona nie jest zadowolona z tego faktu. Blondyna uśmiechnęła się, jednak nadal nie wstawała.
    - No wiesz... zerwałam z Jakubem, okazał się palantem, on twierdzi,z ę nadal nie może zapomnieć o swojej byłej, ale nigdy mi o tym nic nie mówi... powiedziałam mu w paru dosadnych słowach gdzie może sobie włożyć swój tekst "zostańmy przyjaciółmi". Wzięłam trochę swoich rzeczy, jakąś kasę i o to jestem! - Powiedziała Julka rozkładając ramiona. Mówiła tak bez uczuciowo, iż naprawdę z całych sił starałam się nie podejść i jej nie wyrzucić za drzwi.
            Eliza nie wiedziała co zrobić, jednak wyręczył ją Liam, który prawie się zabił by tylko przywitać się z brunetką. Zaprawdę urocze.
    - Ja jestem....
    - Liam. Wiem o tym. Kto nie zna "wspaniałej" piątki z Wielkiej Brytanii? No proszę cię! Ale miło poznać kogoś takiego jak ty. - Wspomniałam, że ta... wredna dziewczyna mówi biegle po angielsku? Filologii angielskiej się jej zachciało. Grrr...
    - Och. Fakt. - Zarumienił się Liam, a ja ponownie nabrałam ochoty by coś, za przeproszeniem, rozkurwić w drobny mak.
    - No. Elizo to by było na tyle z naszych, jakże dyskretnych rozmów, Sama- Wiesz - Czemu. A teraz wybacz idę do pokoju. - Powiedziałam cicho po polsku do El, wiedząc, że zostawiam ją samą z tą fałszywą zdzirą.
            Wstałam i już chciałam ominąć tę dwójkę, gdy zauważyłam iż Styles cały czas mi się przygląda. W jego oczach dostrzegłam coś, jakby cień, złośliwej satysfakcji? Triumfu Wyższości? No kurde...
           No dobra Styles, ja cię nie ogarniam. Idź lepiej poobmacuj tę brunetkę, a ode mnie się odstosunkuj. Prychnęłam cicho po nosem i olewając wszystko poszłam do pokoju. Witamy w małym osobistym raju.





Louis

            Od rana sytuacja w całym domu jest napięta. Jednak to trochę mało powiedziane. Tę gęstą atmosferę można by kroić nożem, mówię poważnie. Wszyscy chodzą albo podminowani, albo podkurwieni tak, że lepiej bez kija nie podchodź. Dodatkowo mój mały podopieczny wyszedł rano i dopiero teraz wrócił. Mniejsza o to, że Loczek jest wyższy ode mnie, o te marne pięć centymetrów, jednak dla mnie zawsze pozostanie dzieciakiem.
            Póki nie pojawił się Curly z tą dziewczyną, wszystko było cacy. Wraz z Liamem graliśmy z dziewczynami w pokera na pytania, a Niall i Zayn siedzieli zamknięci w swoich pokojach nie odzywając się do nikogo. Żal mi było patrzeć na przybitą Elizę, ale co ja na to mogłem? A teraz Lokers stoi, wita się i sprowadza do naszego domu kolejną dziewczynę. Czy ktoś może mi powiedzieć, gdzie jest napisane coś w stylu "w domu One Direction znajdziesz przytulny kont, za free"?!
            Powinienem się zbulwersować, tupnąć nogą, i zwyzywać wszystkich od niepoważnych ludzi, aczkolwiek nie mogłem. Nie miałem ochoty wyżywać się na kimkolwiek, gdyż ne mam ochoty zafundować sobie "napięcia przed miesiączkowego".
            A to wszystko dzięki Niej. To ona od dłuższego czasu dawała mi szczęście. Jej głos przyprawiał mnie o drżenie serca, jej uśmiech sprawiał, że sam miałem ochotę ułożyć moje kąciki ust w górę. Wreszcie po nie udanym związku, który był stworzony przez wytwórnię odnalazłem swoje szczęście przy boku mojej drobnej blondyneczki. Cała była taka maleńka, krucha, że bałem się iż moją siłą zmiażdżę jej kosteczki. Kochałem w niej wszystko. Począwszy od jej fryzury z rana, pod uroczym tytułem "mam ochotę na seks", a kończąc na dołeczkach w policzkach, zawsze gdy się śmiała.

    - A za co Ty mnie tak kochasz, co? - Spytała cicho leżąc obok mnie i spoglądając w sufit. To doprawdy fascynujące, że gdy człowiek jest przy tej jednej osobie potrafi zapomnieć o troskach całego świata. Przy niej czułem się jak dziecko, które zostało zamknięte w sklepie zabawkami na całą noc. Była moim marzeniem.
           Przygarnąłem jej drobne ciało do siebie i dając jej całusa w czubek spytałem:
    - A jak wiele czasu możesz mi poświęcić?
            Zerknęła na mnie spod wachlarza swoich gęstych rzęs, a moje serce zabiło mocniej.
    - Tyle ile chcesz, pragniesz, ważne, żebyś był obok mnie. Na zawsze. - Wyszeptała patrząc przed siebie. Tym razem ja się zaśmiałem cicho.
    - Będę na zawsze tylko Twój.
    - Obiecujesz?
            Chwyciłem jej podbródek palcami patrząc w jej oczy. Jestem tak cholernie pewny swojego uczucia jak nigdy przedtem, ani nigdy potem. Wpatrując się w oczy ukochanej byłem wstanie wyszeptać jedynie:
    - Obiecuję.
           A potem, pocałunkiem, oddałem moc słów za pomocą czynów. Kocham ją, naprawdę jest ktoś kogo mogę bez wahania obdarzyć tym uczuciem.


           Chyba się rozmarzyłem, bo do rzeczywistości przywrócił mnie głos Harry'ego.
    - Ej, Boo Bear, jesteś z nami, czy w swojej głowie odtwarzasz kolejnego pornola? - Spytał z złośliwym wyszczerzem Harry. Wspomniałem może, iż on ostatniego czasu stał się... inny? Jest wredny! Obrzuciłem go jedynie pogardliwym spojrzeniem.
           W każdym razie olałem pytanie przyjaciela i udałem się do drzwi, gdyż od kłopotliwej odpowiedzi wybawił mnie dzwonek. Ruszyłem powoli, a gdy otworzyłem je, na mej twarzy automatycznie pojawił się moment.
    - Kochanie!
    - Hej Boo! - Szepnęła cicho blondynka, a ja porwałem ją w swoje ramiona. Nie widziałem jej od dłuższego czasu, a teraz przychodzi do mnie. To oznacza, że już nie chce się ukrywać, no i chwała temu tam na górze!
    - Tęskniłam. - Wyszeptała mi cicho do ucha, a głos jej drżał z emocji. Jaka ona słodka.
    - Nie bardziej niż ja. - Odszepnąłem muskając delikatnie płatek jej ucha. Zadrżała delikatnie.
    - Boo? Kto przyszedł?! - Krzyknął z salonu Liam. Złapałem dziewczynę delikatnie za rękę i zaprowadziłem ja do miejsca, gdzie było dość sporo ludzi. Chrząknąłem cicho, tak, iż wszyscy zwrócili na mnie swoją uwagę. Uśmiechnąłem się jak psychopata na dragach.
    - Kochani, to jest Scarlett. Moja dziewczyna.




Liam

            Trzymałem bardzo mocno kubek w rękach. Było mi zimno, tęskniłem za ciepłem jej kobiecego ciała. Za oczami, uśmiechem, włosami. Krzyknąłem do Louisa, bo poszedł jakąś dłuższą chwilę do drzwi. Niedługo potem pojawił się wraz z dziewczyną. Tą dziewczyną, za którą tak strasznie tęskniłem.
    - Kochani, to jest Scarlett. Moja dziewczyna. - Odezwał się radośnie Boo Bear.
            Że co, kurwa, proszę?!



_______________________________________

            No i jest ósemka. Tak w ogóle nie miało być narracji Liama, ale nie mogłam powstrzymać się przed dodaniem tych paru słów... Ja naprawdę uwielbiam komplikować ludziom życie, dlatego już wiecie, z kim przespał się Liam. Wiecie też, dlaczego Ane nienawidzi Julki. Będzie mały rozpiździaj. (Jeśli oczywiście tego nie spierdolę...)
           Tak ogólnie to zapraszam na FF-1D, gdzie wraz z Fetish pragniemy uporządkować odrobinę nasz świat blogowy. Wbijać, czytać, zapisywać się.
            I to tyle z mojej strony. Adios!

niedziela, 24 czerwca 2012

Siedem.

Zayn

            Jak szybko człowiek jest w stanie przywiązać się do drugiego człowieka? Odpowiedź jest banalnie prosta: bardzo szybko. Nawet za prędko. Czasem po prostu spotyka się taką osobę i w głębi siebie już wiadomo, że można komuś zaufać. Nie wiem na czym to się opiera, aczkolwiek przeraża mnie to. Nie jestem typem, który przywiązuje się do kogokolwiek, a tym bardziej ufnym człowiekiem. Nigdy jeszcze nie ufałem żadnej dziewczynie tak jak jej, a jednak. Chciałbym ją zachować dla samego siebie, nie pozwolić nikomu patrzeć na nią. Bo ona ma w sobie coś co mnie ciągnie niesamowicie. Pociąga mnie w sposób nie samowity. Doskonale wiem, że pierdolę bez ładu do składu. Bo ile ja ją znam? Dwa tygodnie? Coś koło tego.
            Zawsze mam ochotę się roześmiać, gdy słyszę jej akcent, albo gdy zastanawia się co powiedzieć. To, w przedziwny sposób, jest naprawdę zabawne. Czasem gdy widzę jej irytację na twarzy gdy nie wie co powiedzieć i zacina się z całych sił staram się nie roześmiać. W takich momentach mam ochotę podać jej słownik, ale było bardzo wysokie prawdopodobieństwo, iż dostałbym tą książką po głowie. I to właśnie, chyba czyniło ją wyjątkową. Traktowała nas jak normalnych chłopaków zza granicy. Naprawdę to było w pewien sposób urocze. Czasem miałem wrażenie, że jest jedna na milion. Była rozgadana, ale trzymała wszystkich na dystans, a przy jednej osobie wciąż wyjątkowo milkła. I to mnie odrobinę niepokoiło.
            Siedząc na kanapie w salonie przerzucałem leniwie kanały w telewizji. Robiłem to co najmniej od dwóch godzin, nie mogąc spać. Natłok myśli nie dawał mi spokoju, a i ja nie potrafiłem się ogarnąć. Bo niby o czym mogłem myśleć jak nie o Elizie i Niall'u? On jest kretynem totalnym. Czasem mam ochotę zrobić mu krzywdę, zwyzywać i przywrócić do pionu tego upartego Irlandczyka, że naprawdę.
            Zaśmiałem się delikatnie pod nosem. Właśnie doszedł do mnie przedziwny fakt. Albowiem widać, że Elizkę ciągnie do Niall'a, a mnie ciągnie do Elizy. Nowoczesny trójkąt - nie ma co! Spojrzałem za okno i westchnąłem z irytacją. Kolejny raz padał deszcz. A czego się spodziewałeś po mieszkaniu w Londynie? No właśnie sam nie wiem. Tutaj często pada. Czasem mam ochotę powiedzieć, że ostatnio padało tylko dwa razy. Pierwszy raz przez trzy dni, a drugi raz przez cztery. Taki maleńki żarcik z mojej strony. Usłyszałem ciężkie kroki i spojrzałem w stronę dochodzącego dźwięku. W kierunku kuchni przemieszczał się Niall, który z rana bez kawy nie przeżyje. W sumie, żaden z nas nie może żyć bez tego życiodajnego płynu. Wszystko czego nam potrzeba to kofeina - tyle w tym temacie.
    - Hej, Zayn - Przywitał się niemrawo. Przyjrzałem się jego twarzy i wyglądał jakby w ogóle nie spał przez całą noc. Uniosłem rękę i mu pomachałem, a on uśmiechnął się kącikami ust. Chciałem wstać i iść za nim do kuchni, ale po chwili usłyszałem kolejne kroki.
            Tym razem były one dość lekkie i sprężyste. To na pewno jedna z dziewczyn. Nie myliłem się. Po chwili zza rogu wyłoniła się Eliza ubrana... nie. Wróć. Ona nie była ubrana. Miała podkoszulek, krótkie spodenki i wełniane skarpetki na nogach - z tego co zdążyłem zauważyć tak spała. Była jeszcze delikatnie zaspana, że nawet nie zwróciła na mnie uwagi. Ale muszę przyznać, że każda dziewczyna z rana wygląda jak typowa bogini seksu, a Liz to już zupełnie.
            Nie mogłem dłużej siedzieć, przed telewizorem, bo czułem, iż przebywanie w jednym pomieszczeniu tej dwójki nie zwiastuje niczego dobrego. Już dochodziłem do drzwi, gdy w pośpiechu mijała mnie Raczkowska. Wydawało mi się, że miała łzy w oczach, ale nie byłem pewny. Ale zaraz wszystko ogarniemy drogi Sherlocku. Powstrzymałem się, by nie zawrócić dziewczyny, musiałam pogadać z, przypuszczalnym, prowodyrem zaistniałej sytuacji. Gdy spojrzałem na Niall'a, który miał minę pełną irytacji pomieszaną z złośliwą satysfakcją, wiedziałem, że się nie przewidziałem. Kolejny raz nie mógł sobie darować jakiejś uszczypliwości. A żeby go szlag trafił. Nie raz już mnie zastanawiało, dlaczego on jest taki... taki... jest takim skończonym skurwysynem dla niej. To nie ma sensu.
            Spojrzałem krytycznie, na Nialler'a.
    - No to teraz mi grzecznie powiesz, coś Ty, kurwa, znów powiedział. - Powiedziałem dość spokojnie, gdyż każdy głośniejszy dźwięk mógłby spowodować to iż mu walnę. Blondyn spojrzał na mnie tym swoim "oceanicznym" wzrokiem i uśmiechnął się nad wyraz złośliwie. Przestaję go ogarniać.
    - Nic.
            Odpowiedział, a ja prychnąłem w odpowiedzi. Tak to my nie będziemy rozmawiać.
            No i zaczął się kolejny dzień chaosu.



Niall

            Tej nocy nie spałem za wiele. A raczej w ogóle nie zmrużyłem oczu. Czyżby karma się odezwała? Cholera jasna, zresztą tak samo jak w poprzednich nocach nie mogłem zamknąć oczu. A to wszystko miało zdecydowanie jedno wytłumaczenie. Zaczynało się ono na "El", a kończyło "iza". Mógłbym rzucić swoim telefonem, ale prawdopodobnie dostałbym opieprz od Liam'a. Byłby to kolejny telefon, który rozwaliłbym rzucając o ścianę. Jak tak teraz się zastanowić, to Liam się odrobinę zmienił. Ale nie wiem, nie ogarniam, jedynym dla mnie, teraz oczywiście, wyjściem jest zaprzestanie myśleć. Analizowanie, dopowiadanie i teoretyzowanie, to główne składniki plotki, prawda?
            Spojrzałem na wyświetlacz, gdzie szczerzyła zęby do mnie godzina dziewiąta z groszem. Nie specjalnie chciało mi się spać, tak więc wstałem i delikatnie zamykając drzwi od pokoju udałem się do kuchni. Miałem ochotę trzasnąć nimi, albo puścić jakąś totalnie odmóżdżająca muzykę na full. Nie ma spania! Skoro ja nie śpię, to wy również nie pośpicie. Okej, Nialler, ogarnij się. Niech Bóg błogosławi tego, który wymyślił kawę. Nic tak nie dodaje mi siły jak ten płyn. Nie wiem co bym zrobił gdybym nie wypił kawy z rana, gdybym w ogóle nie pił. Pewnie bym palił, ale to za bardzo mnie odrzuca. Mam swój nałóg i bardzo go kocham.
            Szedłem, bardzo prawdopodobnie, jak zombie jeszcze nie zdolny do funkcjonowania, gdy mijałem salon ujrzałem Malika. To dość ciekawy widok, gdyż on najczęściej wstaje koło południa i ciągle marudzi, że się nie wysypia. Wracając do sytuacji obecnej gdy zauważyłem, ze mi się przygląda, zdusiłem w sobie westchnięcie z irytacji. Co to ja? Okaz w zoo?
    - Hey Zayn. - Przywitałem się cicho. Widziałem jego zaskoczenie, ale wolałem nie pytać skąd się wziął o tej godzinie przed telewizorem. No i gdzie podział tę małą ślicznotkę, której nie trawię. Chyba powinienem przestać się okłamywać, bo to przecież żadnego sensu nie ma.
            Wszedłem do kuchni i od razu wstawiłem wodę na czarny płyn. Wyjąłem z szafki kubek i nasypałem ciemnego proszku do niego. Mocna, aromatyczna kawa z rana to prawie jak resuscytacja prądem. Wbić na pale i spalić wszystkich którzy hańbią ten napój czymś takim jak mleko, śmietanka czy też cukier. Niszczy to całą ideologię tego napoju. W takich momentach mam ochotę zabić każdego kto przy mnie pije takie coś. To się po prostu nie godzi. Nie i kropka.
            Usłyszałem właśnie gotującą się wodę i zalałem swój życiodajny napój. Już prawie moczyłem swoje wargi w bulgoczącym napoju gdy do pomieszczenia weszła ona. Nie wiem czy ktoś wie, ale o poranku każda dziewczyna wygląda tak rozpustnie i tak podniecająco, że to strach.
            Eliza zdecydowanie wygląda jak demon seksu, ale dziś to już przesadziła. Jej blond włosy były cudownie rozczochrane, na twarzy miała resztkę snu, a na ustach błąkał się delikatny uśmiech. Przez cienką bluzkę było widać dobrze zarysowane piersi i jedyne na co miałem ochotę to podejść do niej i przytulić się do jej osoby. Ale nie dajmy się zwariować, tak? To, że lecę na nią nie znaczy, iż od razu będę jej naskakiwać. To takie zabawne widzieć jak stara się mnie uwieść.
    - Jak zawsze z rana roznegliżowana. - Powiedziałem do niej. Ona jakby otrząsnęła się z transu i spojrzała na mnie całkiem przytomnie. Już chciała wyjść z kuchni, gdy ponownie się odezwałem. - I jak zawsze boi się odezwać. Tchórz. - Zaszydziłem do niej. Spojrzała na mnie z delikatną konsternacją w oczach.
    - Mogę wiedzieć, dlaczego Ty mnie tak nie lubisz? - Spytała cicho, spoglądając mi w oczy. Starałem się nie zatopić w tych zielonych tęczówkach, gdyż w końcu nie warto kochać takiej osoby jak ona, prawda? A jednorazowy seks mnie nie kręci. Dziękuję - postoję.
     - Ależ proszę cię bardzo. Każda dziennikarka, nawet ta początkująca, jest fałszywa, zdzirowata i zawsze cierpią przez nią niewinni. W twoim przypadku jest tak samo. Niszczysz Zayn'a, ja to widzę. W dodatku jesteś zimna i udajesz, że nie masz uczuć, a to nieprawda. Wszystkie, wy kobiety, jesteście takie same. Lecicie na kasę i wygląd, nie liczy się dla was wnętrze chłopaka. - Z każdym kolejnym słowem przybliżałem się do niej patrząc z pogardą w jej cudowne zielone oczy. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem popierdolony. Właśnie zwyzywałem dziewczynę na której mi zależy. Brawo Horan, to pierwszy krok do zostania etatowym skurwielem. Postawa naprawdę godna podziwu.
            Spojrzała na mnie ze łzami w oczach, a ja uśmiechnąłem się mało przyjemnie. Wyszła szybko z kuchni, o mały włos nie zderzając się z Zayn'em. Ten spojrzał na nią, na mnie i ponownie na blondynkę, która zniknęła za rogiem, a po chwili było słychać trzaśniecie drzwi.
    - No to teraz mi grzecznie powiesz, coś Ty, kurwa, znów powiedział. - Warknął w moją stronę Mulat, a ja w duchu prychnąłem. Uważaj bo ci powiem, że zwyzywałem ją.
    - Nic.
            Prychnął jak jakiś mały kot.
    - Uważaj, bo ci uwierzę.
    - To nie wierz, nikt ci nie każe się wtrącać w nie swoje sprawy, wiesz? - Spytałem patrząc na niego hardym wzrokiem. Spojrzał na mnie już delikatnie wkurzony.
    - Och serio? To przez to Twoje NIC, zaczęła płakać?! - Wydarł się na mnie, a ja poczułem się odrobinę jak skończony dupek. 
    - Co cie to obchodzi?! - Wrzasnąłem jeszcze głośniej niż on. Spojrzał na mnie z obrzydzeniem, a ja powstrzymałem się z całej siły by nie uderzyć go z pięści w twarz.
    - Nialler, kurwa, jesteśmy gospodarzami, ona jest gościem, więc mógłbyś być przyjemniejszy, a nie zachowujesz się jak pieprzony dwulatek!
    - Odezwał się! Ja- Jestem- Najlepszy- Dlatego- Zakocham- Się- Znów- W- Dziennikarce! Jesteś chory psychicznie Malik! Weź ty się ogarnij!
    - Ja?! Kurwa to Ty masz nie poklei w głowie, wielka mi Irlandzka duma i gościnność! Jak dla mnie od teraz jesteś kończonym dupkiem i palantem. I lepiej się do mnie odzywaj póki nie ogarniesz całej sytuacji z Elizą!
            Warto zauważyć, że cały czas na siebie wrzeszczeliśmy. Uważaj, po pierwszy wyciągnę rękę do tej blondyny. Od połowy naszej konwersacji przyglądał nam się Styles, ale się nie odzywał. Gdy w końcu to uczynił popełnił jeden z większych błędów na świecie.
    - Zamknąć ryje, oboje. To, że wam nie chce się spać, nie znaczy, iż inni chcą się pozbyć tego przywileju! - Wydarł się na nas Hazza, a Zayn spojrzał na niego, jakby ten zabił mu całą rodzinę.



Harry

            Spojrzałem na Zayn'a, który wyładowywał swoją frustrację seksualną na Nialler'ku. Okej, rozumiem, iż Malik wręcz pragnie zapoznać się duuuużo bliżej z tą blondyną, ale nie musi wyzywać się na Niall'u! No proszę was! A w momencie gdy ja się wtrąciłem, iż swoją cichą rozmową obudzili wszystkich domowników to jeszcze mi się oberwało. No nie kurwa.
    - A Ty Styles czego się, wtrącasz? Sam nie jesteś lepszy! To jak zachowujesz się do obu dziewczyn zasługuje na porządne pierdolnięcie Ciebie w ten pusty, lokowaty łeb. A szczególnie mam tu na myśli Ane. - Powiedział z naganą w głosie Malik.
            Wykrzywiłem swoją twarz w oznaki dezaprobaty. No tak, to wszystko jest moja wina. Skoro nie możesz wyżyć się do końca na Irlandczyku, bierzesz się za mnie? Nie jestem najlepszym przeciwnikiem dla ciebie, ale pokonam cię. Spojrzałem z kpiną na Malika, który aż kipiał ze złości.
    - Słuchaj mnie teraz uważnie. Nigdy nie poczuję do niej nic 'większego', nie jestem Liam'em, który wierzy w wielka miłość. Jest zbyt walnięta. Zresztą ona nie szuka chłopaka, ona potrzebuje kogoś by tylko zadowolić swoje cielesne zachcianki, czaisz? Nikt nie ogarnąłby jej burdelu w głowie. Zresztą, na co ja ci to mówię?! - Warknąłem do Zayn'a, który akurat nic nie mówił. Spojrzał na mnie z kpiną. Odwróciłem się plecami do niego chcąc ulotnić się z tego miejsca. Za mną stała Ane we własnej osobie. Czyżby wszystko słyszała?
    - Nikt nie ogranie jej burdelu w głowie? Dzięki. - Warknęła do mnie i uderzając końcówkami swoich włosów wróciła do swojego, chyba, pokoju. Cóż... Spojrzałem w pusty korytarz i zerknąłem na Niall'a i Zayn'a, którzy byli gotowi rzucić się sobie do gardeł. Nie specjalnie by mi było przykro, gdyby to Malik dostał w twarz. Wzruszyłem ramionami i wyminąłem dwóch przyjaciół, którzy zostali zwabieni krzykami o poranku. Wstąpiłem jedynie do pokoju po bluzę z kapturem i ignorując fakt, że na dworze leje wyszedłem trzaskając bardzo mocno drzwiami wejściowymi.
            Nie ocenia się książce po okładce, prawda? Więc dlaczego oceniłem tą rudą dziewczynę, chociaż jej kompletnie nie znam? Nigdy taki nie byłem, nie oceniałem po wyglądzie, ale trzeba przyznać szczerze, kariera idola milionów nastolatek zepsuła mnie. Zniszczyła każdego z nas, nieważne jakbyśmy zaprzeczali, takie są fakty. Już nigdy nie będziemy tacy jak przed światową sławą. Smutna najprawdziwsza prawda. Szedłem już dość długo, będąc jedynie w bluzie, mając nasunięty kaptur na głowę. Poczułem burczenie w żołądku i dotarło do mnie, że najzwyklej na świecie jestem głodny. Fakt, nie zjadłem nic w domu, bo bezpodstawnie na mnie naskoczono. A żeby cię Piekło pochłonęło Malik.
            Podniosłem głowę i zauważyłem mała knajpkę, w której na pewno będzie coś normalnego do zjedzenia. Wszedłem do środka, ściągając z głowy kaptur i otrzepując moje loki, zawsze tym samym gestem. Każdy z naszej "cudownej" piątki miał jakiś tik nerwowy, i nie potrafiliśmy się tego pozbyć. Rozejrzałem się, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi, gdyż było wewnątrz naprawdę sporo ludzi. Podszedłem do lady i uśmiechnąłem się do kobiety stojącej po drugiej stronie.
    - Co podać kochaneczku?
    - Poproszę tę kanapkę, oraz mocna kawę. - Odparłem serwując kobiecie uśmiech numer sześć "cześć, mogę cię zjeść?". Starsza kobieta zaśmiała się, i nie dając się wyprowadzić z równowagi podała moje zamówienie. Odebrałem je i dając pieniądze rozejrzałem się po jasno oświetlonym pomieszczeniu i wtedy zauważyłem ją. Siedziała sama przy stoliku pod ścianą, koło jej nogi leżała duża torba podróżna, a w ręku trzymała kubek z parującym napojem. Na ramiona kaskadami opadały jej delikatnie brązowe, falowane włosy, a i miała niesamowitą urodę. Nie taką jak Anna, ale prawie.
    - Przepraszam, mogę się dosiąść? Nigdzie nie ma miejsca... - Powiedziałem po cichu, a ona jakby wyrwana ze swoich myśli spojrzała na mnie swoimi błękitnymi oczami. Miała naprawdę śliczne oczy, w których na pewno nie jeden już się utopił.
    - Ależ oczywiście, proszę bardzo. - Odezwała się również cicho.
            Posadziłem swoje szanowne cztery litery i biorąc łyka napoju przyjrzałem się jej znad kubka.
    - Nie jesteś stąd, prawda? - Spytałem. I nawet nie musiała odpowiadać, to było widać po wszystkim. No i po akcencie.
    - Oczywiście, że nie. Jestem z Polski. - Odparła, delikatnie wysuwając brodę do przodu, jakby chciała zaraz odeprzeć mój atak. Przyjrzała się mojej twarzy i po chwili jej oczy delikatnie się rozszerzyły. - Ale za to Ty jesteś stąd. Sławny Harry Styles, jak mniemam. - Odparła spokojnym tonem.
    - Zgadza się. A Ty to...? - spytałem.
    - Julia Tomaszewska z Polski, Twoja fanka jak i całej pozostałej reszty. - Odparła nadal spokojnie, popijając kawę z kubka. Jej chłodny stosunek do mnie naprawdę mi imponował. Mimo, iż, jak samo mówi, jest naszą, ekchym: MOJĄ,  fanką, nie piszczy, nie mdleje, nie wrzeszczy. Chrząknąłem cicho ściskając delikatnie jej dłoń.
    - I od razu mówię, że nie jesteś pierwszą Polką, którą znam. Nawet z dwiema ostatnio ciągle przebywam. - Odparłem spokojnie ponownie zanurzając wargi w gorącej kawie.
    - Doprawdy pasjonujące. - Mruknęła pod nosem. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się szczerze. Po chwili i ona odwzajemniła mój uśmiech. Rozmowa sama się jakoś potoczyła. Rozmawialiśmy tak cały ranek, aż w końcu wybiła godzina czwarta popołudniu, więc w moim przypadku wypadałoby zmyć się do domu, prawda? Zacząłem się zbierać, gdy zauważyłem, że ona nawet nie wstaje.
    - Nie idziesz do jakiegoś hotelu czy coś?
            Spytałem uprzejmie, bo przecież jestem dżentelmenem to i mógłbym pomóc jej z tą torbą, prawda? Roześmiała się cicho, ale jakby odrobinie żałośnie.
    - Poszłabym gdyby nie to, że niezbyt mnie stać by mieszkać w hotelu. Przyleciałam tu pod wpływem impulsu i za bardzo nie wiem gdzie się podziać. - Wyszeptała cicho, jakby do siebie, a mi do głowy wpadł niesamowity pomysł. Skoro Malik przyprowadził do nas od razu dwie dziewczyny, to co komu robi jeszcze jedna? Najwyżej wyniosę się do Boo spać, jak za starych czasów.
            Spojrzałem na nią, uśmiechając się jak psychopata z horroru.
    - Moja propozycja może wydawać się Tobie dziwna i niestosowna, ale... Chcesz może przenocować w domu One Direction, dopóki sama nie znajdziesz sobie jakiegoś lokum? Od razu mówię, że będziesz mieć towarzystwo w postaci dwóch dziewczyn z Twojego kraju. - Powiedziałem parę słów, a ta od razu uradowana skoczyła w moje ramiona, całując mnie w policzek i mówiąc nabożne "DZIĘKI". Chyba polubię rolę tego miłosiernego w zespole. Serio.


            Długo to nie trwało, i po tym jak szybko zapłaciłem i wziąłem na ramię torbę Juli wyszliśmy z knajpy. Może jakieś dziesięć minut potem znaleźliśmy się w domu. Przekroczyłem próg, i od razu rzuciło mi się w oczy, że w pokoju przebywały jedynie dziewczyny, a wraz z nimi Liam i Louis. Nigdzie nie było pozostałej dwójki, która rano mordowała się wzrokiem.
    - Siemanko wszystkim! - Krzyknąłem od progu. Wszyscy zwrócili na mnie swoje oczyska. Chociaż, według mojego skromnego zdania, większą uwagę przykuła drobna brunetka, stojąca po mojej lewej stronie. Obie dziewczyny spojrzały z szokiem na towarzyszącą mi Julkę, a i ja dostrzegłem na twarzy rudej głęboką nienawiść. Co prawda było widać to przez chwilę, ale jednak. Czyżby się znały?
            Brunetka spojrzała na dziewczyny i uśmiechnęła się z radością i po chwili przywitała się z nimi.
    - Hej Liz, hej Ane, co tam u was słychać?


_________________________________________
    I jest już siódemka, z której jestem niezmiernie dumna!
    Po pierwsze, chciałam wam podziękować: Ponad 2000 odwiedzin - wow jesteście cudowni! Wielkie: THANK'S 4 EVERYONE!, wiem, że to może nie tak wiele, ale dla mnie to jest jednak COŚ. Po za tym ten kolos powyżej ma 2926 słów. Szał. Staniki latają xD.
    Po drugie, mam twittera i jeśli ktoś chciałby być przez niego informowany: podać swój. Ewentualnie "ćwierknąć" do mnie na @sourisik , i po sprawie :D
    Po trzecie! Rozdział w całości dedykuję:
    Peppermint - Za nasze rozkminy, za nasze nocne rozmowy, za to, że jesteś, piszesz i ogólnie bo cię lubię, o!No i nasze teksty ♥
    Po czwarte: już nie tak ważne jak powyższe zdania, ale... mam płytę. Nareszcie. Jaram się nią jak pochodnia! No i zmieniłam po raz kolejny szablon xD Sama! mrrr *_*
    Ach no i najważniejsze! Proszę WSZYSTKICH chętnych, którzy CHCĄ OTRZYMYWAĆ powiadomienia o nowych rozdziałach wpisać się TUTAJ - pod tym linkiem.